Nowe wspólnoty, nowy Kościół

List 11/2010 List 11/2010

Energiczne mieszkanki pewnej małej miejscowości poprosiły księdza proboszcza, by pozwolił im urządzić siłownię w jednej z sal domu parafialnego. Gdy się zgodził, zaczęły się tam regularnie spotykać na gimnastyce. Żeby jednak było bardziej pobożnie, postanowiły zawiązać wspólnotę. W ten sposób udało im się połączyć dwie sfery: zrobić coś dla ciała i coś dla ducha

 

W innej miejscowości niewielka wspólnota przez wiele miesięcy szukała skutecznego sposobu, by zaprosić do swojego grona nowe osoby. Ani adoracja, ani poczęstunek po niedzielnej Mszy św., ani nawet wycieczka nie spotkały się z zainteresowaniem. Odpowiedzieli dopiero na propozycję wspólnego zorganizowania przedstawienia dla dzieci przebywających w szpitalach.

I jeszcze jeden obrazek: w wielkomiejskiej parafii rekolekcjonista przez kilka dni przekonująco opowiadał o życiu duchowym, o różnych sposobach modlitwy, o wyciszeniu, o , co może przeszkadzać, a co pomagać w spotkaniu z Bogiem. Na jego katechezy przychodziły tłumy. Proboszcz zaproponował więc parafianom utworzenie grupy modlitewnej. Na spotkanie przyszły tylko panie z Żywego Różańca.

Przytoczyć można wiele podobnych historii: spotyka się kilka wierzących osób, które łączy jakaś życiowa pasja lub potrzeba. Chcą zrobić coś dla siebie, dla swoich dzieci, dla ubogich. Nie wyobrażają sobie, by istniało lepsze miejsce do takiej działalności niż Kościół. Zakładają wspólnotę - razem się modlą, ale przede wszystkim pracują na rzecz innych. Z kolei ci, którzy trwają od lat w jakimś ruchu, odkrywają, że muszą na nowo przemyśleć swój sposób działania, bo ludzie przestali odpowiadać na dotychczasowe sygnały. Jednocześnie sporo jest takich osób, które szukają duchowości, ale chcą to robić indywidualnie, nie w grupie.

Na jednym z katolickich forów internetowych, ktoś wywołał burzliwą dyskusję pytaniem: „Na czym polega nowa wiosna Kościoła, skoro kościoły pustoszeją?". Rzeczywiście, przy spadającym wskaźniku praktykujących liczba wspólnot wciąż rośnie. To tylko kolejny powód, by przyjrzeć się polskim ruchom wspólnotom. Coś się niewątpliwie zmienia. Tylko co? Wspólnoty? Kościół? Ludzie?

katolickie NGOs

Z pewnością zmienia się język, którym mówi się o ruchach. Coraz częściej pojawia się określenie, że jest to katolicki III sektor, katolickie NGOs (Non-govermental organizations, czyli organizacje pozarządowe). W ten sposób podkreśla się ich społeczne oddziaływanie. Odbywa się ono na bardzo różnych płaszczyznach - począwszy od społecznego i politycznego zaangażowania osób należących do tych ruchów, przez działalność charytatywną, po zwyczajne budowanie więzi między ludźmi. Z badań socjologicznych wynika, że bardzo często osoby zaangażowane religijnie są również aktywne społecznie.

Taki sposób mówienia o ruchach katolickich zapewne dowartościowuje ich pracę. Pozwala na uwzględnienie ich działalności w szerszych opracowaniach na temat III sektora. Daje szansę na znalezienie wspólnej płaszczyzny działania czy rozmowy z ludźmi spoza Kościoła. Zmienia się też nieco odbiór społeczny tych ruchów: przestają być postrzegane wyłącznie jako modlące się grupki zorientowane na własny rozwój, a stają się pożytecznymi członkami społeczności. No i tak po ludzku, łatwiej jest chyba dzisiaj powiedzieć kolegom czy znajomym, że się działa w organizacji pozarządowej niż w duszpasterstwie. To pierwsze u wielu wzbudzi uznanie i zainteresowanie, to drugie w najlepszym razie wywoła zdziwienie.

Wydaje się, że istnieje szerszy problem, jakim jest mówienie dzisiaj o Bogu. „Nie mam szans przekonać nikogo do swojej wiary, wchodząc na lekcję z hasłem »Jezus Cię ko-cha« - mówi jeden z krakowskich katechetów. - Gdybym tak zaczął, byłbym przegrany, już i tak uczniowie patrzą na mnie niechętnie, bo jestem księdzem. O Bogu możemy rozmawiać dopiero wtedy, gdy wcześniej uda nam się pogadać o sprawach, które ich dotyczą: martwią, cieszą albo fascynują".

człowiek demokratyczny

Niektórzy narzekają, że Polacy zbyt wolno reagują na przemiany społeczne, że tkwi w nas ciągle Tischnerowski homo sovieticus. Gdy jednak przyjrzeć się naszym decyzjom i motywacjom, można dojść do wniosku, że zmiany są ogromne. Dość szybko przywykliśmy do tego, że mamy wolny wybór - możemy wziąć jedno, a zostawić drugie. Nie cieszy nas to, że w ogóle coś mamy, ale chcemy mieć wybór między przedmiotami wysokiej jakości. Dotyczy to nie tylko rzeczy materialnych, ale także relacji z innymi ludźmi i sfery duchowej. Dlatego, choć tkwi w nas potrzeba wyjścia poza codzienną rzeczywistość, w której na co dzień żyjemy, nie zawsze - a nawet coraz rzadziej - jesteśmy skłonni realizować ją w Kościele. Wybieramy często to, co wydaje się nam lepsze, atrakcyjniejsze, a czasem także po prostu bardziej dostępne.

Dokonując wyborów kierujemy się najczęściej kryterium użyteczności i przydatności, bardziej interesuje nas to, czy coś przynosi nam korzyść niż to, czy jest to prawdziwe. Nowa tendencja dotycząca ruchów katolickich wydaje  się  odpowiadać temu sposobowi  myślenia.   Pozwala zracjonalizować   wybór,   jakim jest zaangażowanie we wspólnotę religijną. Działalność charytatywna czy wzajemne wsparcie - to konkretne korzyści, które dzięki wspólnocie uzyskujemy.

Nie są to łatwe czasy dla religii. Trudno jest mówić o wierze w świecie tak nieprzystających do niej wartości. Nic dziwnego, że wiele osób szuka nowego sposobu dla wyrażenia swojej wiary.

twierdza czy oaza?

Jeden z krakowskich duszpasterzy powiedział kiedyś odwiedzając naszą redakcję, że paradoksalnie więcej wolności było w Kościele w czasach PRL-u niż teraz. Można się zastanawiać, czy otwartość na inne poglądy wynikała ze specyficznej sytuacji politycznej, czy z osobowości ludzi Kościoła. Nieżyjący już ks. Józef Tischner tak wspominał spory teologiczne ze swoim biskupem Karolem Wojtyłą: „Wojtyła był z krwi i kości pluralistą. Co to znaczy? Ten pluralizm nie był u niego grą. Różnica zdań, polemika, dyskusja była jego żywiołem. Chciał tej dyskusji, czekał na nią"[1]. Kościół był postrzegany jako oaza wolności nie tylko dlatego, że można było w nim swobodnie narzekać i organizować się przeciw komunie, ale także dlatego, że był gotowy na dyskusję wewnętrzną. Niewątpliwie na to, że Kościół gromadził wówczas ludzi o różnych poglądach, nałożyła się także propozycja dialogu ze światem, jaką złożył Sobór Watykański II.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama