Niepewna przyszłość naszej przeszłości

Niedziela 21/2011

O poczuciu odpowiedzialności za dziedzictwo narodowe, nowoczesnych muzeach i nienowoczesnych politykach z posłem Kazimierzem Michałem Ujazdowskim rozmawia Wiesława Lewandowska

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od czasu do czasu – choć nie za często – w minionym dwudziestoleciu pojawiały się pytania, czy dostatecznie zadbaliśmy o dziedzictwo narodowe i pamięć historyczną w nowej Polsce. Czy starając się doganiać świat, nie stracimy z pola widzenia dziedzictwa własnej kultury?

POSEŁ KAZIMIERZ M. UJAZDOWSKI: – Wydaje się, że niestety doszło do zaniedbań, że polityka państwa często była nieczuła w tej sferze… Wynikało to z braku wyobraźni państwowej i z uległości wobec przekonania, że to, co ważne w polityce, ogniskuje się wyłącznie wokół reform ekonomicznych. Polityka kulturalna przez długie okresy była poza marginesem zainteresowania rządzących. Pozytywna zmiana zaszła dopiero z końcem pierwszej dekady niepodległości, w drugiej połowie rządów AWS, kiedy to wskutek różnych idei i inicjatyw doszło do dowartościowania tej sfery polityki państwowej.

– Co było przyczyną tego ocknięcia się?

– Po pierwsze – doszło do przebudzenia w sferze myśli politycznej, w dużej mierze dzięki publicystyce śp. Tomasza Merty oraz Dariusza Gawina, a także dzięki temu, że właśnie wtedy, w latach 1999 i 2000, powstały istotne koncepcje aktywizacji polityki państwa w tej dziedzinie – pierwsze bardzo konkretne pomysły na nowoczesne programy edukacji historycznej, na budowę Instytutu Dziedzictwa Narodowego, który był pierwszym naprawdę wielkim projektem z zakresu polityki historycznej. Obejmując wówczas, w marcu 2000 r.,

stanowisko ministra kultury i dziedzictwa narodowego, byłem już zatem dobrze przygotowany do tego, by takiej właśnie polityce nadać konkretny wyraz.

– Nie starczyło jednak czasu, bo po niespełna dwóch latach zaczął się odwrót…

– Tak i przez następne dziesięciolecie mamy do czynienia z ciągłymi przypływami i odpływami zainteresowania polityków losem dziedzictwa narodowego. Zwycięstwo SLD jesienią 2001 r. prowadzi do wymownego usunięcia z nazwy ministerstwa słów „dziedzictwa narodowego”. Minister Andrzej Celiński nie krył, że czyni to ze względów ideologicznych i będzie traktował dziedzictwo narodowe jako sferę nieistotną. Za tym poszły bardzo praktyczne decyzje, przede wszystkim drastyczna redukcja wydatków na ochronę zabytków, likwidacja już w 2002 r. Instytutu Dziedzictwa Narodowego, kierowanego wtedy przez Tomasza Mertę.

– Wtedy wydawało się, że ta obojętność wobec dziedzictwa narodowego i własnej historii z salonów politycznych dotarła już pod strzechy, gdzie się całkiem nieźle zadomowiła; Polakom przestało zależeć na podkreślaniu własnej tożsamości, a duma narodowa ostała się tylko na stadionach sportowych…

– I właśnie to musiało obudzić niepokój, przynajmniej części elit politycznych. Na szczęście przyszła odmiana wskutek upadku postkomunizmu. Wtedy to Lech Kaczyński, jako prezydent Warszawy, buduje Muzeum Powstania Warszawskiego (2003-2004). I wtedy też opinia publiczna w większym niż dotąd stopniu zaczyna dostrzegać wagę tej problematyki, która staje się jednym z głównych elementów przesłania politycznego PiS… Coraz większa grupa obywateli rozumie, że współczesne państwo ma obowiązki i zadania także w sferze kultury, które nie są tylko spłatą długu wobec przeszłych pokoleń, choć i to jest bardzo istotne. Pojawia się przekonanie, że troska o dziedzictwo narodowe, promocja polskiego doświadczenia historycznego oraz pokazywanie wkładu Polski w dzieje Europy i świata ma ogromny sens edukacyjny i obywatelski. Polacy zaczęli doceniać wagę polskiego doświadczenia historycznego jako istotnego czynnika w budowaniu relacji z zagranicą.

– Nastąpiło przełamanie kompleksu polskiego zaścianka?

– Tak. A dzieje się to w momencie, gdy Polska kończy proces akcesyjny do UE. Oto okazuje się, że inne państwa europejskie nadzwyczaj chętnie prezentują własne dziedzictwo kulturowe – częstokroć o mniejszym potencjale uniwersalności niż nasze – i chwalą się nim. Wtedy w Europie pojawiają się nowoczesne placówki muzealnictwa historycznego – powstaje Muzeum Terroru w Budapeszcie, a Niemcy przystępują do dzieła, jakim jest budowa Centrum Przeciwko Wypędzeniom… Powstają nowoczesne placówki w Wielkiej Brytanii. Nagle przekonujemy się, że polityka historyczna nie jest wyłącznie pomysłem wąskiej grupy nawiedzonych polityków – jak to próbowano w Polsce tłumaczyć – ale jest czymś niezwykle istotnym w relacjach między państwami UE.

– Polscy entuzjaści zjednoczonej Europy przyjęli to bez zdziwienia i oporu?

– Zdawało się, że tak. Nasze idee pokazania wkładu Polski w dzieje Europy i świata w formie nowoczesnych instytucji muzealnych i nowoczesnych programów edukacyjnych zdobywały coraz szersze zrozumienie i – choć na krótko – stały się jednym z ważnych elementów przesłania politycznego, wtedy nie tylko PiS, ale także PO. Wydawało się, że to właśnie dziedzictwo narodowe będzie przedmiotem szerszego konsensusu politycznego… Głoszona od 2002 r. przez Tomasza Mertę, Roberta Kostro i przeze mnie idea budowy Muzeum Historii Polski była w owym czasie przyjmowana przez wszystkich jako ważne zadanie publiczne. Poza radykalną lewicą nikt nie kwestionował tego projektu…

– Skąd się zatem biorą późniejsze wahania, ta niepewność jutra dziedzictwa narodowego? Ze zwykłego lekceważenia, obojętności, czy też przyczyny tkwią głębiej – w złej woli polityków?

– Trudno to dziś dokładnie opisać. Faktem jest, że ta szeroka zgoda na aktywną politykę historyczną, na promocję polskiego dziedzictwa kulturowego, która miała miejsce w latach 2004-2005, przestała istnieć z chwilą zwycięstwa PO w roku 2007.

– PO odrzuciła całkowicie politykę historyczną uprawianą przez PiS?

– PO wprawdzie nie formułowała postulatu rezygnacji z tej polityki, ale w praktyce doprowadziła do jej zaniechania…

– Dlaczego? Na zasadzie „na złość mamie odmrożę sobie uszy”?

– Wydaje się, że nie była to li tylko reakcja wymierzona w PiS, że jednak zasadniczą rolę odegrała tu fundamentalna obojętność i lekceważenie tej sfery przez liberalnych polityków PO. W przeciwieństwie do elity politycznej państw zachodnioeuropejskich polska elita rządząca nie rozumie dziś wagi tej problematyki dla polityki zagranicznej. To jest zasadniczy powód, dla którego wszystkie istotne projekty muzealnictwa historycznego, na czele z Muzeum Historii Polski, znalazły się w stadium kryzysu.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...