Kolory Bożego działania, czyli co czuje spowiednik

Przewodnik Katolicki Przewodnik Katolicki
31/2011

O komórce w konfesjonale, trzydziestu sekundach na spowiedź, spowiedniku jak automat do coca-coli i o tym „Czego ode mnie ksiądz chce?” oraz o wyjątkowej szkole z o. dr. Piotrem Jordanem Śliwińskim OFMCap, założycielem Szkoły dla Spowiedników, kierownikiem duchownym, rekolekcjonistą osób konsekrowanych i świeckich

 

…a z drugiej strony w sakramencie pokuty dzieją się zazwyczaj wielkie rzeczy?

– Spotykam człowieka, który mimo olbrzymich problemów samotnie wychowuje dzieci, ma chorych bliskich. Skumulowanie cierpienia w życiu jednej osoby. Trudno się nie wzruszyć, gdy ta osoba mimo wszystko zachowuje mocną wiarę. To buduje.

Często odkrywam, że Bóg do mnie mówi przez penitentów. Pokłóciłem się kiedyś przed dyżurem w konfesjonale z przełożonym. Przychodzę do konfesjonału, a tu klęka kilkulatek i mówi z wielką szczerością oraz świadomością, że był nieposłuszny. Wtedy konfrontuję to jakoś ze swoimi przeżyciami. Wiem, że powinienem przeprosić przełożonego. Niejednokrotnie Bóg mówi do mnie w taki sposób bardzo konkretnie.

Gdy spowiadałem we Włoszech, przyszedł człowiek i dzielił się ze mną swoimi przeżyciami, opowiadając, że Bóg do niego mówi. To niesamowite doświadczenie. Trafił na Mszę św. i Słowo Boże uderzyło w konkretny moment jego życia! Fascynujące jest, że ludzie dzielą się swoimi przeżyciami podczas sprawowania sakramentu pokuty.

Wielu jednak nie odkrywa tego wspaniałego Bożego działania.

– Można to dostrzec przy okazji rachunku sumienia. To problem patrzenia na całe swoje życie. Jeśli ktoś widzi je tylko przez perspektywę grzechu – to było złe i tamto było złe – to taki rachunek sumienia może skrzywić życie. Trzeba zobaczyć zło, ale ucieszyć się też dobrem, nawet niewielkim. Nie szukajmy takiego dobra na miarę wieży Eiffla. Zrobienie dobrej zupy, pogadanie z kimś, odkrycie mądrej lektury, posłuchanie koncertu Bacha to też dobro. Proste, zwyczajne, które jest i warto sobie z tego zdać sprawę. Ten ogląd naszego życia jest wtedy szerszy. Mogę przecież uświadamiać sobie zło, które popełniam, a zarazem postanawiając poprawę, dziękować za dobro. To tak jakbyśmy się przerzucili z oglądania telewizji czarno-białej na kolorową. Wielu chrześcijan układa sobie wszystko właśnie na czarno-biało i przez to nie zna kolorów Bożego działania. A przecież przy każdej spowiedzi można je zobaczyć.

Uważa Ojciec, że każdy kapłan powinien mieć co jakiś czas „urlop” od konfesjonału?

– Jeśli kapłan jest zdenerwowany, nie panuje nad sobą, to powinien nawet przerwać spowiedź, choćby miał długą kolejkę. Inaczej może kogoś zranić. Mam przyjaciół, którzy gdy dochodzą do takiej granicy swojej wytrzymałości, to wychodzą na chwilę. Idą na krótki spacer i wracają do konfesjonału. Ja też mam swój maksymalny czas, gdy jestem w stanie dobrze pełnić posługę. Myślę, że to cztery, pięć godzin. To jest przecież wysiłek. Trzeba wciąż być skupionym. Jedno ucho ma słyszeć penitenta, a drugie Boga. Zwykle się modlę, słuchając grzechów. Za każdym razem trzeba się również przestawiać na inny stopień komunikacji, porozumiewania językowego. Po profesorze przychodzi dziecko albo student. Cały czas trzeba podejmować wysiłek budowania dialogu, dostosowany do konkretnej osoby.

Jakie oczekiwania ma spowiednik wobec penitenta?

– To raczej oczekiwania Kościoła, a kapłan jest jego przedstawicielem. Problem w tym, że wielu traktuje kapłana jak fryzjera albo psychologa. Kapłan w konfesjonale ma mieć oczekiwania, które określił Kościół – takie, które pomagają dobrze się przygotować i przeżyć spowiedź. Czasem przychodzi ktoś zagubiony. Trzeba penitenta odnaleźć w tym miejscu, w którym jest i pokazywać dalsze drogi. Świadomość moralna u ludzi jest bardzo różna. Tu też trzeba dużej wrażliwości.

Może należy większą uwagę zwracać na przygotowanie – na rachunek sumienia?

– Rachunki sumienia wielu Polaków i Polek mają mankamenty. Można żartobliwie powiedzieć, że wskazują tylko na paciorek i rozporek. Mówi się w nich o kulcie i seksie, a przykazania to szersza rzeczywistość. Jest przykazanie szóste i pierwsze, ale zostaje jeszcze osiem innych! Pomijane są kwestie grzechów zaniedbania. A my lubimy się z nich rozgrzeszać. Ojciec nie ma czasu na rozmowę z synem, bo jest zmęczony itd. Boli nas, że nie mówimy pacierza, a już mniej to, że z sąsiadką nie rozmawialiśmy od roku. Oczywiście jest czyn, są też aspekty, kontekst popełnienia grzechu. To nie jest jak w sylogizmach – jest ogólna zasada, nie wolno robić tego i tego, a my dopasowujemy człowieka i mówimy to jest złe, to jest dobre. To nie tak. Trzeba zawsze szukać człowieka i pytać, dlaczego on to zrobił, jakie były okoliczności. Wtedy możemy dany czyn konfrontować z przesłaniem Ewangelii.

Jak zatem powinien wyglądać rachunek sumienia?

– Musi być dynamiczny, czyli zmieniać się wraz ze zmianą sytuacji życiowej człowieka. Jeśli przychodzi pięćdziesięciolatek, trzymając książeczkę od Pierwszej Komunii Świętej i mówi, że nie słuchał rodziców, to jego rachunek sumienia jest nieadekwatny do etapu jego życia. Ważne, żeby rachunek sumienia był prosty, nieskładający się z dwustu pytań, bo wtedy łatwo się zniechęcić. Proponuję rachunek sumienia według reguły trzech palców, trzech osi – odniesienie do Boga, bliźniego i siebie.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama