Kolory Bożego działania, czyli co czuje spowiednik

Przewodnik Katolicki Przewodnik Katolicki
31/2011

O komórce w konfesjonale, trzydziestu sekundach na spowiedź, spowiedniku jak automat do coca-coli i o tym „Czego ode mnie ksiądz chce?” oraz o wyjątkowej szkole z o. dr. Piotrem Jordanem Śliwińskim OFMCap, założycielem Szkoły dla Spowiedników, kierownikiem duchownym, rekolekcjonistą osób konsekrowanych i świeckich

 

Mamy pięć warunków dobrej spowiedzi. To się sprawdza?

 – Po pierwsze, najważniejsza jest wiara. Jeśli ktoś przychodzi do spowiedzi po wielu latach i mówi, że nie chodził do kościoła, to mówię, że nie było to w porządku, ale musimy porozmawiać o podstawach: „Kim jest dla pana/pani Chrystus?” Jeśli ktoś nie wierzy, że w Chrystusie jest zbawienie, to spowiedź nie ma sensu i sakrament staje się tylko formalnością. Budzi to czasami duże zdziwienie: „Czego Ojciec ode mnie chce?”, ale może to jedyna okazja, żeby porozmawiać o tym, kim jest Chrystus, jaki sens ma wiara, jak odnieść ją do życia. Wtedy dopiero warunki dobrej spowiedzi mają sens.

Czasem jednak przygotowanie do spowiedzi musi trwać dłużej. W Krakowie posługują np. siostry jadwiżanki wawelskie przygotowujące dorosłych do chrztu, ale też do spowiedzi po wielu latach.

A przygotowanie spowiednika?

– Uważam, że spowiednik zawsze przed posługą powinien się w pewien sposób zatrzymać, zamyślić. Jednak do służby w konfesjonale przygotowuje go całe jego życie. On się modli, sprawuje Eucharystie, wyjeżdża na rekolekcje, ciągle czyta, dokształca się. Aby dobrze służyć, sam musi doświadczać Bożego Miłosierdzia, czyli regularnie się spowiadać, inaczej nie będzie dobrze spowiadał.

Obserwuję czasem ludzi czekających na spowiedź pełnych zdenerwowania, u wielu pojawia się wewnętrzny lęk.

– Bywa tak, że jeśli penitent był straszony spowiedzią jako dziecko, to potem spowiedź wywołuje presję, jest karą. Czasem źle wpływa silnie represyjne wychowanie, w ramach którego pochwały to rzadkość. Wtedy Bóg jawi się jako surowy i karzący. Pojawia się wówczas wewnętrzny przymus, żeby wymienić wszystkie, nawet najdrobniejsze, grzechy. Są też zranienia wynikające z wcześniejszego potraktowania przez kapłana. Lęk pojawia się również razem ze świadomością popełnianych grzechów.

Komuś, kto chce się rozwijać albo osobie zniewolonej przez grzech jakiegoś nałogu, a może cierpiącej przez skrupuły, polecam kierownika duchownego. Wtedy łatwiej niwelować lęki, otwierając się ze swoim problemem zawsze przy tym samym kapłanie.

Kapłan musi dotykać najdelikatniejszych sfer życia człowieka. Jak radzić sobie z tym trudnym zadaniem?

– Powraca znów myśl, że w konfesjonale nie jestem sam. Penitent przychodzi do Chrystusa, do Kościoła, a nie do mnie. Nie gorszę się grzechami innych. Zdaję sobie sprawę, że często dotykam takich sfer życia ludzi, o których trudno nawet mówić do lustra. Ktoś mówi, że czynił rzeczy nieczyste. To może być zdrada, a może być oglądanie pornografii. Penitenci mają problemy z nazywaniem grzechów „po imieniu”. Wyznanie musi być integralne, tzn. kapłan musi rozumieć, o jaki grzech chodzi, musi znać jego okoliczności, które są bardzo ważne. Pytania, które zadaję podczas spowiedzi, nie wynikają z ciekawości. Nie interesują mnie detale. Staram się, żeby były delikatne, a mitem jest twierdzenie, że ksiądz pyta o „te sprawy”, bo się tym interesuje. Pyta, żeby zrozumieć, o co chodzi i jak pomóc.

Są i tacy, którzy przychodzą, by w konfesjonale po prostu porozmawiać z księdzem.

– To problem Kościoła w Polsce. Dobrze, że jest on masowy, jednak wielu wiernym brakuje osobistego spotkania z duszpasterzem. Kolęda jest zazwyczaj tylko pewnym rytuałem. Często funkcję rozmowy przyjmuje zatem sakrament spowiedzi. Ale musi być granica. Spowiedź nie ma być prostą rozmową duszpasterską. Ma mieć dialogiczny charakter, ale to nie rodzaj pogawędki dwóch przyjaciół. Jeśli ktoś ma jakieś pytania, które wychodzą poza zakres spowiedzi, wtedy wpierw udzielam rozgrzeszenia, a potem o nich rozmawiamy.

Inaczej spowiada się kobietę, a inaczej mężczyznę?

– Trudno to generalizować. Ważne jest indywidualne podejście. Św. Leopold Mandić zdobywał wiernych łagodnością, a zupełnie inny był św. Ojciec Pio, skory do gniewu. On też pracował nad tą swoją nerwowością. Kogoś skarcił, a potem ta osoba w odpowiednim momencie wracała do niego. Czasem można do kogoś trafić właśnie mocniejszym słowem.

Mężczyźni może mówią mniej, ale mają za to precyzyjne pytania. Kobiety wprowadzają więcej uczuć. Uczucia mogą się pojawiać i czasem pomagają. Ale jeśli ich nie ma, to wcale nie jest źle. Widać to w żalu za grzechy. Tu nie chodzi o żal uczuciowy – np. pokłóciłem się z żoną i jest mi głupio. Chodzi o żal w sensie woli – to, co zrobiłem jest złe i tego nie chcę. Mogą temu towarzyszyć łzy, ale nie muszą, one nie wartościują tego żalu.

Ktoś mówi, że nie ma żalu, bo myśli, że to mają być uczucia. Czasem żal za grzechy myli się też z żaleniem: „Jaki jestem biedny”. W żalu zawarta jest prośba: „Przebacz mi, Panie”. Spowiedź łączy się z pocieszeniem, wpierw musi być jednak przebaczenie. „Pociesz mnie!” jest na drugim planie. Jeśli doświadczam przebaczenia, trudno żebym nie był pocieszony!

Z naszej rozmowy wyłaniają się ogromne wyzwania, które stają przed spowiednikami. Stąd chyba zrodził się pomysł Szkoły dla Spowiedników. Dlaczego powstała taka szkoła?

– Dlatego, że wszyscy się uczymy. Jest też pewna ciągłość – to cztery kilkudniowe spotkania w ciągu dwóch lat. Dobra szkoła zakłada pewną wspólnotę. Nie chodzi tylko o wspólne uczestnictwo w wykładach, ale o wspólną modlitwę, dyskusje, dzielenie się. W naszej szkole wykładają osoby z ogromnymi kompetencjami, mające wielkie doświadczenie w obszarze teologii moralnej. Niemniej ważne jest dzielenie się doświadczeniami między uczestnikami. Jest też czas na słuchanie słowa (dzień biblijny), na ćwiczenia praktyczne z psychologiem i z doświadczonym spowiednikiem. Szkoła działa od 2005 r. i ma już 150 absolwentów.

Czy kocha Ojciec spowiadanie?

– Kocham, chociaż ciągle nieudolnie i za mało, Chrystusa, który przebacza grzechy i staram się być jego obrazem wobec tych, którym posługuję. Ciągle bardziej odkrywam, że Chrystus przychodzi do mnie w moich penitentach. Dostrzegam i doceniam ten głód przebaczenia, który w nich jest.

rozmawiał Paweł Piwowarczyk

***

Szkoła dla Spowiedników zaprasza

Rozpoczyna się nabór na kolejny cykl zajęć Szkoły dla Spowiedników. Informacje można odnaleźć na stronie www.szkola.kapucyni.krakow.pl lub pisząc pod adres e-mailowy: szkoladla@gmail.com. Szkoła dla Spowiedników jest skierowana do kapłanów diecezjalnych i zakonnych, którzy posługują różnym grupom wiernych w sakramencie pojednania. Organizatorem Szkoły dla Spowiedników jest Krakowska Prowincja Braci Mniejszych Kapucynów, a jej dyrektorem o. Piotr Jordan Śliwiński. Program Szkoły dla Spowiedników uzyskał aprobatę Komisji Duchowieństwa Episkopatu Polski, która objęła ją swoim patronatem.


 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama