Niełatwo obrazić Boga

Tygodnik Powszechny 42/2011 Tygodnik Powszechny 42/2011

Zdawać by się mogło, że sprawa jest prosta: bluźnierstwo winno być karane, a surowość wyroku wyrażać będzie siłę naszej religijności...

 

Jego twarz była w ustawicznym ruchu, skręcała się w wyrazie złości i strachu. Głównie gniewu. Warczał i pochrząkiwał, niekiedy zawodził, ale poza sporadycznymi potokami nieprzyzwoitych słów nie potrafił niczego powiedzieć” – to nie fragment jednej z wielu popularnych dziś książek o egzorcyzmach, tylko opis spotkania z 17-letnim chłopcem, który przeżył upadek z trzeciego piętra w pustym szybie windy. „Nic w tym niezwykłego – wyjaśnia Paul Broks, brytyjski neuropsycholog, w książce „Niedostępny świat. Podróż w głąb umysłu”. – Osoby pozbawione na skutek uszkodzenia mózgu normalnej zdolności mowy, wyrzucają z siebie niekiedy stek najplugawszych przekleństw”.

Przekleństwo jako pierwotny aspekt mowy? Gdy tracimy zdolność komunikowania się – fundamentalną z punktu widzenia ewolucji uczłowieczenia naszego gatunku – najtrwalsza, być może najpierwotniejsza, okazuje się umiejętność artykułowanego wyrażania niezgody na rzeczywistość: okazywania gniewu, złości, strachu. I na odwrót: uczłowieczenie polegałoby na artykułowanym oswajaniu świata wraz z naszymi pierwotnymi emocjami.

Broks swojej refleksji nie rozwija w tę stronę, interesuje go inny problem (świadomego ja), ale jakby mimochodem dorzuca jeszcze jedną scenę: „A potem, któregoś dnia, zdarzyło mi się być przy tym, jak matka tego chłopca przyszła go odwiedzić. Patrzyłem, jak tuli w dłoniach jego potrzaskaną głowę. Przez ten czas, kiedy z nim przebywała – nie dłużej – zachodziła w nim zdumiewająca przemiana. Twarz się wygładzała, szał ustępował. Wydawało się, że powraca jego człowieczeństwo”.

Warto ten obraz matczynych egzorcyzmów zapamiętać, gdyż stanowi jakby archetyp naszej egzystencjalnej sytuacji. Złość, prowokowana przez ból istnienia, niespodziewanie spotyka się z pełną tkliwości odpowiedzią Boga. Bóg nie czeka, aż człowiek przestanie przeklinać i się upokorzy – dotyka naszej obolałej egzystencji, tak jak matka biorąca w dłonie strzaskaną głowę syna. I wówczas następuje przemiana. Dlatego mówimy, że wiara jest łaską.

Sprawiedliwa kara

W Starym Testamencie bluźniercę spotykała najwyższa kara. „Ktokolwiek bluźni imieniu Pana, będzie ukarany śmiercią” – zapowiada Księga Kapłańska (24, 16). Do dzisiaj takie drastyczne prawo obowiązuje np. w krajach islamskich kierujących się szariatem. Katechizm Kościoła Katolickiego definiuje bluźnierstwo w następujący sposób: „Polega ono na wypowiadaniu przeciw Bogu – wewnętrznie lub zewnętrznie – słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, na mówieniu źle o Bogu, na braku szacunku względem Niego w słowach, na nadużywaniu imienia Bożego” (2148). Ale oprócz tej werbalnej wersji, zdaniem autorów Katechizmu bluźnić można zachowaniem, jeśli nadużywamy „imienia Bożego w celu popełnienia zbrodni”, np. religijnie uzasadniając morderstwa. Ważnym pytaniem jest, czy sama kara śmierci za werbalne bluźnierstwo nie jest właśnie takim, o wiele poważniejszym przypadkiem bluźnierstwa.

Obecnie Kodeks Prawa Kanonicznego nie precyzuje kary za bluźnierstwo. Kanon 1369 stwierdza: „Kto w publicznym widowisku, w kazaniu, w rozpowszechnionym piśmie albo w inny sposób przy pomocy środków społecznego przekazu, wypowiada bluźnierstwo, poważnie narusza dobre obyczaje albo znieważa religię lub Kościół bądź wywołuje nienawiść lub pogardę, powinien być ukarany sprawiedliwą karą”. Zwróćmy uwagę, że obok werbalnego bluźnierstwa za przestępstwo uznane jest także wywoływanie nienawiści lub pogardy. Z kolei przywołane w kanonie gorszące publiczne widowiska przywodzą na myśl głośne procesy o znieważanie uczuć religijnych przez artystów wystawiających prowokacyjne dzieła. Choć w procesy owe nie było angażowane kościelne sądownictwo, niewątpliwie były skutkiem napięcia powstającego z konfliktu między potrzebą ochrony wartości sakralnych a prawem do wolności słowa i swobodnego wyrażania ekspresji artystycznej.

Czy Bóg jest dobry

Owo napięcie żywi się niejednoznacznością języka. Znaczenie komunikatu zależy przecież od językowego kontekstu, jak i od sytuacji – od tego, do kogo komunikat jest kierowany i w jakich okolicznościach. A także od motywu autora wypowiedzi. To samo bluźnierstwo wykrzyczane ze złością z powodu doznawanego cierpienia jest czymś innym niż jako artykulacja wyrachowanej zimnej nienawiści. Tym bardziej, jeśli – jak zobaczyliśmy wyżej – przekleństwo jest pierwotnym w nas i naturalnym odruchem obronnym.

Do tego dochodzi problem nieadekwatności języka orzekającego o Bogu. O Bogu nie możemy powiedzieć niczego jednoznacznego, każda nasza wypowiedź zawsze będzie jedynie analogiczna, czyli w jakimś stopniu nieadekwatna. W chrześcijaństwie szybko zdano sobie z tego sprawę. Dlatego teologię pozytywną, starającą się orzekać o Bogu pozytywne stwierdzenia, zaczęto uzupełniać o teologię negatywną, która tym stwierdzeniom zaprzecza. Dopiero obie drogi łącznie prowadzą do „uwznioślenia”, czyli do uchwycenia jedynego w swoim rodzaju przedmiotu, jakim jest Byt najwyższy.

Gdy to uwzględnimy, problematyczna staje się definicja bluźnierstwa, jaką sformułował w „Sumie teologicznej” św. Tomasz z Akwinu: „Ktokolwiek odmawia Bogu tego, co Mu przystoi, lub przyznaje Bogu to, co Mu nie przystoi, przynosi ujmę dla Bożej dobroci”. Czy w świetle tej definicji np. negatywne stwierdzenie Pseudo-Dionizego Areopagity, ojca chrześcijańskiej mistyki, z dzieła „Teologia mistyczna” nie brzmi jak bluźnierstwo: „[Bóg] nie jest królem ani mądrością, ani jednią, ani jednością, ani Boskością, ani dobrocią”?

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama