Przywrócić normalność

W drodze 5/2012

Na widok głodnego człowieka mężczyzna ma ochotę napisać traktat o niesprawiedliwości społecznej albo wywołać wojnę. Kobieta natomiast zagląda do kuchni, aby sprawdzić, czy nie zostało jej coś z obiadu.

 

MARIUSZ MAJEWSKI: Zacznijmy prosto z mostu: czy Matka Boża, którą stawia się często za wzór kobietom, może czegoś nauczyć mężczyzn?

PAWEŁ KRUPA OP: Pozwoli pan, że zacznę od pewnej historii. Otóż byłem kiedyś w gościnie u znajomej, która miała dwóch synów, wtedy jeszcze zupełne dzieciaki. W pewnym momencie jeden z malców czmychnął do łazienki, a jego mama poszła po coś do kuchni. Nagle z przedpokoju dobiegł mnie jej podniesiony głos: „Wstawaj, na stojąco rób, jak chłopaki, żadnego siadania!”. Chwilę potem, widząc moje osłupienie, wyjaśniła podenerwowana: „No co, uchylone było, to zajrzałam. Ojca nie ma w domu całe dnie, ktoś go musi przecież nauczyć sikać”.

Ja też osłupiałem.

Tak? Ręczę panu jednak, że ta historia związana jest bezpośrednio z tematem naszej rozmowy. Kiedy zastanawiałem się nad pytaniem postawionym przez redakcję „W drodze”, o to, co Matka Boża ma do zaproponowania mężczyznom, to pomyślałem sobie, że znowu jakaś kobieta ma mnie czegoś uczyć. Od kołyski do matury same „edukatorki” – mężczyzn jak na lekarstwo. Nawet sikać nas uczą! Czy jest zatem sens stawiać mężczyźnie za wzór kolejną kobietę? Czy to nie za dużo? Czy oni to zniosą? Kiedyś może było inaczej, ale dziś Maryja tonie w fali sfeminizowanego życia.

A jednak, choćby w średniowieczu, które ojciec tak lubi, a także później, pobożność maryjna kształtowała również mężczyzn.

Kiedyś postać Maryi odgrywała rolę edukacyjną w sposób oczywisty, jakby naturalnie, bo Matka Boża na gruncie duchowym uczyła tego, czego kobiety uczyły ówczesnych mężczyzn w życiu codziennym: delikatności, dobrych manier, bezinteresownego szacunku. Mężczyzna przy kobiecie miał okazję wykształcić i rozwijać cechy rycerskie. Wie pan, że niektórzy możni panowie mieli przywilej wjeżdżania do kościoła na koniu? Niech pan to sobie teraz wyobrazi: zajeżdża taki wielmoża butny koniem przed ołtarz, a tam z figurki patrzy na niego z politowaniem subtelna i delikatna Matka Boża. To było jak orzeźwiający powiew łagodności w brutalnym świecie wojowników. Nie zapominajmy, że określeniem, którego Kościół najchętniej wtedy w odniesieniu do siebie używał, było „Ecclesia Militans” – Kościół walczący: przeciw grzechowi, heretykom, Saracenom, i ta postawa Maryi znakomicie zmiękczała tę twardą wspólnotę, zdominowaną przez uzbrojonych mężczyzn, którzy nawet łagodnego Pana Jezusa, na jednej z bizantyjskich mozaik, ubrali w strój rzymskiego żołnierza, krzyż kazali nieść jak włócznię, a księgą Słowa osłaniać się jak tarczą. Le Christ chevalier … to może ładnie brzmi, ale jest trochę niezręczne jako metafora.

Wielkie nabożeństwo do Matki Bożej mieli także mnisi.

Duchowni, w tym także mnisi, byli kształtowani, jak wszyscy mężczyźni, przez etos rycerski, który dwóm kobietom – matce i damie serca – nakazywał cześć i wierność absolutną. Matka Boża doskonale łączyła w sobie obie te funkcje. Z jednej strony przypominała ziemską matkę, ku niej kierowała myśl, będąc jednocześnie matką wszystkich wierzących, a z drugiej strony wchodziła ze swoją czystą, choć niepozbawioną emocji kobiecością w życie mężczyzny, który decydował się na samotność dla Chrystusa.

To wszystko czas przeszły. Czy edukacyjna rola Maryi w tym wymiarze, o którym mówimy, to już historia?

Zmiana dokonała się na naszych oczach, a związana jest ze zmianą miejsca kobiet w społeczeństwie europejskim. Kobiety podjęły słuszną i skuteczną walkę o swoje prawa i odniosły niewątpliwy sukces. Jednocześnie zaczęły się w jakiś sposób do mężczyzn upodabniać, a ci ostatni również poszli w kierunku równości, by nie rzec identyczności płci, odchodząc konsekwentnie od modelu wzbogacającej się nawzajem komplementarności. Dlatego dzisiejszy feminizm jest doskonałą ilustracją zjawiska „opóźnienia”, jakie często spotykamy w historii idei. Na przykład pod koniec XIV wieku na Uniwersytecie w Paryżu w teologicznych traktatach i dysputach walczono z tezami nominalizmu, choć nie udało się odnaleźć w tym okresie żadnego myśliciela, który by owe tezy jawnie i wprost popierał. Po prostu wyrobił się pewien usus intelektualny, takie miejsce wspólne, które wciąż tradycyjnie powielano. Podobnie dzisiejsze feministki walczące z „maczyzmem” i rządami supersamców według mnie są kompletnie zapóźnione. No bo gdzie są ci samcy?! W przestrzeni popkultury na jednym biegunie pomykają kruche emocjonalnie bawidamki, trochę tylko mniej wydepilowane od swoich koleżanek, a na drugim zalegają niedomyte, opite piwskiem grubasy w stylu Ferdka Kiepskiego. I to mają być godni przeciwnicy feministek? Przecież tu nie ma z kim walczyć – śmiech na sali! Dzisiejszy feminizm w Europie na kilometr trąci anachronizmem. Powiem więcej: w interesie Europejek leży nie tyle walka z mężczyznami, ile walka o nich. Bo giną.

A wracając do tematu: edukacyjna rola Maryi jako mistrzyni rycerstwa skończyła się wraz ze śmiercią ostatniego rycerza.

Czas rycerzy skończył się bezpowrotnie…

Oczywiście, zanika sztuka kształtowania w młodych chłopcach, a później mężczyznach rycerskości i szacunku wobec słabszych, uciskanych, w tym także kobiet. Nawet zwykłej kultury mało kto już dziś uczy. Pewna pani opowiadała mi historię, która przydarzyła jej się podczas podróży koleją. Było lato, dość gorąco, pełno ludzi. W pewnym momencie jedyny mężczyzna w przedziale pyta: „Przepraszam bardzo, czy pozwolą panie, że zdejmę marynarkę?”. Ona mało nie zemdlała z wrażenia. Bo, proszę pana, jej koledzy buty przy dziewczynach ściągają, nie pytając o pozwolenie, a tutaj gentleman pyta, czy może zdjąć marynarkę. Jakby nie z tej epoki. I chyba to jest to. Jej koledzy to dzieci, wieczni chłopcy, w których między emocjami a czynami nie istnieje żaden bufor, żadna przegroda rozumu, opanowania czy rozwagi. Co w sercu, to na widelcu! Maryja nie będzie dziś uczyć delikatności czy męskiej subtelności facetów, którzy od dzieciństwa są wychowywani w cieple i którym jakiekolwiek wymaganie, nakaz czy obowiązek wydają się atakiem na ich wolność. A jeśli to kogoś razi, to tym gorzej dla niego.

Maryja była Matką Jezusa, czyli Boga i człowieka. Czy trudność odnoszenia się do Niej jako wzoru nie wynika także z tego specjalnego posłannictwa?

Z pewnością. Chociaż fakt Bożego macierzyństwa Maryi jest dla naszej kultury nie tyle ciężarem czy przeszkodą, ile zarzewiem kulturowej rewolucji. W starożytności uznawano, że w procesie prokreacji kobieta jest rodzajem inkubatora, w którym mężczyzna składa nasienie, czyli coś, co będzie człowiekiem. W kobiecie to coś miało jedynie dojrzeć, on był aktywny, ona pasywna. Na tym w pewien sposób opierało się także rozumienie ról społecznych mężczyzny i kobiety. Zgodnie z tym poglądem mężczyzna dawał dziecku zarówno ciało, jak i całe jego człowieczeństwo. W wypadku Jezusa nie mogło się tak stać, bo Jezus nie miał ziemskiego ojca, Jego cielesność dana Mu została przez Matkę, która wypełniła niejako to, co w świadomości ludzi tamtej epoki było domeną mężczyzn. Czy zdaje pan sobie sprawę, co to za rewolucja? W patriarchalnym społeczeństwie pojawia się kobieta, która w niedościgniony sposób zdystansuje wszystkich mężczyzn świata. Chwała Bogu, że Pan Jezus wcielił się w ciało mężczyzny i trochę powodów do dumy nam, facetom, zostawił! Narodziny Jezusa oznaczały w tym kontekście mniej więcej tyle, że oto istnieje przynajmniej jedna kobieta na świecie, która dała dziecku to, co zwykle daje wyłącznie mężczyzna. Nieprawdopodobne. Nagle w religii, w której nie było kapłanek, pojawia się kobieta, która jest między uczniami Jezusa, mało tego – zajmuje tam szczególne miejsce i jest Matką Tego, którego nazywają Nauczycielem i Mistrzem. A jednocześnie wcale się nie stara któregokolwiek z Apostołów zastępować, a tym bardziej wysadzać z siodła. Gdyby nie tajemnica Wcielenia, nie byłoby mowy o żadnym równouprawnieniu, równości, komplementarności. Byłyby absolutne rządy facetów i basta.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • eugenia
    21.05.2012 22:16
    Jako kobieta nie ze wszystkim się zgadzam. Po raz kolejny przebija ignoracja wynikajaca z nieznajomości kobiet to po pierwsze i sama z siebie, bo meżczyzna w duzym stopniu z natury jest ignorantem.
    Jako kobieta wierzę też w mężczyzn i uważam, wydaje mi się , że prawdziwy meżczyzna nigdy nie przyznał by sobie absolutnej racji. Więc gdyby się trafił to nie byłyby rządy facetów i basta.
    Przyjęcie propozycji Boga przez Maryję nie było dla Niej wielkim wysiłkiem. Było zgodą naturalną. Tak myślę, bo jestem kobietą i prawdę mówiąc mam już dość po pierwsze wielkiej ignorancji facetów po drugie braku ich szacunku do kobiet.
  • Marek
    06.06.2012 17:15
    Trochę zaufania do mężczyzn pani Eugenio. Nie wszyscy to ignoranci, a mało która kobieta wie jak cieżko się stać i być mężczyzną.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...