Miejsce, gdzie dusza trzeźwieje (Reportaż z Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości w Zakroczymiu)

Głos ojca Pio 75/3/2012 Głos ojca Pio 75/3/2012

Na ścianie w biurze dyrektora wisi duże zdjęcie. Przedstawia twarz starszego mężczyzny: długa, siwa broda, wysokie czoło, ręka oparta o policzek, spuszczony wzrok. Nie można dojrzeć oczu. Szkoda. Alkoholicy ze spotkań z ojcem Benignusem pamiętają przede wszystkim jego wzrok – mówi brat Jan Karczewski OFMCap, dyrektor Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości w Zakroczymiu – i powtarzane z mocą słowa: Pan Jezus cię kocha. W jego ustach nie brzmiały one jak frazes, przeciwnie: wstrząsały ludźmi i sprawiały, że przemieniali swoje życie.

 

Schematy się nie sprawdzają

W pracy z uzależnionymi ważne jest odrzucenie schematów w podejściu do pijących.

– Na pewnym etapie pracy wydawało mi się, że nie poznam już niczego nowego, ponieważ w przypadku wielu uzależnionych czy współuzależnionych schemat się powtarza – wspomina brat Jan. – Ale tak nie jest. Każdy jest inny i nie da się zastosować schematu.

Dlatego niemożliwa jest prosta odpowiedź na pytanie, co zrobić, by ktoś przestał pić. Trzeba człowieka poznać, bo każdy ma własną historię i różne doświadczenia. Brat Jan wyjaśnia to na przykładzie jednej z metod postępowania wobec pijącego, tak zwanej „twardej miłości”, która polega na przyzwoleniu, aby alkoholik poniósł konsekwencje swoich czynów.

– Zgodnie ze schematem należy nie dać mu jeść, nie wpuścić do domu, czyli pozwolić, by pijący poniósł konsekwencje tego, że nie daje pieniędzy na dom czy dzieci. Teoretycznie powinno to zadziałać. Bywa jednak, że przez alkoholika, który w dzieciństwie doświadczył przemocy ze strony rodziców, kara tego typu bywa traktowana jako swego rodzaju „odpokutowanie”: „zrobiłem źle, odpokutowałem, mogę ze świętym spokojem iść pić dalej”. W jaki więc sposób postąpić? Na pewno skorzystać z pomocy specjalistów, poznać mechanizmy uzależnienia, poprosić o pomoc także dla siebie, ponieważ będąc nieświadomym własnego współuzależnienia, można popełnić wiele błędów. Potrzeba cierpliwego i konsekwentnego działania.

Przykłady pociągają

Musimy przerwać naszą rozmowę. Brat Jan udaje się na umówione spotkanie z burmistrzem. W programie zajęć dla grup akurat jest czas wolny. Uczestnicy idą na cmentarz znajdujący się tuż za murem ośrodka, by odwiedzić grób ojca Benignusa, co stanowi tutaj tradycję.

Nie można zrobić zdjęć. Nie zgodziła się na to jedna z uczestniczek rekolekcji. Ludzie, których tu spotykam, to mężczyźni i kobiety w różnym wieku, od 30. do 60. i więcej lat. Najwięcej jest mężczyzn w średnim wieku. Przede mną idzie kobieta, dobrze ubrana, zadbana, prowadząc ze sobą małego pieska.

Nad grobem odmawiamy modlitwę, a po niej każdy, kto znał ojca Benignusa, może o nim opowiedzieć. Spontanicznie odzywa się jeden mężczyzna, który do Zakroczymia przyjeżdża od kilkunastu lat.

– Pamiętam spowiedź u ojca Benignusa. Kiedy wyznałem grzechy, coś we mnie pękło i się otworzyłem. Jestem twardym człowiekiem, ale wtedy się rozpłakałem. Szukałem w sobie jednej dobrej rzeczy, ale jej nie znalazłem. 

Odpowiedzialność za trzeźwiejącą duszę

Ludzie przyjeżdżają do zakroczymskiego ośrodka, ponieważ chcą doświadczyć takiej spowiedzi, rozmowy, przemiany.

– Pierwszy rok pracy tutaj był dla mnie trudny – wspomina brat Jan. – Przychodzili ludzie i wykładali przed mną całe swoje życie. Ufali mi, ponieważ jestem zakonnikiem. Co więcej, liczyli na podpowiedź, radę, wskazówkę, gotowi byli zrobić wszystko, co powiem.

Sfera duchowa jest przestrzenią autonomiczną. Lekarz i terapeuta powie uzależnionemu, że w związku z piciem występują konkretne problemy. Natomiast bywa, że sfera duchowa to dla uzależnionych miejsce, do którego nikt poza nimi nie ma dostępu. To pułapka. Dobrze, jeśli uzależniony znajdzie wtedy przewodnika duchowego, który popatrzy z zewnątrz i coś podpowie. Oczywiście nie jest on bogiem, ale wskaże drogę, uświadomi to, co zauważył. Często jesteśmy traktowani jako przewodnicy duchowi i towarzyszymy w drodze.

Potrzeba Boga przychodzi z czasem

Program Dwunastu Kroków ma jasne odniesienie do Boga. Książka podstawowa dla całego ruchu pt. „Anonimowi Alkoholicy”, zwana Wielką Księgą, mówi wprost: program ma służyć temu, by odkryć Siłę Większą niż nasza własna. Wierzący nazywają ją Bogiem.

– Poznałem osoby, które absolutnie tę sferę odsuwały, mówiły, że nie jest to konieczne – przyznaje brat Jan. – Wydaje mi się jednak, że wcześniej czy później przychodzi moment, kiedy trzeba stanąć wobec życia duchowego, szczególnie wobec relacji z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy. Relacja ta jest bardzo ważna. Jej zbudowanie czy odnalezienie nie następuje od razu, ale przychodzi z czasem.

Wielu wychodzących z nałogu alkoholików znajduje w Zakroczymiu swoich przewodników duchowych. Dlatego przyjeżdżają na rekolekcje systematycznie, wpisują sobie w program trzeźwościowy coroczną wizytę w ośrodku, niektórzy pojawiają się częściej. Każdy z nich przeżywa to w inny sposób. Różne są rodzaje alkoholizmu, etapy uzależnienia i wychodzenia z niego.

Widział człowieka inaczej

Ojciec Benignus w 1940 roku trafił do Dachau. Doświadczenie obozu, cierpienia i balansowania na granicy życia i śmierci wyrobiły w nim wrażliwość na cierpienie i słabość człowieka. Wspominał, że od śmierci głodowej w obozie uratował go Niemiec, komunista. Było to dla niego dowodem, że człowiek kryje w sobie tajemnicę i nie powinno się tak łatwo kogokolwiek osądzać.

Kiedy przychodzili do niego alkoholicy z porozbijanym życiem, wstydząc się samych siebie i swojej przeszłości, spotykali człowieka, który ich nie osądzał, ale cieszył się, że może się z nimi spotkać i porozmawiać.

Ojciec Benignus widział człowieka inaczej. Dziś jego już nie ma, ale w zakroczymskim Ośrodku Apostolstwa Trzeźwości ten styl patrzenia i podobna wrażliwość pozostały niezmienne.

www.glosojcapio.pl

Ojciec Benignus (Jan Sosnowski) urodził się 29 września 1916 roku w Białymstoku. Do zakonu kapucynów wstąpił w 1934 roku. Podczas studiów teologicznych w Lublinie spotkał brata Fidelisa Chojnackiego, błogosławionego męczennika II wojny światowej, który był zaangażowany w ruch trzeźwościowy. Podczas pracy w założonym przez niego kole abstynenckim po raz pierwszy zetknął się z problemami alkoholizmu.

25 stycznia 1940 roku został aresztowany wraz z innymi braćmi i uwięziony na Zamku Lubelskim, a następnie wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Wolność odzyskał w kwietniu 1945 roku. Po kilkutygodniowej kuracji udał się wraz z innymi braćmi do Francji, potem do Belgii, gdzie dokończył przerwane przez wojnę studia teologiczne.

Święcenia kapłańskie przyjął 15 czerwca 1946 roku i wrócił do kraju. Parokrotnie pełnił obowiązki przełożonego klasztoru, a w latach 1952–1955 i 1958–1961 był prowincjałem warszawskiej prowincji kapucynów. Odbudował kościół i klasztor w Zakroczymiu, gdzie założył Ośrodek Apostolstwa Trzeźwości, którym kierował przez wiele lat. Angażował się w formację apostołów trzeźwości, wspierał wspólnoty trzeźwiejących alkoholików.

Zmarł 9 listopada 1997 roku w wieku 81 lat. Od 2000 roku ośrodek w Zakroczymiu nosi jego imię.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama