Nie chodźmy na łatwiznę

Tygodnik Powszechny 29/2012 Tygodnik Powszechny 29/2012

Duchowość bazuje na pewnego rodzaju naturalizmie: każdy, kto jest dostatecznie dobrze przygotowany, jest w stanie rozróżnić, co jest lepsze, a co gorsze. Ale nie ma algorytmu pozwalającego z góry odkryć, co będzie bardziej wartościowe. Z Jackiem Hołówką, filozofem, rozmawia Artur Sporniak



Czyli jest możliwa miłość między mężczyzną i kobietą, która doskonali się do końca ich dni?

To trudne i zabawne pytanie.

Dlaczego zabawne?

Trudne, gdyż trudno odgadnąć warunki, które trzeba spełnić, aby miłość rzeczywiście mogła się do końca rozwijać. Jestem przekonany, że jest to jednak możliwe. Na pewno jest tak, że obie strony muszą myśleć za obie osoby. To chyba rzecz najtrudniejsza do osiągnięcia, bowiem człowiek jest przerażony myślą, że zostanie całkowicie zdominowany albo że narzuca uparcie swój punkt widzenia, albo że porozumienie zostaje zasypane pod gruzami codziennych ciężarów, albo ma wrażenie, że druga osoba nie idzie w dobrą stronę, tylko z upływem czasu tępieje i staje się wygodnicka, ospała i stereotypowa, nie stać jej na świeże myśli i świeże uczucia, albo może się zdarzyć – co jest rzeczą już najstraszniejszą – że to my sami stajemy się otępiali, bezmyślni, stereotypowi, gonimy w piętkę, z dnia na dzień powtarzamy to wszystko, co było wcześniej, i się nie rozwijamy. To wszystko, co staram się opisać jako duchowość, jest rozwojem pozbawionym intencji doraźnej korzyści, ale jednocześnie silnie powiązanym z życiem emocjonalnym i praktycznym.

Czy jednym z warunków takiego rozwoju nie jest nadzieja, że gdzieś tam istnieje ¬absolutna rzeczywistość – niezależna od naszych błędów i upadków?

Tutaj się zdecydowanie różnimy, gdyż w takim myśleniu i takiej potrzebie dostrzegam pójście na łatwiznę. Nie ma nic straszniejszego, niż dostać przepis na życie. Gdyby ktoś dał mi pełny przepis na moje życie, to tak, jakby mi wyświetlił dalszy jego bieg, pozwolił mi patrzeć, co ze mną dalej będzie, zredukował mnie do roli widza – równie dobrze może mnie zastrzelić. Wtedy redukuje mnie do hedonisty, który przeżywa przyjemne fragmenty swojego życia, albo do człowieka, którzy żyje jakimiś pustymi fantazmatami, przebiegającymi mu przed oczami. Wtedy w ogóle to nie jest moje życie, bo ja nim kierować nie potrafię – albo też chce mi gwarantować, choć na to nie zasługuję, jakiś rodzaj sukcesu i szczęścia. Wszystko razem jest pójściem na łatwiznę.

Mówiąc o nadziei, mam na myśli tęsknotę za czymś, czego nie potrafię do końca ani przewidzieć, ani sprecyzować. Wspólnota wiary nie daje łatwych odpowiedzi.

Wiem, że istnieją ludzie, którzy tak przeżywają swoje życie, ale ja tego kompletnie nie rozumiem. To szukanie jakiś wizji, objawień...

A szukanie wzorców?

Jest różnica między szukaniem wzorców a szukaniem łatwej nagrody bez chęci zapracowania na nią. Coś mam dostać tylko dlatego, że chodzę na dwóch nogach, albo tylko dlatego, że zachowuję się przyzwoicie i nigdy nie byłem w więzieniu? Przede wszystkim nie rozumiem nieukojonej i nieukierunkowanej tęsknoty. We mnie nigdy takiego uczucia nie było i jestem pewien, że nigdy nie będzie.

Oczywiście, człowiek może rodzaj pewnej lekkiej depresji czy lekkiego rozczarowania do siebie widzieć jako tęsknotę do czegoś lepszego i większego. Według mnie jest to błąd wynikający z personalizacji świata. W literaturze, w filozofii, a najczęściej w religii zdarza się, że ktoś mówi: „Świat mnie źle traktuje, zasługuję na więcej”. Proszę zwrócić uwagę, jak zupełnie różne zachowania płyną z tej inspiracji, wobec tego jest to bardzo niewiarygodna inspiracja. Breivik prawdopodobnie czuł się oszukany przez otoczenie i przez świat, nie miał z kim porozmawiać, nienawidził współczesnej Norwegii, domagał się, żeby wyglądała inaczej. Człowiek przeżarty jakąś gorzką tęsknotą, z powodu której zabił 77 osób. To najgorsze, co zaufanie do tęsknoty może przynieść.

Jeżeli nas bierze jakaś dziwna tęsknota, natychmiast powinniśmy wskoczyć do zimnej wody, otrząsnąć się i postawić sobie pytanie: o co mi chodzi? Może po prostu jestem zmęczony, może chcę się napić dobrego wina, spotkać nowych ludzi, uwolnić się od codziennego jarzma i ciężarów?

Czy opowieść, jaką jest życie, nie ma zatem puenty?

To bardzo dobre pytanie. Ponieważ mam konstytucję dosyć optymistyczną, lubię słyszeć, że jest puenta – wolę książki, które kończą się happy endem (zdaję sobie sprawę, że mam tutaj mało wyrafinowany gust i że to słabość mojej estetyki). W ludzkim życiu także chciałbym widzieć happy end. Jak sobie go wyobrażam? Człowiek, który dochodzi osiemdziesiątki, dziewięćdziesiątki, miał szczęśliwe życie, patrzy wstecz niczego nie żałując, spokojnie umiera. Wówczas nawet nie odczuwałbym żalu z powodu jego odejścia. Powiedziałbym sobie: ta sztuka już się skończyła – sztuka nie może trwać w nieskończoność. Natomiast człowiek, który skończył swoje życie przestraszony, rozedrgany, wciągnięty w rozmaite sprawy, z których żadna nie została dokończona, głęboko rozczarowany względem bliskich, wściekły na siebie samego, że nie zdołał sobą pokierować – dla kogoś takiego śmierć jest wybawieniem.

Zatem puenta w sensie streszczenia – nie. Biografia szczęśliwego życia zawsze wygląda tak samo: wszystkie podjęte sprawy były słuszne i doprowadzone do końca. Taka powieść byłaby nudna.

Przecież to nieprawda!

Mamy swobodny wybór spraw, którymi chcemy wypełnić swoje życie. Rzecz polega nie na tym, co wybraliśmy, tylko czy wybraliśmy tak, że nie musimy żałować, bo sprawy doprowadziliśmy do końca. Wybieramy zawsze z pewnym ryzykiem, ale potem, jeśli pozwalamy innym na krytykowanie naszego wyboru i odpowiadamy w uczciwy sposób na ich zarzuty, i potrafimy się utrzymać przy kierunku, który wybraliśmy, mamy szansę napisać piękną powieść oraz dobrze przeżyć życie.

Prof. JACEK HOŁÓWKA (ur. 1943 r.) jest filozofem i etykiem, kierownikiem Zakładu Filozofii Analitycznej w Instytucie Filozofii UW oraz redaktorem naczelnym kwartalnika „Przegląd Filozoficzny”. Autor licznych książek i publikacji o tematyce etycznej, a także przekładów dzieł filozoficznych z języka angielskiego. Określa się jako ateista.

Za tydzień – tekst Piotra Sikory o spotkaniu głębokiej wiary z poważnym ateizmem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama