Ofiary niewidzialne

Mieszkańcy Zachodu nie chcą pamiętać o cierpieniach współczesnych chrześcijan. Czy dlatego, że wiedza o tym mogłaby zaburzyć im tak miłą pewność siebie i prostotę rozumienia świata?

 

Tradycja wykupu niewolników przez chrześcijan istniała już od starożytności. Przez wieki dotyczyła przede wszystkim wyznawców Chrystusa w niewoli muzułmańskiej.

Kiedy w encyklice Sapientiae christianae (o obowiązkach katolików wobec Kościoła) z 1890 r. papież Leon XIII nakazywał wiernym zbieranie pieniędzy na wykup uwięzionych, jego inicjatywa wpisywała się w ogólnoświatowy trend zwalczania niewolnictwa.

Ale współcześnie doniesienia o „wykupie kolejnych niewolników w Sudanie” wciąż regularnie pojawiają się na stronach Christian Solidarity International – międzynarodowej organizacji zajmującej się m.in. odnajdywaniem przetrzymywanych w sudańskich domach chrześcijan, którzy jako dzieci zostali porwani na południu kraju i potem przewiezieni na Północ.

ŚMIERĆ ZA BIBLIĘ

Trwający od wielu lat konflikt pomiędzy Północą i Południem Sudanu wybuchł ze zdwojoną siłą, kiedy w 1983 r. prezydent Numeiri wprowadził w całym kraju tradycyjne prawo islamskie – szariat. W wyniku tej decyzji zbuntowali się niemuzułmańscy żołnierze z Południa. Władze Sudanu (wówczas jeszcze jednego państwa; Sudan Południowy ogłosił niepodległość w 2011 r.) uzbroiły arabskie milicje. Rozpoczęły się czystki. Podczas napadów na wsie dorosłych mordowano na miejscu, a dzieci wywożono na Północ i tam sprzedawano do niewoli. Te, które sprawiały problemy, np. za bardzo płakały – zabijano.

Porwane wtedy dzieci są już dziś dorosłe, ale wciąż stanowią „własność” osób, którym wtedy je sprzedano. Niektóre zmuszono do zmiany wiary. Jeden z wyzwolonych niewolników opowiadał, że oprócz wykonywania przeznaczonych dla niego prac, posłano go do szkoły koranicznej. Jeśli nie słuchał nauczycieli, ci kazali mu pić wodę, w której wcześniej płukano gąbkę do ścierania tablicy.

O sudańskich niewolnikach rzadko można przeczytać w prasie czy usłyszeć na politycznych salonach. Zachodnia opinia publiczna niewiele wie również o milionach chrześcijan prześladowanych w innych krajach. Strona worldwatchlist.org prowadzi ranking krajów prześladujących chrześcijan. Na pierwsze dziesięć miejsc, aż dziewięć zajmują kraje muzułmańskie. W wielu z nich, jak choćby w Afganistanie (miejsce 2) i Arabii Saudyjskiej (miejsce 3), posiadanie Biblii jest uważane za przestępstwo. Niemuzułmańskie praktyki religijne są tępione, a zmiana religii – karana śmiercią. Surowe kary, łącznie z najwyższą, czekają na tych, których oskarży się o próbę nawracania muzułmanów – o to oskarżono dwóch pracujących w Arabii Saudyjskiej Hindusów, którzy trafili tam do więzienia w ubiegłym roku. Możliwość karania działalności misyjnej, sama w sobie barbarzyńska, może być łatwo nadużywana. O prozelityzm można oskarżyć właściwie każdego, kto się czymś naraził władzom lub sam nie chce zmienić religii.

POLOWANIE NA PLACU MASPERO

W wielu krajach chrześcijanie działają w podziemiu. W Somalii podziemne wspólnoty zbierają się w kilkuosobowych grupkach. W razie dekonspiracji ich członkom ścina się głowy. W Erytrei (11. miejsce w rankingu worldwatchlist.org) w 2011 r. naliczono ok. 1500 chrześcijańskich więźniów obozów wojskowych – mimo że część z nich tam umierała, nie zdecydowali się wyprzeć wiary.

Także w krajach, w których teoretycznie istnieje wolność wyznania, chrześcijanie są szykanowani przez innych mieszkańców. Bomby wybuchają regularnie w kościołach północnej Nigerii, a w Pakistanie w czasie pasterki do świątyń podrzuca się granaty. Z Iraku już uciekła większość wyznawców Chrystusa.

W Egipcie prześladowania miejscowych Koptów – tradycyjnego Kościóła chrześcijańskiego istniejącego tam jeszcze w czasach przedmuzułmańskich – nasiliły się drastycznie po rewolucji. Plagą stały się porwania młodych koptyjskich kobiet, w tym mężatek. Zamykane, bite, gwałcone, w końcu są zmuszane do podpisania aktów małżeństwa i deklaracji zmiany wyznania. Niektóre nigdy nie zostaną odnalezione przez swoje rodziny. W przypadku tych, które udało się zlokalizować, nie można liczyć na pomoc policji – porwane są przecież z „mężem”. Te kobiety, którym udaje się wrócić do swoich domów, zgodnie z egipskim prawem pozostają już muzułmankami. Sprawy o „przywrócenie chrześcijańskiej tożsamości” ciągną się w nieskończoność. Porwania chrześcijańskich kobiet zdarzają się również w Pakistanie. Żadna wierząca rodzina nie może spać spokojnie. Każdy dzień to niepewność, czy żona lub córka wróci do domu.

Egipscy chrześcijanie nie mogą liczyć na miejscowe władze. Wręcz przeciwnie: mogą się ich tylko obawiać. 15 stycznia 2012 r. dziesięć tysięcy z nich zebrało się na placu Maspero w Kairze. Chcieli zamanifestować swój sprzeciw wobec zburzenia przez muzułmanów kościoła w pobliżu Asuanu. Zaatakowało ich wojsko. 27 demonstrantów straciło życie. Część na skutek pobicia, innych rozjechały pojazdy opancerzone. Kamery zarejestrowały sceny wyglądające jakby ich kierowcy polowali na ludzi. Podobno gdy jeden z żołnierzy wychylił się po akcji z wojskowego autobusu i krzyknął do grupy gapiów, że strzelił chrześcijaninowi w klatkę piersiową, ci zaczęli mu bić brawo.

PAŃSTWO ZAMIAST BOGA

Jednak pierwsze miejsce w rankingu worldwatchlist.org zajmuje wciąż Korea Północna. Choć chrześcijanie byli lub są prześladowani we wszystkich krajach, rządzonych przez partie komunistyczne, Korea stanowi przypadek szczególny. Jej ateizm jest problematyczny, gdyż kult wodzów przybrał postać religijną. Opowieści o drzewach, które zakwitły w zimie, gdy zamyślił się pod nimi „ukochany przywódca”, trudno nazwać zwykłym „kultem jednostki”. Każda inna religia skazana jest na zagładę.

Mimo to szacuje się, że w Korei Północnej mieszka ok. 400 tysięcy chrześcijan. Co najmniej jedna czwarta z nich jest więziona w obozach koncentracyjnych. Podobno, ponieważ masowo nawracali innych więźniów, władze wydzieliły dla nich osobne sektory. Ci zaś, którzy pozostają na wolności, praktykują religię w podziemiu. Czasem dochodzi do zadziwiających sytuacji: organizacja Voice of the Martyrs („Głos Męczenników”), założona przez rumuńskiego pastora Richarda Wurmbranda, który w czasach komunizmu spędził kilkanaście lat w więzieniu, doniosła o północnokoreańskim generale-chrześcijaninie, który nawracał swoich żołnierzy. Został za to rozstrzelany w 2004 r.

W XXI w. chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie. Jednak rzadko ich cierpienie interesuje wielkich tego świata. Cierpienie chrześcijan jest niemodne. Kraje wyrosłe z chrześcijańskiej tradycji zazwyczaj starają się o niej zapomnieć. Ci, którzy mogliby nagłośnić ich sprawę, wolą poświęcać czas na rugowanie chrześcijańskich symboli z życia publicznego. Dopiero w 2011 r., dzięki deputowanym z nowych państw członkowskich, Parlament Europejski uchwalił pierwsze odezwy w obronie prześladowanych chrześcijan. Wydaje się jednak, że Zachód nie chce pamiętać o cierpieniach współczesnych chrześcijan. Czy dlatego, że taka wiedza mogłaby mu zaburzyć tak miłą pewność siebie i prostotę rozumienia świata?

Lepiej nie widzieć, nie słyszeć i nie mówić. Po co burzyć święty spokój?   MichaelMaggs / CC-SA 3.0 Lepiej nie widzieć, nie słyszeć i nie mówić. Po co burzyć święty spokój?

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...