Kim nie chce być człowiek?

Zeszyty Karmelitańskie 1/2012 Zeszyty Karmelitańskie 1/2012

Kim nie chce być człowiek? – tak postawione pytanie budzi w pewnej chwili uśmiech politowania. Jak to: kim nie chce być? To oczywiste – nie chce być wielkim przegranym w grze tego życia. A więc – nie chce być chorym, biednym, pozbawionym prestiżu, odartym z uznania, nie chce być wykluczonym, nie chce być zmarginalizowanym, nie chce być samotnym…

 

Ale to jest mimo wszystko pewien margines świata. Świat rzeczywisty, ten realny jak przeżywany w tych samych dniach, co protesty wobec ACTA, to ból, kłamstwo, zbrodnia, nieporadność i milczenie wpisane w dramat zaginionego sześciomiesięcznego dziecka z Sosnowca. W tym świecie nie da się rozgrywać gry z pomocą awatarów. Ba, rozegrana „gra operacyjna”, gra podstawionych fałszywych świadków, wyłudzających z obolałej matki szokującą prawdę – wyznanie dzieciobójstwa, budzi opór moralny. Zatem – nie da się tylko grać w realnym świecie. Wcześniej z tego świata wyrzucony został horyzont prawdy – niewygodnej, zbyt konserwatywnej, uwikłanej w prostą dialektykę: dobro lub zło.

Co pozostaje – pozostaje świat, który zdumiewa swoim chaosem. Zostańmy na chwilę przy tym drastycznym kazusie sosnowieckim. Zaginione dziecko, które zostaje faktycznie schowane przez matkę, która nieumyślnie (?) spowodowała jego śmierć. A w tle tych faktów – dziwne relacje medialne o fascynacjach ojca dziecka śmiercią, wilkołakami i wampirami – odnotowane przez niego samego na facebooku. Dziwne fascynacje sektą likeanów, a jednoczesne deklaracje nominalnej przynależności do Kościoła. Dziwne w tym wszystkim, co powinno być wyjaśnieniem sprawy w sposób profesjonalny jest przenikanie się działań policji, prokuratury, detektywa pozbawionego licencji, głosu jasnowidza powielanego przez media. To jakby swoista, porażająca wręcz dramaturgią, więcej, tragizmem – jakaś polska, sosnowiecka wersja miasteczka Twin Peaks czy Przystanku Alaska. To postmodernistyczne przenikanie się wiedzy i szamaństwa, profesjonalizmu i magii, tragedii i farsy.

Zauważmy, że człowiek, który nie chce być związany od środka prawdą, nie chce być świadkiem prawdy swego życia, który rzekomo wybiera wolność, wybiera albo iluzję, albo zaprzeczenie wolności. To jakaś swoista reguła współczesności, że człowiek, który odrzuca zniewalające rygory prawdy i sensu, wybiera determinizmy naszej epoki. Można spekulować, choć wiem, że nie jest to w wypadku wspomnianej sosnowieckiej tragedii stosowne, jakie znajdą się usprawiedliwienia dla sprawczyni czy sprawców tragedii. Może będzie to wina środowiska, jednoznacznie determinującego do takiego zachowania, może cała ta sytuacja została zapisana w genach, może eksperci do socjobiologii, wedle których geny trzymają nasz umysł na smyczy, a moralność nie istnieje, znajdą proste rozwiązanie odpowiedzi na pytanie, które poraża w obliczu tego, co się stało: dlaczego?

W prasówce tych dni przełomu stycznia i lutego jeszcze jedna ciekawa wiadomość. Dotyczy człowieka, żołnierza, który ujawnił tajne dokumenty portalowi WikiLeaks. Tradycyjnie orzekłoby się o takim kimś – zdrajca. Człowiek, który nie chciał dochować powierzonej sobie tajemnicy. Dziś sprawa się jednak komplikuje. Orzeczenie „zdrajca” znów trąci zbyt dużą obiektywizacją i stygmatyzacją prawdą. Z lektury prasy można dowiedzieć się: „Adwokat podkreśla, że Manning, cierpiący na depresję, zmagający się z problemami emocjonalnymi, wyśmiewany przez kolegów nadwrażliwy homoseksualista, uważający się niekiedy za kobietę o imieniu Breanna, nigdy nie powinien otrzymać niemal nieograniczonego dostępu do tajnych informacji”[2]. Nie jest możliwe określenie obiektywne w kategoriach oceny moralnej – zdrajca czy bohater? To nie jest właściwie możliwe, skoro nawet nie jest możliwe określenie biologicznej tożsamości zdrajcy – wszak miał on problemy z własną „płcią kulturową”.

Człowiek nie chce być sobą w prawdzie swojej osoby, swojej istoty. Nie chce bronić swojej godności, przyzwalając na to, by uczynić siebie prostym, redukowalnym elementem przyrody, poddanej entropii. Człowiek nie chce zmierzyć się z prawdą rozpoznawaną w aktualnym kontekście czasu .

Poznanie prawdy o własnej godności mocą własnego poznania jest rodzajem samozwiązania się tą prawdą. Jest to jednak rodzaj „uzależnienia” mocą własnych decyzji i własnych aktów. Człowiek zostaje poniekąd zobowiązany do niesprzeniewierzenia się prawdzie, gdyż byłoby to sprzeniewierzenie się nie tylko abstrakcyjnej treści, ale samemu sobie. Absolutyzacja wolności wyboru, która przejawiłaby się w rezygnacji z prawdy, w akcie zakłamania byłaby w swej istocie rodzajem radykalnego samozniewolenia. Można więc stwierdzić:

wolność człowieka staje się, innymi słowy, ludzką wolnością, która buduje człowieka w człowieku tylko, jeśli jest wolnością poddającą się prawdzie, dokładniej wolnością oddającą się w jej służbę. Jedynie taka wolność wyzwala człowieka w człowieku[3].

W relacji rozpoznawanej prawdy i podejmującej decyzje wolności zasadniczą rolę odgrywa sumienie. Wydarzenie stwórcze w całej swojej pełni znaczenia teologicznego jest momentem tworzącym osobę jako podmiot etyczny. Określeniem tego faktu jest miara odpowiedzialności osoby ludzkiej. Odpowiedzialność jest istotnym przejawem sumienia, a jednocześnie jest przejawem wartości. Wynika to z faktu, że przez ustanowienie osoby jako podmiotu etycznego ustanowiona zostaje osoba jako wartość. Stworzenie jest także ustanowieniem wartości, w konsekwencji godność sumienia wyznacza godność osoby.

W sumieniu i dzięki sumieniu człowiek odkrywa swój własny wymiar etyczny. Jest tak dlatego, że jego sumienie jest wyrazem wymagań moralnych. Nie należy jednak tych wymagań traktować jako czegoś heteronomicznego w stosunku do człowieka. Te wymagania moralne (wartość lub prawo) to sama rzeczywistość człowieka jako człowieka. Sumienie w tym kontekście jest tą samą ludzką rzeczywistością, która przybiera kształt słowa (zobowiązującego). Mówienie o prawie i sumieniu jest rozprawianiem o dwóch aspektach korelatywnych i nierozdzielnych jednej i tej samej rzeczywistości. Oznacza to, że człowiek jest sumieniem i prawem w swej konstytucji. Człowiek jest sumieniem, które jest prawem i jest prawem, które jest sumieniem. Sumienie jest głosem prawa, a prawo jest rzeczywistością sumienia.

Można zatem powiedzieć, że sumienie i prawo to człowiek rozważany jako podmiot etyczny. Odkrycie tego wymiaru etycznego jest odkryciem człowieka jako zadania, którym jest on sam ‑człowiek i do którego jest zobowiązany. Stąd można wysunąć wniosek ‑ postulat, by człowiek był wierny i posłuszny swemu sumieniu, które objawia osobie ludzkiej obowiązek życia, godność życia i prawo życia.

Kim człowiek nie chce być? Być może nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie chcąc podjąć wysiłku drogi ku prawdzie i przeznaczeniu, traci bezwiednie chęć bycia człowiekiem.

 


[1]S. Rosik, Wezwanie do ludzkiej pełni, w: tenże, Wezwania i wybory moralne. Refleksje teologicznomoralne. Lublin 1992, s. 67. Por. STh I‑II q.1 a.8 ad pb.; q.3 a.1.
[2] J. Piaseczny, Zdrajca czy bohater? http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/wikileaks [dostęp: 4.02.2012]
[3]T. Styczeń, Być sobą to przekraczać siebie. O antropologii Karola Wojtyły, w: tenże, Solidarność wyzwala, Lublin 1993, s. 98.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| CZŁOWIEK

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama