Klejnot

Rycerz Młodych 2/2015 Rycerz Młodych 2/2015

Niemały trud trzeba by sobie zadać, aby spośród licznych sylwetek świętych Kościoła katolickiego znaleźć osobę, która nie byłaby prześladowana dla sprawiedliwości... Święci, znosząc obelgi w pokorze i cierpliwości, osiągali chwałę niebios. Gemma Galgani to prawdziwy klejnot w poczcie świętych katolickich, nomen omen to właśnie oznacza jej imię w języku włoskim – „klejnot”.

 

Ta cudnej urody dziewczyna przyszła na świat 12 marca 1878 r. w wielodzietnej, dobrze prosperującej, włoskiej rodzinie. Gemma, określana przez pedagogów jako dziewczyna wyjątkowo zdolna i inteligentna, miała świetlane widoki na przyszłość, w których realizacji miało jej też pomóc bycie córką majętnego farmaceuty. Losy tej rodziny zostały jednak napisane w odcieniach szarości, a postać ich nadobnej córki zdumiewa dramatyzmem i – jak to się w bajkach o pięknych księżniczkach i kawiarnianych damach nie zdarza – tragizmem. To jednak tylko spojrzenie oględne, pozbawione głębi i wnikliwości, bo Gemma swym życiem przyniosła Kościołowi katolickiemu chlubę i sławę.

Prześladowana przez demona

Młoda Włoszka przez pewien etap swego krótkiego życia doświadczała w sposób wyjątkowy i dotkliwy prześladowań za wiarę. Znosiła je jednak jako „bicz Pański”, w duchu pokuty za swoje grzechy. Wielokrotnie wyznawała, że jest grzesznicą, a jej próżność uświadomił jej dobitnie... Anioł Stróż. Gdy dostała złoty zegarek i doznawała dumy, że będzie mogła wyjść przyozdobiona taką bransoletą, Anioł skarcił ją ostro, przypominając, iż służebnica Chrystusa winna odziewać się w pokorę, a nie w „bisior”.

Gemma wprost narażała się na prześladowania, ona się o nie jakby prosiła. Na przestrzeni dziejów chrześcijaństwa jedni doświadczali prześladowań wynikających z ludzkiej zawiści, pośrednio przez szatana, który nakłaniał złych ludzi do czynów pozbawionych miłości bliźniego, co niejednokrotnie doprowadzało do męczeńskiej śmierci w obronie wartości i wiary. Te prześladowania były zewnętrzne; zadawane co prawda przez ludzi, ale powodowane zazdrością diabła, który chciał zaszkodzić, uciszyć, a nawet zabić. Inni, jak np. św. Ojciec Pio, dotkliwie cierpieli udręki wywołane bezpośrednio przez samego demona, który nie posługiwał się już osobą ludzką, by pognębić człowieka oddanego Bogu. Prześladowania te były wynikiem jego wyjątkowej zawiści do bogobojnej duszy – można to określić mianem prześladowań wewnętrznych, ale nacechowanych skutkami zewnętrznymi, tj. widzialne znaki okrucieństwa diabła – sińce, krew i przerażenie dręczonego. Tego właśnie rodzaju prześladowań doznawała i Gemma.

Będąc w serdecznej przyjaźni ze swym Aniołem Stróżem, oddawała się za jego wskazaniami pogłębionemu życiu duchowemu: wiele pościła, modliła się, cierpiała w ciszy i pomagała potrzebującym – wszystko to jednak z natężeniem daleko głębiej idącym niż ktokolwiek z nas. Dziwić zatem nie może wyjątkowa zazdrość złego o tę pobożną niewieścią duszę. Dziewczyna nie poszła na kompromis w walce, nie spuściła z tonu, choć szatan atakował ją na przeróżne, coraz to bardziej wyrafinowane sposoby. Zniechęcał ją do modlitwy, tak by popadła w duchową apatię, wywołując u niej silny ból głowy, który nieomal zwalał ją z nóg i odciągał od modlitewnej kontemplacji. To jednak okazywało się na dłuższą metę nieskuteczne i zły wpadał na coraz to nowe sposoby dręczenia osoby, która wbrew jego oczekiwaniom i ku wielkiemu zaskoczeniu okazała się bardziej wytrzymała niż mógł przypuszczać. Przebiegle nadwerężał jej zaufanie do spowiednika i duchowego kierownika, u którego dziewczyna znajdowała wsparcie i ratunek w momentach kryzysów, a czynił to, podszywając się pod niego. Raz, gdy uklękła przy kratkach konfesjonału, poczuła obecność szatana, a ten począł drwić z sakramentu pokuty, by zniechęcić przerażoną dziewczynę i sprawić, aby straciła wiarę w to narzędzie miłosierdzia Bożego, jakim jest spowiedź święta.

Gdy nie pomagały już wewnętrzne szatańskie podszepty i kuszenie, zaczął ją zły dotkliwie prześladować fizycznie. Gemma skarży się wtedy spowiednikowi, że szatan ukazuje się jej pod postacią wielkiego straszliwego psa, którego łapy czuje na swych ramionach. Swymi szponami wyrywa jej włosy nieraz całymi garściami. Kapłan nie musi sprawdzać i przekonywać się, czy dziewczyna mówi prawdę, widzi na własne oczy, jak nieraz jest poturbowana i z wieloma siniakami na ciele, zmęczona i pogruchotana. Pamięta, jak całe jej łóżko drżało, gdy leżała chora i do pokoju wpadł – wprost pod nogi kapłana, odmawiającego przy pryczy chorej brewiarz – straszny czarny kot, który podnosząc się nienaturalnym gestem, skoczył na dziewczynę. Ona nie zareagowała, ale była spokojna i jeszcze uspokajała swego przewodnika, mówiąc mu, że to diabeł znowu próbuje ją dręczyć. Zjawisko to znikło, gdy tylko ksiądz pokropił je wodą święconą. Obolała doświadczała uzdrawiającej mocy swego Oblubieńca, Chrystusa Ukrzyżowanego, który przychodził do niej, by odpoczęła i odzyskała wewnętrzny spokój. Gemma przyzwyczajała się powoli do okrutnych napaści i w miarę upływu czasu przestała na upiora patrzeć z przerażeniem, a obdarzała go tylko spojrzeniem pełnym pogardy. Z radością wzywała Imienia Jezusa, by tylko móc ujrzeć, jak zły kapituluje i tarza się, i piszczy, w popłochu uciekając – wprawiało ją to w zadowolenie.

Prześladowanie z Bożego dopustu

Można się dziwić: Jak to? Taka dziewczyna oddana Bogu, umartwiająca się, spędzająca godziny na modlitwie, wierząca bardziej niż inni, pytająca o wolę Bożą kierownika duchowego, a doznawała tak strasznego dręczenia demonicznego. Dlaczego? Otóż Bóg przestrzegł Gemmę, że dopuści, by była doświadczana w ten sposób: „Przygotuj się, córko; na rozkaz Mój szatan wyda ci wojnę i w ten sposób przyłoży rękę do dzieła, które spełnię w tobie”. Gdyby nie zgoda Boga na takie działanie diabła względem dziewczyny, nie mógłby on się do niej nawet zbliżyć. Do złudzenia opresja duchowa Gemmy przypomina Hiobową, gdy był on nękany i kuszony przez demona. Prześladowania, jakie cierpiała Gemma, mogą nosić miano tych najbardziej trudnych. Do boleści ciała dołączają udręki i ciemności ducha, które są najcięższą postacią posuchy wewnętrznej – to doświadczenie totalnej, na wskroś przeszywającej pustki i beznadziejności, opuszczenia i próżni, ciemności i samotności. Jej cierpienia wynikały z tego, że przeżywała je indywidualnie – nikt inny tego nie doświadczał, tylko ona – trudno jej było zatem szukać kogoś, kto ją zrozumie. Tylko w kapłanie, Aniele i Bogu miała zrozumienie.

Niejako paradoksalnie Gemma równolegle była bardzo lubiana przez środowisko koleżanek, które chętnie się z nią spotykały i rozmawiały na różne tematy – szukały jej obecności, by z nią przebywać i czerpać z bogactwa jej mądrości i prostoty. Również wśród dorosłych kobiet miała kilka takich, które mogła nazwać swymi przyjaciółkami. Gemma nie doświadczyła więc przez całe życie skrytej zawiści czy zazdrości ludzkiej. Jej postawa oddania innym i pobożności była akceptowana i nie spotykała się z żadną ludzką dezaprobatą czy prześladowaniem. Nie doświadczyła w swym życiu fizycznego odrzucenia z powodu swej wiary, przekonań czy upodobania Chrystusa. Nie musiała zatem z nikim toczyć bojów, znosić nieprzyjemności wynikających z bycia nieakceptowanym, czy też nie posiadania grupy wsparcia. Prześladowania, jakich doświadczyła młoda Włoszka, są wyjątkowe, ale nie są niespotykane w historii Kościoła. Z obawą podjęłabym się jednak wartościowania, czy choćby oceny, które prześladowania są dotkliwsze: czy te zewnętrzne – jakich doświadczył np. św. Szczepan czy bł. ks. Jerzy Popiełuszko, czy te wewnętrzne – jakie przypadły w udziale św. Ojcu Pio czy św. Janowi od Krzyża. Jedno jest pewne – Gemma odniosła zwycięstwo nad samą sobą, nad ludzkimi skłonnościami, a w końcu nad prześladowcą, szatanem. Zmarła, mając zaledwie 25 lat, a już 37 lat później została wyniesiona na ołtarze.

*   *   *

Ciekawostką jest, że św. Maksymilian Kolbe zaczytywał się w dziełach Świętej. Poświadcza to jego list do matki:

„Zapewne Mama nie miała sposobności przeczytać biografii Gemmy Galgani pt. Głębie duszy, bo jest ona już wyczerpana, a maleńka książeczka o Gemmie, którą ma MI w Krakowie, jest dla dzieci tylko. Ja mam jej żywot po włosku: książka wielka o 563 stronach. Już po raz trzeci ją czytam i bardzo mi się podoba. Więcej mi dobrego zrobiła niż rekolekcje” (Z Pism św. Maksymiliana).

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama