Abraham, czyli logika wiary

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: przy kratkach konfesjonału klęka mężczyzna i wyznaje, że usłyszał głos, który żąda od niego, żeby zabił w ofierze swojego syna. Ksiądz profesor jest spowiednikiem Teologia polityczna, 2005-2006





M.C.: Słuchając księdza, myślę o podejściu pierwszych chrześcijan do państwa rzymskiego. Podejściu krytycznym i ostrożnym. Ale jest to podejście bardzo dalekie od tego, które wydaje mi się dominować dziś w Polsce, takiego jednak dość bezproblemowego akceptowania rzeczywistości politycznej, prawnej czy ustrojowej.

D.K.: Żeby uciec od abstrakcji, podam bardzo konkretny przykład, który mnie ostatnio uderzył. Episkopat apeluje, żeby nie pracować w niedzielę. Każdy wie, że tysiące ludzi w Polsce jest zmuszanych do pracy w niedzielę. Jeśli odmówią, stracą pracę. Co zrobilibyśmy jako Kościół, gdyby ci ludzie posłuchali głosu biskupów i odeszli z pracy? Czy ktoś przygotował program pomocy dla tych ludzi? Nie, bo tak naprawdę nikt nie sądzi, że odejdą. A to jest i tak – jak na nasze standardy – stosunkowo jasno nazwany i otwarty konflikt.

T.W.: Zgadzam się co do połowiczności czy braku konsekwencji. Bardzo łatwo jest apelować, trudniej coś skutecznego pomyśleć i zrobić. Tylko nie chciałbym wpaść we własną pułapkę, bo sam wyrażam opinię, a w tej sprawie robię niewiele.

Myślę, że rzeczywiście jest tak, że chrześcijaństwo uległo pewnemu układowi rzeczy i regulacji społecznych bynajmniej nie tylko złych, ale również złych, a często bardzo skomplikowanych. Czuje się stosunkowo bezradne, przynajmniej jeśli chodzi o radykalne zmiany w tej dziedzinie, wobec tego koncentruje uwagę na takich zmianach czy dziełach, które są możliwe do przeprowadzenia przez poszczególnych ludzi. Świetnie, że jest Matka Teresa, Świetnie, że jest jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty człowiek czy instytucja niezgody na niesprawiedliwość. Ale co dalej?

Nie chcę powiedzieć, że to, co robią najbardziej aktywni, jest traktowane tylko jako alibi, choć można to tak odbierać. Pytań zasadniczych prawie nie ma. Tylko teraz powiem coś, co mi się wydaje jeszcze trudniejsze i jeszcze ważniejsze w tej całej sprawie. Pytania zasadnicze nie pojawią się w ten sposób, że zaczniemy analizować poszczególne przypadki i powiemy, co w każdym z nich właściwie należy zrobić, ale wtedy, kiedy nic w wierze nie jest przyjmowane jako oczywiste, z góry dane i bezproblemowe. Tych najtrudniejszych pytań o wiarę prawie nikt nie stawia. Dlaczego? Między innymi dlatego, że jest dosyć roboty z codziennymi sprawami, nie z zasadniczymi. Na co dzień wszystko się toczy zwykłą koleją: pracujemy, mamy obowiązki, instytucje działają, podejmują decyzje, zajmują stanowiska itd.

W takim swiecie nikt nie ma głowy do tego, co nazywam „pytaniami zasadniczymi”. Może niezupełnie nikt, bo pewne znaki i pewne słowa się pojawiają. Ale nawet one, i to nawet jeżeli są powiedziane z siłą i autorytetem np. papieża, są wplecione w zwykłą pragmatykę działania instytucji, sposobu myślenia itd., i z natury rzeczy są w kontekście tej pragmatyki odczytywane. Bardzo trudno tego uniknąć. Oczekiwanie, że nawet ktoś tak niekonformistyczny w sposobie widzenia Świata jak papież nagle zerwie z pewnym ciągiem instytucji i zdarzeń, i powie temu wszystkiemu zasadnicze nie – jest ostatecznie nierealne. A jednak w wielu sprawach trzeba reagować zupełnie inaczej.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama