Deficyt błogosławionej winy

Warunkiem nawrócenia jest dostrzeżenie własnej grzeszności, ale by uznać się za grzesznika, niezbędne jest poczucie grzechu. Tygodnik Powszechny, 9 marca 2008



Podobnie jest z językiem wiary. Jego znaczenie ujawniają w pełni dopiero pewne sytuacje graniczne. Jest ich wiele (być może tyle, ile nawróceń). Wszystkie jednak, jak się wydaje, prowadzą do doświadczenia braku samowystarczalności człowieka. Bez tego bolesnego dla naszego wrodzonego egoizmu doświadczenia trudno zrozumieć, o co chodzi w wierze.



Grzech jako choroba


Tradycja, zwłaszcza zachodniego chrześcijaństwa, mówi o grzechu przede wszystkim jako o przekroczeniu Bożego prawa. Także i dzisiaj bardzo często można usłyszeć tę pochodzącą od św. Augustyna definicję. Nie jest ona z gruntu fałszywa: Bóg rzeczywiście jest prawodawcą, a grzech to złamanie prawa i zaciągnięcie wobec Boga winy. Jej słabością jest jednak powierzchowność: jurydyczne patrzenie na relację człowieka do Boga nie dotyka istoty grzechu. O wiele skuteczniej odniesiemy się do grzechu, gdy dostrzeżemy w nim chorobę – zniewolenie. Niszcząca siła zła nie polega przede wszystkim na tym, że stajemy się winni wobec Boga czy bliźnich, lecz na tym, że grzech niszczy naszą osobowość. „Nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę” – jak zwięźle pisze św. Paweł, wskazując, że grzech uderza w samo centrum osoby – w to, dzięki czemu mamy możliwość decydowania o sobie i rozumienia siebie oraz twórczego przeżywania uczuć (Rz 7, 14-25).

Jeżeli szukamy sytuacji granicznej, która wprowadziłaby nas w rozumienie języka wiary, intuicja podpowiada, że należałoby się odwołać do doświadczenia oczywistych uzależnień: alkoholizmu, narkomani czy odkrywanego ostatnio przez naukę seksoholizmu. I rzeczywiście: odnajdujemy zaskakującą analogię między orędziem Ewangelii a najbardziej dotychczas skutecznym programem zdrowienia – „Dwunastoma Krokami” wypracowanymi przez pionierów wspólnoty Anonimowych Alkoholików w latach 30. ubiegłego wieku. Doświadczenia zdrowiejących osób pozwalają dostrzec w języku wiary bardzo konkretne empiryczne odniesienia. Wskażę jedynie kilka przykładów, choć rzecz na pewno warta jest większej uwagi.

Proces zdrowienia rozpoczyna się od uświadomienia sobie własnej bezsilności i utraty kontroli nad życiem (krok 1). Uzależniona osoba zaczyna zdawać sobie sprawę, że rzeczywiście stoi przed wyborem życia lub śmierci – jeżeli nadal pogrążać się będzie w nałogu, czeka ją całkowita destrukcja. Paradoksalnie do zdrowienia uzdalnia kapitulacja wobec własnych chorych zachowań i otwarcie na pomoc z zewnątrz – wiara, że jakaś Siła większa od nas jest w stanie nam pomóc (krok 2). Trudno w tym nie dostrzec doświadczenia, które tradycja chrześcijańska nazywa „pierwszym nawróceniem”. W jego ramach osoba uzależniona identyfikuje swoje chore zachowania oraz sytuacje prowadzące do nich i postanawia ich unikać. Podobnie na chrzcie wyrzekamy się grzechu, „aby żyć w wolności dzieci Bożych” oraz „wszystkiego, co prowadzi do zła”, aby grzech nas nie opanował. Fundamentem jest tu maksymalna szczerość wobec siebie i uczciwość wobec innych – w czym z kolei dostrzec można spełnianie się obietnicy: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32).

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama