Źródła na sprzedaż

Problemem świata nie jest dziś brak wody w ogóle, lecz kwestia dostępu do źródeł czystej wody pitnej, jego regulacji oraz ceny za wodę. Tygodnik Powszechny, 11 maja 2008



Biedni, nie mogąc opłacić rachunków, zaczynali korzystać z wody niezdatnej do picia. W 2001 r. w południowoafrykańskiej prowincji Kwazulu-Natal, gdy nowy właściciel wody zakręcił kurek, wybuchła epidemia cholery: 120 tys. ludzi zachorowało, a ponad 300 zmarło.

Poddanie wody w całości logice wolnego rynku prowadzi do jej przepływu od biednych do bogatych, ze wsi do miast, z osiedli do przemysłu. Ci drudzy zawsze mogą zapłacić więcej.

Za traktowanie wody jako dobra wspólnego odpowiadają rządy. W Argentynie wodociągi zrenacjonalizowano, powołując państwową spółkę. W Boliwii utworzono jedyne w świecie Ministerstwo Wody, stojące na straży tego surowca, zaś w Urugwaju w październiku 2004 r. rozpisano jedyne w świecie referendum, w którym obywatele większością 65 proc. głosów, przy 90-procentowej frekwencji, opowiedzieli się przeciw prywatyzacji wody. Wyniki te znalazły odbicie w konstytucji. Państwo jako regulator po okresie niełaski powraca do gry.

W mieście Meksyk 3 proc. najbogatszych domów zużywa 60 proc. wody, a 50 proc. najbiedniejszych – zaledwie 5 proc. Spożycie wody w miastach Południa nie odbiega od spożycia w miastach Północy, jednak w tych pierwszych większość z niej zużywa mały procent najbogatszych mieszkańców. Biedni paradoksalnie płacą za wodę od kilkudziesięciu do kilkuset razy więcej niż bogaci. Podczas gdy ci ostatni mają dostęp do nieograniczonej jej ilości, biedni muszą zadowolić się kilkoma godzinami wody w kranie lub jak mieszkańcy biednej dzielnicy Iztapalapa napełniać przydomowe zbiorniki z podstawianych przez miasto beczkowozów. Równocześnie w bogatej dzielnicy San Ángel tysiące litrów wody codziennie podlewa nienaganne trawniki.

Prywatyzacja nie jest tu rozwiązaniem: w borykającym się z podobnym problemem mieście Saltillo koncern przejął wodę, czego efektem był jedynie spektakularny wzrost rachunków: nawet do 5 tys. pesos (ponad 500 dolarów). Wzrost cen wody może wyregulować kwestię popytu i podaży, lecz nie rozwiąże kwestii dostępu.

Jak podkreśla Tony Clarke, dyrektor kanadyjskiego Instytutu Polaris, niezależnej placówki badawczej monitorującej stan środowiska naturalnego, oprócz prywatyzacji wodociągów komunalnych istnieją inne strategie prywatyzacyjne: butelkowanie, ale i prywatny monopol technologiczny na wydobycie i oczyszczanie, prywatyzacja całych bioregionów czy też zmiana kierunku rzek, budowa tam i innej infrastruktury wodnej.

Po powodzi w Tabasco, do której doszło m.in. dlatego, że pieniądze na infrastrukturę przeciwpowodziową zniknęły w kieszeniach polityków, gdy ludzie byli jeszcze w szoku po kataklizmie, już pojawiły się pomysły na prywatyzację. Jednak w Nowym Orleanie to właśnie usunięcie się państwa doprowadziło do tragicznych w skutkach zaniedbań i żywioł przerwał zapory.

Konsumpcjonizm znalazł w wodzie doskonały produkt dzisiejszej epoki. Ani Adam Smith, ani Karol Marks nie widzieli w wodzie towaru i nie wyobrażali sobie, że może ona być źródłem bogactwa narodów oraz kapitałem nie do pogardzenia. W pewnym sensie obaj nie docenili pomysłowości kapitalizmu i jego zdolności otwierania nowych rynków. Jeden z dyrektorów wykonawczych wielkiego koncernu zajmującego się prywatyzacją wody ujął to cynicznie: „Woda jest produktem, który normalnie byłby dostępny za darmo, a naszą pracą jest sprzedawanie go. No i jest absolutnie niezbędny do życia”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama