Źródła na sprzedaż

Problemem świata nie jest dziś brak wody w ogóle, lecz kwestia dostępu do źródeł czystej wody pitnej, jego regulacji oraz ceny za wodę. Tygodnik Powszechny, 11 maja 2008



W społeczeństwie konsumpcyjnym, rządzącym się pokusami i ulotnymi zachciankami, zamiast zdrowia króluje ideał fitness. Jedna z wód butelkowanych w Meksyku prowadzi kampanię pod hasłem: „Przyjmij wyzwanie: pij dwa litry wody dziennie!”. Ale, jak ostrzegają lekarze, picie nadmiernych ilości wody może być niebezpieczne, gdyż po prostu „wymywa” z nas niezbędne mikroelementy.

Paradoksalnie, konsumpcjonizmowi oraz rosnącej roli przemysłu pracującego na zaspokojenie nowych zachcianek towarzyszy kampania promująca kulturę płacenia za wodę oraz indywidualne oszczędzanie. Ale ton obywatelskiej walki z kapiącymi kranami to próba przerzucenia na jednostki kosztów wody przy wykorzystaniu argumentu braku. Atakując sumienia indywidualnych konsumentów zużywających niecałe 10 proc. wody, przemilcza się rolę rolnictwa (67 proc.) czy też przemysłu (20 proc.), korzystających z prawie darmowej wody.

Mimo że dziś do wyprodukowania kilograma zboża potrzeba o połowę mniej wody niż 40 lat temu, to jednak więcej dzisiaj konsumujemy. A woda potrzebna jest w którymś momencie do wyprodukowania każdego z używanych przez nas dóbr.

Jednymi z największych marnotrawców są koncerny spożywcze: do produkcji jednego litra napoju zużywają ponad 3 litry wody. Nieopodal San Cristóbal de las Casas znajduje się największa w okolicy rozlewnia napojów światowego koncernu. Używa ona wody z rezerwatu ekologicznego. Koncern płaci rządowi z góry ustaloną sumę. Gdy porównać ją z szacowanym przez organizacje ekologiczne wydobyciem, okaże się, że firma płaci mniej niż 64 centawy za tysiąc litrów wody (100 centawów = 1 peso = 0,09 dolara ameryk.)! W okolicznych wioskach wody brakuje, ale rząd nie robi nic, żeby temu zaradzić i o dostęp do wody wybuchają konflikty.

Sam światowy rynek butelkowanej wody przynosi zysk 22 mld dolarów i jest jednym z najszybciej rozwijających się: 20 proc. w skali roku. W jej spożyciu na pierwszym miejscu w świecie jest Włoch, na drugim Meksykanin (117 litrów rocznie). Pierwszy pije butelkowaną wodę z przyzwyczajenia. Drugi z konieczności: woda z meksykańskich wodociągów niezdatna jest do picia.

Jak ostrzega Tony Clarke, fabryki napojów (inaczej niż w San Cristóbal) zazwyczaj korzystają z ujęcia miejskiego: oczyszczają i sprzedają w butelkach wodę z kranów z ponad tysiąckrotnym zyskiem. Ale picie wody butelkowanej (w dużych ilościach) oraz gazowanych i słodzonych napojów jest nie tylko szkodliwe dla nas, lecz i dla środowiska. Jak obliczono na przykładzie pewnej ekskluzywnej marki wody sprowadzanej do USA z Fidżi, by wyprodukować i przetransportować litrową butelkę, trzeba zużyć w sumie aż 26 litrów wody(!), prawie litr paliwa oraz wyemitować 562 g dwutlenku węgla.

Świadomość się już zmienia: jeden z doradców rządu brytyjskiego ds. surowców naturalnych rozpoczął niedawno kampanię przekonującą, że picie wody butelkowanej jest równie nieeleganckie co palenie papierosów. Zaś Phil Woolas, brytyjski minister środowiska, bije na alarm, że „ilość spożywanej wody butelkowanej sięga już granic będących moralnie nie do zaakceptowania”. Obaj powołują się m.in. na badania wpływu drobnych zdarzeń na całe środowisko, według których wypicie butelki wody wywołuje takie same szkody w środowisku jak prowadzenie samochodu na dystansie 1 km, a litrowi wody butelkowanej towarzyszy 600 razy większa emisja dwutlenku węgla niż litrowi wody z kranu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama