Rewolucja cielesności

Chrześcijanie starają się o zbawienie duszy, doskonalą życie duchowe i zmierzają do uduchowienia całego życia. Tak pojmowana duchowość niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem, które akcentuje, że celem ludzkiego życia nie jest trwanie w stanie czystego ducha, ale zmartwychwstanie ciał. Znak, 10/2007




Manicheizm, choć ostatecznie został wytępiony już w średniowieczu, a jego ostatnich oficjalnych reprezentantów wymordowano podczas kolejnych krucjat organizowanych przeciwko katarom, pozostaje wciąż żywy w myśleniu, działaniu i teologii katolickiej. Wrogość wobec cielesności (ze szczególnym uwzględnieniem seksualności), wiara w istnienie dwóch stanów życia (duchownego i świeckiego), apoteoza czystej duchowości – pozostają istotnymi elementami kaznodziejstwa, nauczania duchowego, a nawet rozmaitych nurtów teologicznych i filozoficznych. To przeciwko nim skierowane zostało nauczanie Jana Pawła II zawarte w „Katechezach o małżeństwie”, które George Weigel uznał za bombę, która odmieni oblicze Kościoła. I wcale nie chodzi tu tylko o zmianę podejścia do cielesności, ale o totalną przemianę (a może dokładniej: odkrycie tego, co w Piśmie Świętym zawarte było od zawsze, ale nie miał tego kto odczytać) tak pewnych aspektów eklezjologii, jak i antropologii. Bomba ta jednak wciąż jeszcze nie wybuchła, a manichejskie (albo ujmując rzecz szerzej: helleńskie) myślenie nadal oddziałuje na myślenie i duchowość tak małżonków, jak i celibatariuszy. Dopiero taka rewolucja odkrytej i zrozumianej cielesności i seksualności może przywrócić myśli chrześcijańskiej jej żydowskie, judaistyczne korzenie, z ich akcentowaniem jedności, cielesności i codzienności. Korzenie, które zostały odrzucone pod wpływem nie tylko manicheizmu, ale także wrogiej wobec cielesności myśli greckiej, ze szczególnym uwzględnieniem neoplatonizmu.


Brak jedności


Istotą manicheizmu, o czym nie można zapominać, pozostaje jednak wcale nie odrzucenie cielesności, ale przyjęcie umiarkowanego lub radykalnego dualizmu ontycznego. Zdaniem owych dualizmów, świat dzieli się na dwie sprzeczne ze sobą zasady: „jedną dobrą, którą nazywają Bogiem, a drugą złą, która nie jest dziełem Boga” [1] (by posłużyć się cytatem z pism św. Augustyna). Obie te siły znajdują się w konflikcie ze sobą. Celem manicheizmu jest zaś ich ostateczny podział, „powrót do pierwotnego rozdziału między Światłem a Ciemnością” [2]. To przeciwstawienie niekoniecznie musi oznaczać sprzeczność między tym, co duchowe, a tym, co materialne. Materia (jako zasada, a nie jako to, co widzialne) nie przez wszystkich musi być uznawana za zasadę zła. Nie ulega jednak wątpliwości, że za z natury zły uznawany był już świat widzialny. Tym, co naprawdę stworzone jest przez Boga (a zatem może zostać uznane za dobre), są bowiem wyłącznie byty duchowe, wszystko zaś to, co zmienne, podlegające zniszczeniu, przemijaniu i zepsuciu, uznawane jest za owoc działalności „złego stworzyciela”.




[1] Św. Augustyn, O naturze dobra, par. 41, tłum. M. Maykowska, w: św. Augustyn, Dialogi filozoficzne, Kraków 1999, s. 849.
[2] M. Barber, Katarzy, tłum. R. Sudoł, Warszawa 2004, s. 20.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Grzegorz M
    20.10.2007 01:30
    Elementy nauki Manesa w różnorakich formach pojawiały się w nauce chrześcijańskiej od początku.
    Chrześcijaństwo odrzuciło istotę manicheizmu tj. skrajny dualizm ontologiczny w oficjalnym nauczaniu kościoła już w pierwszych wiekach. Wystarczy wspomnieć Wyznanie Wiary 318 Ojców Pierwszego Soboru Nicejskiego z 325 roku, określającego zarówno fakt stworzenia świata przez Boga jak i wcielenie Jezusa. Tak więc kiedy w latach 80 czwartego wieku św. Augustyn pod wpływem nauczania św. Ambrożego przyjął chrześcijaństwo, musiał odrzucić praktykowany wcześniej manicheizm i uznać go za największą z herezji.Wspomniany przez Autora fakt wymordowania katarów miał miejsce 9 wieków później i stanowi jedną z niechlubnych kart w historii kościoła.
    Popularność herezji bogomiłów czy katarów w średniowieczu wynikała w dużej mierze ze społecznej reakcji na rozwiązłość obyczajową znacznej części duchowieństwa, i była wyrazem kryzysu moralności kościoła, nie zaś kryzysu życia duchowego czy nauczania. Podobnie, często niestety spotykaną, postawę duchowieństwa reprezentowaną przez wzmiankowanego ks. bpa Głódzia i należałoby oceniać pod kątem grzechu pychy, nie zaś ekskluzywizmu manichejskiego. Zaś co do postawy wiernych, to św. Izaak Syryjczyk pisał " Kościół należy do tych którzy się modlą i do tych, którzy za niego giną".
    Punktem wyjścia antropologii chrześcijańskiej nie jest zmartwychwstanie ciał zapoczątkowane przez Chrystusa, jak sugeruje to Tomasz Terlikowski, lecz Jego wcielenie. Jeśli powołaniem człowieka według św. Piotra jest uczestnictwo w Boskiej naturze (2P 1,4) to upadek pierwszego człowieka - Adama spowodował, że rodzaj ludzki znalazł się znacznie poniżej swego powołania. Wcielenie Chrystusa radykalnie zmieniło tę sytuację jednocząc w Osobie dwie natury. Chrystus stawszy się Nowym Adamem odnawia upadłą naturę ludzką. "Bóg stał się człowiekiem aby człowiek mógł stać się bogiem" powtarzają św. Ireneusz i św. Atanazy. Zmartwychwstanie nie byłoby możliwe bez wcielenia i tylko w tym kontekście słuszne jest cytowane stwierdzenie E.L. Mascalla oraz uwagi Autora na temat przebóstwienia człowieka. Stanowczo jednak można zgodzić się ze stwierdzeniem że "wśród chrześcijan nikt już tego nie sugeruje". Porzucenie teologii przebóstwienia całego człowieka na rzecz neoplatońskiej czy manichejskiej opozycji cielesno-duchowej jest motywem tradycyjnego nauczania katolickiego, którego skrajne przykłady w postaci przytaczanych publikacji ks. Paczosa stanowią znakomitą, karykaturalną ilustrację rozwoju pewnej postawy teologicznej i antropologicznej, lecz absolutnie nie wszystkich chrześcijan. Wcielenie Chrystusa, odnowienie natury ludzkiej i właśnie przebóstwienie stanowią oś antropologii kościołów wschodnich i są stałym elementem ich nauczania.
    Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Autor w gruncie rzeczy podziela pogląd opozycji duchowo-cielesnej sugerując, że rozwój duchowy i uduchowienie życia jest sprzeczne z istotą chrześcijaństwa ponieważ zawiera w sobie całkowite odrzucenie cielesności.
    Człowiek stworzony na obraz Boży jest powołany do rozwoju duchowego jako realizacji Bożego podobieństwa. "Jestem ziemią...- pisze św. Grzegorz z Nazjanzu - ...ale jestem także cząstką Bóstwa..." Rezygnacja z rozwoju duchowego jest sprzeczna z powołaniem człowieka i w postaci skrajnej prowadzi do wyparcia się obrazu Bożego i (jakże powszechnego) ukierunkowaniu się ku kultowi cielesności. Chrześcijańskie drogi wzrastania duchowego mogą przyjmować bardzo odmienne formy, kiedy porównamy na przykład drogę monastyczną i drogę małżeństw chrześcijańskich. Asceza, która sprzyja rozwojowi duchowemu, (jest więc środkiem a nie celem) nie oznacza odrzucenia cielesności, lecz sposób przezwyciężenia ograniczeń z niej wynikających. Toteż różny jest wymiar ascezy dla każdej z powyższych dróg rozwoju duchowego. Nawet skrajna asceza nie zakłada jednak odrzucenia cielesnego pierwiastka w człowieku na rzecz rozwoju duchowego. Taka postawa stanowiłaby zaprzeczenie wielkiej prawdy chrześcijańskiej - ekonomii zbawienia realizującej się poprzez tajemnicę Wcielenia Jezusa, opisanej słowami Ewangelii Janowej "ho Logos sarks egeneto - Słowo stało się ciałem".
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...