Pielgrzymki, które stworzyły

Dla nas pielgrzymka jest czymś egzotycznym, nawet jeśli w Krakowie idzie na nią osiem tysięcy osób, liczba ta w zestawieniu z liczbą mieszkańców miasta jest niewielka. Dla średniowiecznych ludzi pielgrzymowanie było czymś normalnym, zwykłym aktem religijności. Na pielgrzymkę po prostu „się chodziło". List 7-8/2007



Ludzie, którzy kilka wieków temu wyruszali np. z Polski do hiszpańskiej Composteli, wracali nie tylko z muszlami, ale także z umysłami pełnymi nauczania religijnego, katechezy. Stykali się tam z nieznanymi im zjawiskami kultury. Droga do Composteli była w dużej mierze związana z legendą Karola Wielkiego, etosem rycerskim, który miał się rodzić w ogniu walk z Arabami. Dwunastowieczny pielgrzym powracający do Polski wiedział zatem, kim był hrabia Roland, gdyż po drodze zobaczył grób jego towarzyszy. Nie tylko poznał kulturę rycerską, ale przynosił ze sobą cały kod wartości z nią związanych.

Średniowieczne społeczeństwo myślało religijnie. Dzisiaj historycy nie zawsze to rozumieją albo nie chcą rozumieć, szukają więc jakiegoś drugiego dna w takich wydarzeniach, jak np. przyjazd Ottona III do Gniezna. Mówi się, że cesarz chciał budować jedność europejską, nikt nie wierzy w to, że mógł po prostu przyjść na pielgrzymkę do grobu Wojciecha. Jaki władca idzie na pielgrzymkę? Wydaje się to naiwne. Zapominamy, że Wojciech był osobą znaną w Europie, znajomym cesarza, a ten miał świadomość, że modląc się u grobu męczennika, wypełnia bardzo ważną funkcję społeczną, dzisiaj powiedzielibyśmy - państwową. To był jego sposób budowania - tu wracamy do Goethego - średniowiecznej Christianitas. Pielgrzymka nie była tu tylko pretekstem, była równie ważna jak rozmowy z Chrobrym. Wtedy nikt nie miał co do tego wątpliwości, dzisiaj pojawiłyby się domysły, o co tak naprawdę chodzi cesarzowi. To trochę tak, jak z ostatnią pielgrzymką Jana Pawła II do Krakowa. Żaden z dziennikarzy pytających komentatorów o powód wizyty Papieża nie wierzył, że przyjeżdża on konsekrować Bazylikę Bożego Miłosierdzia. Każdy dopytywał się: „Atak naprawdę, po co przyjeżdża?". „Poświęcić kościół" – padała odpowiedź. „To wiemy, ale tak na serio, to po co?". Nikt nie był w stanie uwierzyć, że za poświęceniem tej bazyliki kryje się potężny przekaz, niezwykle ważna ewangelia.

Można powiedzieć, że Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Santiago de Compostela też budował europejską jedność. Wzywał wówczas: „Europo, obudź siebie samą, odkryj swoje początki, odkryj swoje korzenie".

To był tzw. akt europejski, bardzo ważne wezwanie. Słowa te padły w konkretnym czasie, jeszcze przed zburzeniem muru berlińskiego. Papież użył wtedy pojęcia Nowej Europy. Kiedyś poproszono mnie, żebym przeanalizował je w jego tekstach. Dla Jana Pawła II Nowa Europa była po prostu Europą zjednoczoną. Posługiwał się obrazem dwóch płuc Europy: wschodniego i zachodniego, co ciekawe - zrobił to zanim odniósł go do Kościołów katolickiego i prawosławnego. Miał ogromne poczucie bólu Europy rozdartej murem berlińskim i wszystkimi konsekwencjami II wojny światowej. Szukał hasła jednoczącego Europę, a dla niego dążenie do jedności było zawsze szukaniem tożsamości. Jedność budowana jedynie na podstawie doraźnej umowy politycznej będzie krucha, natomiast jeśli zbuduje się ją na odkrytej wspólnie tożsamości, będzie trwała. Później ciągle o tym przypominał.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama