Boże, goryczy pełna wszelkich łask

Przekonałem się, że autentyczna modlitwa wymaga, bym wszedł w nią cały, nie tylko swoim rozumem, ale też wolą i emocjami. Bez rozumu nie jesteśmy w stanie nazwać swojego doświadczenia emocjonalnego, bez woli jesteśmy niestali, a bez emocji nie możemy budować relacji z Bogiem. List, 9/2007




Odzieranie modlitwy z emocji przypomina uprawianie pomidorów w szklarni. Można stworzyć bardzo dobre warunki dla ich rozwoju, zapewnić im ciepło i odpowiednią wilgotność. Być może staną się one wtedy dorodne i piękne, ale nie będą miały tego smaku i zapachu, które mają te dojrzewające na słońcu. Wystarczy pozbawić ich osłony szklarni, a zginą, nie przeżyją nawet pierwszej burzy. Jeśli w swoją modlitwę nie włączę uczuć, nawet tych bolesnych, związanych z tym, co właśnie przeżywam, to moje życie duchowe będzie iluzją

Gdy byłem w nowicjacie, przełożeni wyznaczyli mnie i moim współbraciom czas na modlitwę: dwa razy w ciągu dnia po pół godziny. Nie dali nam jednak żadnych wskazówek, jak się modlić. Dzisiaj bardzo to sobie chwalę, ale wtedy było to dla mnie trudne. Pewnego dnia zastosowałem coś, co w moim (teraz wiem, że błędnym) mniemaniu było medytacją ignacjańską. Przygotowałem sobie punkty - zagadnienia do rozmyślania, rozważyłem po kolei wszystkie i wyszedłem zadowolony z kaplicy. W progu uświadomiłem sobie, że przez te pół godziny wcale się nie modliłem. Przerobiłem „punkty", ale nie spotkałem się z Bogiem. Czułem się, jak ostatni bezbożnik.

To doświadczenie było dla mnie oświeceniem; przekonałem się, że autentyczna modlitwa wymaga, bym wszedł w nią cały, nie tylko swoim rozumem, ale też wolą i emocjami. Czasem będzie w niej dominowało doświadczenie intelektualne, czasem emocjonalne, ale żadnego z nich nie można odrzucić. Bez rozumu nie jesteśmy w stanie nazwać swojego doświadczenia emocjonalnego, bez woli jesteśmy niestali, a bez emocji nie możemy budować relacji z Bogiem. Emocje są częścią nas, stanowią o naszym człowieczeństwie i dlatego są niezbędne w życiu duchowym.


Uczucia są niezbędne


Zdarza się jednak, że jesteśmy wobec nich nieufni, chcemy z nimi walczyć, ujarzmiać je. Nie jest to podejście katolickie. To gnostycy uważali, że emocje, jako część świata materialnego, przeszkadzają człowiekowi w docieraniu do tego, co w nim jest najcenniejsze, czyli duchowe. Dlatego gnostyk sądzi, że powinien uwolnić się od nich, wprowadzić się w stan nieodczuwania.

Wielu ludzi Kościoła podzieliłoby chętnie taki sposób myślenia, ponieważ lubi rozwiązania jednoznaczne: „Jeśli coś sprawia mi trudność, to zamiast się z tym zmierzyć, lepiej się tego pozbędę". Tradycyjna nauka katolicka zawsze jednak broniła się przed poglądem, że jest w człowieku coś, co kiedyś zostanie całkowicie odrzucone, bo jest mu niepotrzebne. Kościół uznaje, że wszystko, co człowiek posiada, co w sobie nosi, jest dobre, chociaż może być w różny sposób skażone przez grzech, przez to, że żyjemy w świecie dotkniętym egoizmem, przemijaniem i śmiercią. W człowieku może panować nieporządek, ale nie znaczy to, że powinien się czegoś pozbywać, powinien raczej poukładać wszystko na swoim miejscu. Gdyby było inaczej, gdyby Bóg nie chciał człowieka emocjonalnego, stworzyłby go innym.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...