Dzieci innego Boga?

Proponując terapię naprawczą trzeba być ostrożnym, aby jej nie ideologizować. Nie przedstawiać jej jako jedynego modelu oddziaływania psychoterapeutycznego ani nie czynić zeń psychoterapii chrześcijańskiej. Wieź, 10/2007




– Jak odnieść się do nadziei, która kryje się w oczekiwaniu wielu rodziców, że ich dorosłe dziecko przestanie być homoseksualne?

J. Prusak SJ: Nie gaszę tej nadziei, tego nie wolno mi robić ze względów terapeutycznych. Uczciwie mówię, że sam nie mam tutaj doświadczenia. Jeśli ktoś szuka terapeuty, który jest przekonany, że takiej zmiany jest w stanie dokonać, to muszę go tam odesłać. Ze swej strony mogę jedynie pomóc młodemu człowiekowi w poznawaniu tego, co przeżywa; być może w trakcie naszej pracy coś ulegnie zmianie, nie mogę jednak tego zagwarantować.

– Istnieje katolicka propozycja pomocy, która istotnym jej elementem czyni dążenie do zmiany orientacji. Richard Cohen, który korzystając z osobistych doświadczeń opracował własną metodę terapii, twierdzi, że zmiana orientacji jest w zasięgu możliwości każdego młodego człowieka, który ma tego typu problem. Wystarczy, żeby on tego chciał.

C. Żechowski: Trudno mi się wypowiadać o terapii naprawczej, ponieważ jej nie znam. Jestem jednak zdania, że terapia nie powinna z góry przesądzać, co się w jej trakcie dokona. W czasie terapii, która ma pomóc w określeniu swojej tożsamości seksualnej, jedni odkryją zapewne, że są heteroseksualni i będą mogli umocnić się w takiej orientacji. Będą jednak i tacy, którzy wyraźnie zdeklarują się jako osoby homoseksualne.

Założenie, że wszystkie osoby mogą być „wyleczone” wydaje mi się zbyt optymistyczne. Przypomnę tu, że użycie terminu „wyleczony” z punktu widzenia psychiatrii jest nieprawidłowe, gdyż nie uznaje ona homoseksualizmu za zaburzenie psychiczne. Są osoby, które nie będą szukały takiej terapii, ponieważ zgadzają się z własną orientacją seksualną.

– Są też i takie, które swojej orientacji nie akceptują, poddają się terapii i mimo to nie mogą się swoich homoseksualnych skłonności wyzbyć...

J. Prusak SJ: Prawdą jest, że skuteczność terapii w znacznej mierze zależy od motywacji pacjenta. Deklarację Richarda Cohena traktuję jednak z dystansem. Po pierwsze, nie podaje on żadnych badań, wobec tego jego wypowiedzi to raczej obietnice niż fakty. Po drugie, nie bierze on – jak sadzę – pod uwagę właśnie tych osób, o których wspominał pan doktor Żechowski: dla których ich homoseksualna orientacja nie stanowi dyskomfortu, ponieważ się z nią utożsamiają. Po trzecie, istniejące badania pokazują, że większość zmian dokonuje się nie u osób stricte homoseksualnych, lecz u biseksualnych. A powoływanie się na świadectwa tych, którzy korzystając z metody Cohena weszli w związki małżeńskie, nie jest jeszcze dowodem na zmianę orientacji.

W odróżnieniu od środowisk katolickich zajmujących się terapią naprawczą, nie uważam, że w każdym przypadku prowadzi ona do zmiany i że jest to nie tylko jedyny, ale także właściwy sposób podejścia do problemu. Dla osób mocno zmotywowanych religijnie terapia naprawcza może okazać się skuteczna, trudno tu jednak o jakiekolwiek gwarancje. Nieetyczne jest twierdzenie, że zmiana się z pewnością dokona, byleby tylko włożyć w terapię wystarczająco dużo siły. Z badań wynika, że mniej więcej do dwudziestego piątego roku życia ludzie myślą o zmianie orientacji seksualnej. Po czterdziestym roku życia raczej już nie. Proponując terapię naprawczą trzeba być ostrożnym, aby jej nie ideologizować. Nie przedstawiać jej jako jedynego modelu oddziaływania psychoterapeutycznego ani nie czynić zeń psychoterapii chrześcijańskiej.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...