Uśmiech Anioła

Któż jak Bóg 2/2019 Któż jak Bóg 2/2019

W roku 2017 zmarła Anna Jókai, węgierska pisarka i nowelistka, tłumaczona na wiele języków świata. Teksty jej adaptowano na spektakle teatralne oraz widowiska telewizyjne. Jókai uważana jest za mistrzynię opisów spraw codziennych – wnikliwą obserwatorkę zwykłego, szarego życia, obdarzoną wysoką wrażliwością duchowo-moralną, a także swoistym poczuciem humoru i ironią.

 

Dla nazwania jej charakterystycznego stylu ukuto nawet określenie „realizm duchowy”, a motyw konfrontacji wymiaru boskiego z wymiarem ludzkim traktować należy jako centralny punkt jej twórczości. „Anioł z Reims” to krótkie opowiadanie, wydane w wersji polskojęzycznej na samym końcu zbioru opowiadań i nowel pod tym samym tytułem. I tylko ten jeden krótki tekst będzie przedmiotem niniejszych rozważań.

Uśmiechnięta rzeźba

Tytułowy Anioł z Reims to arcydzieło gotyckiej sztuki sakralnej, kamienna rzeźba powstała w latach 1236-1245. Podobizna jego pojawia się na poboczach okolicznych autostrad A4, A26, A34 na ogromnych plakatach promujących Reims i cały region Szampania-Ardeny. Przede wszystkim jednak rozsławia Katedrę Notre Dame w Reims – przykład gotyku idealnego, wręcz podręcznikowego. Sławny Anioł pojawiał się już na butelkach z wodą mineralną, na pudełkach z biszkoptami i innych regionalnych produktach, a w 1930 roku uwieczniony został na znaczkach pocztowych.

Spośród ogromnego orszaku postaci (dokładnie 2003), wyrzeźbionych i rozmieszczonych na zewnętrznych i wewnętrznych ścianach tej świątyni, do masowej wyobraźni przebiła się tylko ta jedna figura. Rzeźba zawdzięcza to niespotykanemu wyrazowi twarzy, jaki wydobył anonimowy twórca. Uśmiech anielski jest figlarny i szczerze dziecięcy, a bezprecedensowość i kongenialność tego dzieła ewokuje zdaniem historyków sztuki tajemnicze oblicze Mony Lisy pędzla Leonarda da Vinci. Francuzi mówią o „swoim” Aniele z wielką czułością Ange au sourire („Anioł Uśmiechający się”.

Dekapitacja drogą do sławy

Do roku 1914 Anioł z Reims postrzegany był jako anioł-towarzysz św. Nikanazego, biskupa-męczennika. I wtedy to, na samym początku I wojny światowej, doszło do tragedii. 19 września, w efekcie ostrzału artyleryjskiego ze strony oddziałów niemieckich, figurze odpadła kamienna głowa, rozbijając się na kilkadziesiąt drobnych kawałków. Dopiero wówczas okazało się jak ważna jest ta rzeźba.

Dzięki uporowi wielu osób dokonano żmudnej i skomplikowanej rekonstrukcji. Anielska głowa powróciła na swoje miejsce w roku 1926, a do rzeźby natychmiast przylgnął przydomek Ange au sourire. W taki oto sposób Anioł Uśmiechający się stał się ikoną Reims i całego regionu, i, jak twierdzi Patric Demouy we wstępie do książki Yanna Hauralta „L'Ange au sourire de Reims: Naissance d'un mythe” (2008) do dzisiaj jest najsławniejszą rzeźbą średniowiecza.

Opowiadanie Anny Jókai

Powróćmy do opowiadania węgierskiej pisarki, powstałego w latach siedemdziesiątych XX wieku. W tym krótkim tekście artystka przyjęła swoją ulubioną pozę narratora - ukrytego obserwatora. Kolejno występują w nim różne mniej lub bardziej barwne postaci, opisane skrzętnie, ale jakże celnie i z przymrużeniem oka:

(1) Na samym początku pojawia się para hipisów, którzy wyjadają ryby z konserwy, a gdy resztki pomidorowego sosu rozbryzgują wokół, wycierają swe palce o stopy figury. Na odchodne reflektują się jednak nieco i uznają Anioła za „swojego”, wszakże na głowie rzeźby pysznią się piękne bujne włosy, ot hipis jak marzenie.

(2) Matowo-czarnym Mercedesem podjeżdża pod katedrę niemiecka rodzina. Z obrzydzeniem mija niechlujnych hipisów i wchodzi do świątyni. Członkowie rodziny przystępują do intensywnego zwiedzania wnętrza. Nie mają zbyt dużo czasu, bo jeszcze tego samego dnia muszą zaliczyć Chartres. Kobieta chce przystanąć przed Aniołem Uśmiechającym się, o którym piszą w książkach, ale mąż okazuje zniecierpliwienie: „Aniołów jest mnóstwo. To charakterystyczna cecha średniowiecznych kościołów – powiada Klaus pouczająco”.

(3) Nadchodzi postukując laską madame Chouchou - naciągaczka. Jest zła, bo bogaci Niemcy przed chwilą odjechali, a może wrzuciliby coś do jej skarbonki. Czasem udaje się jej nieźle zarobić na turystach. Chouchou modli się do Anioła i prosi go o dobrą pogodę, aby przyjechało więcej turystów. Myli się jednak, tytułując go „Kochana, dobra, Mario Dziewico”. Może z racji wieku ma już słaby wzrok, a poza tym anielska twarz rzeczywiście jest piękna i kobieca.

(4) Zziajany nadbiega bukinista sprzedający turystom papierowe rysunki z widokami miasta. Ulewa zagoniła go pod bramę kościelną, w której usiłuje schronić się przed deszczem. Z zainteresowaniem obserwuje ociekającą wodą twarz anioła: „Piękny – myśli Marcello i patrzy oczarowany – nieustanny uśmiech pod nieustannymi łzami”.

(5) Ogromna grupa wycieczkowa wysypująca się z autobusu szybko wbiega do wnętrza, czasu także mają mało. Wychodząc, przystają pod Aniołem Uśmiechającym się. Przewodniczka melodyjnym głosem opowiada to, co należy powiedzieć o ikonie Reims, dwie osoby nawet notują.

(6) Pojawia się handlarz Hirszto, w dwóch staroświeckich ciężkich walizach dźwiga kram ze starociami i elektronicznymi japońskimi cudami, którymi handluje na przykościelnym placu. Reklamuje miniaturowe magnetofony „Made in Japan first clas”. Anioł? „Ein Engel – Hirszto lekceważąco macha ręką – nur ein Engel” i wyciąga jarzeniówkę o mocy 2000 watów: oto cud techniki i dowód potęgi ludzkiego umysłu, co tam jakiś aniołek z głupkowatym uśmieszkiem.

(7) Kobieta zaczepiana przez Hirszto próbuje zajrzeć za rzeźbę, wspina się na palcach, szarpie okaleczone palce stóp. Denerwuje ją anielski uśmieszek. On udaje że coś wie, a przecież naprawdę nie wie nic.

Przestrzeń sakralna

Siedem różnych punktów widzenia, aczkolwiek niektóre można uznać za podobne. Z jednej strony entuzjastyczny zachwyt bukinisty (permanentny anielski uśmiech i permanentne anielskie łzy), a z drugiej obcesowe zlekceważenie przez handlarza Hirszto (elektronika uznana za świętość, a figura reprezentująca ład duchowy zdesakralizowana). Miedzy te skrajne postawy wpisana została ludzka krzątanina, codzienny pośpiech, pragmatyzm, naskórkowość i powierzchowny ogląd rzeczy, stan duchowego rozleniwienia. Autorka nikogo tu pozornie nie ocenia, nie gani, nie chwali. Nie stawia żadnych pytań, aczkolwiek te pojawiają się same.

Jaka jest nasza postawa wobec świętości, jak zachowujemy się w przestrzeni sakralnej? Nie wystarczy przecież tę przestrzeń jedynie przeciąć i zadowolić się jej opisem w przewodniku turystycznym, bo i tak za chwilę mało co zostanie z tego w pamięci. Przecież każda świątynia, każdy umieszczony w niej przedmiot, niekoniecznie najwyższych artystycznych lotów, posiada swoją historię. Fundatorzy, nasi często już bezimienni przodkowie, nie szczędzili nakładów i trudu, aby pozostawić po sobie dowód wiary i przywiązania do wartości duchowych. Artyści i budowniczowie wznosząc i tworząc swe dzieła musieli sercem i umysłem dotknąć świętości, poczuć ją, aby oddać jej głębię w materialnych przedmiotach. Dlatego spojrzenie na Anioła Uśmiechającego się tylko w wymiarze czysto estetycznego doznania konesera sztuki zubaża i spłaszcza prawdę o tym dziele.

Nie zawsze, jak powiedziano, mamy do czynienia z dziełami wybitnymi – bywa, iż trącą one kiczem. Zgoda, czasem współczesne dewocjonalia są kiczowate i świadczą o złym guście zarówno producentów, jak i nabywców. Za taki kicz uważa się do dzisiaj obrazek Anioła Stróża z dziecięciem (lub dwójką dzieci) nad kładką, popularny wizerunek zawieszany nad łóżkiem w pokoju dziecinnym. Motyw ten znany jest już i eksploatowany od kilku wieków i obrazy takie znajdziemy w skansenach kultury ludowej. Ozdabiają tam one wnętrza drewnianych chat. Zwiedzający, co ciekawe, nie mają jednak odczucia kiczowatości wyposażenia drewnianych domostw sprzed 200 lat, bo w etnograficznej enklawie aniołek z dziecięciem nad kładką staje się widzialnym śladem wiary i zwyczajów naszych przodków. Wchodzi w chroniony obszar rezerwatu i tym oraz metryką wzbudza u zwiedzających zadumę, melancholię. Anioł z Reims bardzo długo czekał na sławę, przez całe wieki pozostawał skromną figurą wciśniętą w szereg kilku tysięcy innych rzeźb.

Dziedzictwo

Intencją tego artykułu jest umocnienie szacunku do świątyń i innych obiektów sakralnych (wraz z ich wyposażeniem) jako przestrzeni duchowej w pierwszej kolejności i jako dobra artystycznego stworzonego przez fundatorów oraz wykonawców, niezależnie od tego, czy jest to piękne architektonicznie sanktuarium w Miejscu Piastowym, czy może kościółek św. Michała Archanioła w Dębnie na Podhalu (perła drewnianego budownictwa góralskiego), czy niepozorna kaplica w Koziej Wólce. To wszystko składa się na nasze duchowe dziedzictwo. W tegorocznym Orszaku Trzech Króli (niedziela 6 stycznia 2019), którego jestem zagorzałym uczestnikiem i zwolennikiem, szliśmy z pięknym hasłem: „Dbaj o pamięć i tożsamość”.

Anna Jókai, „Anioł z Reims”, przeł. Maria Salapska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985, s. 475-482

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...