Bierzmowanie – pożegnanie z Kościołem?

Przewodnik Katolicki 21/2010

Po każdym kolejnym bierzmowaniu Kościół w Polsce powiększa się o oddziały żołnierzy do zadań specjalnych czy o nowych dezerterów?

 

- Czy nie dałoby się coś zrobić z tym bierzmowaniem mojego syna? Naprawdę nie moglibyśmy tego jakoś „załatwić”? Chodzi o chłopaka, który mówił w domu, że wychodzi do parafii na spotkanie przed bierzmowaniem, ale jakoś nigdy tam nie dochodził. Teraz zakłopotany ojciec stawia przed księdzem korupcyjną propozycję i w odpowiedzi słyszy: - Czy naprawdę chce pan zniszczyć swojego syna? Przecież to będzie zwykłe antyświadectwo. Chyba byłoby lepiej, żeby chłopak przystąpił do tego sakramentu w późniejszym terminie, niż miałby do końca życia w pamięci niehonorowe zachowanie własnego ojca. - Ja tego nie wezmę na swoje sumienie – mówi katecheta – a pan?

Rodzice czy gorszyciele?

Zainteresowanie życiem religijnym swoich dorastających dzieci jest u rodziców bardzo różne. Dobrze, gdy w ogóle jest jakiekolwiek. Zdarza się bowiem, że rodzice troskę o kontakt swojej pociechy z Bogiem i Kościołem zakończyli na obrzędzie I Komunii św. Jakże to smutne, kiedy podczas bierzmowania nie tylko nie przystępują do Eucharystii w intencji dziecka, ale są po prostu nieobecni.

Jak to możliwe? Przyczyn takich sytuacji trzeba szukać wiele lat wstecz. Skoro obecnie - praktycznie rzecz biorąc - można udzielać chrztu niemal każdemu, to znaczy, że jesteśmy aż tak naiwni czy aż tak ufni wierząc, że jakimś cudem ochrzczone niemowlę i tak w przyszłości stanie się dojrzałym chrześcijaninem. Lata mijają, a w domach, gdzie nie ma żywej wiary, dzieci bezpowrotnie tracą najpiękniejszy czas doświadczenia religijności szczerej, ciepłej i bez cienia wątpliwości. Potem przychodzi I Komunia, która siłą społecznego zwyczaju wdraża te ciągle jeszcze niewiniątka w życie wspólnoty parafialnej. Cóż jednak z tego, jeśli po następnych paru latach nastolatek potrafi powiedzieć: „Ja się ani o chrzest, ani o Komunię nie prosiłem. Moi „starzy” zrobili ze mną coś, w co sami nie wierzą! A teraz radzą mi, żebym jeszcze sobie zaliczył bierzmowanie, bo ponoć może mi się przydać…”.

Nie szafować „w ciemno”    

Coraz częściej słyszę opinie moich konfratrów: - Przecież my w szkołach gimnazjalnych i liceach mamy na katechezach ludzi niewierzących. Księża proboszczowie, którzy jako pierwsi są w parafiach odpowiedzialni za przekaz wiary i udzielanie sakramentów świętych, stają przed nie lada problemem, czy wolno taką młodzież dopuścić do sakramentu dojrzałości. Ów dylemat wzmacnia sam biskup, który właśnie w oparciu o ich publiczną opinię tego sakramentu udziela. Niektórzy próbują sobie tłumaczyć, iż bierzmowanie jest dopiero zadatkiem na dojrzałość. Inni odpowiadają, że owszem, ale nawet zadatkiem nie należy szafować „w ciemno”.

Spróbujmy zatem – oto jedna z propozycji – przynajmniej przesunąć granicę wieku przystępowania do bierzmowania. Niechaj to będzie klasa druga szkoły ponadgimnazjalnej. Młodzież jest wówczas poważniejsza. Nie zaprząta sobie jeszcze głowy egzaminami  końcowymi. A czas klasy pierwszej byłby wystarczający do odbycia stosownego przygotowania. Zresztą w tym przygotowaniu chyba najważniejsze jest pogłębienie albo przynajmniej ponowne nawiązanie kontaktu z Panem Jezusem. Bo w przypadku niektórych ścieżka do kościoła już dość mocno zarosła. Młodzi chodzą wprawdzie na lekcje religii, ale o modlitwie i spowiedzi ani widu, ani słychu. Zwłaszcza gdy nie mają dobrego wzorca w swoich rodzinach.

Bierzmowanie jest cool        

Sytuacja kryzysowa, jaką widzimy w podejściu do bierzmowania, wymaga konkretnych działań. Najpierw rodzice muszą zrobić sobie porządny rachunek sumienia, odpowiadając na pytanie: Czy my swoją postawą wobec Boga i Kościoła własnych dzieci nie gorszymy? Ze strony duszpasterzy potrzeba konsekwentnej formacji właśnie dla dorosłych. Bez tego katechizacja szkolna zamieni się wkrótce w „bój o przetrwanie”. Dla młodych ludzi Kościół musi zacząć się jawić bardziej jako wspólnota, na którą również oni mają swym życiem wpływ, niźli tylko jako instytucja. I to naprawdę da się zrobić. Pamiętam, jak jeden z uczniów dał przykład swojemu własnemu ojcu, zachęcając go do odnowienia życia z Bogiem i uczestnictwa w niedzielnej Mszy św. Po takim świadectwie nie miałem wątpliwości, że mam przed sobą młodzieńca gotowego do złożenia przysięgi obrony i życia wedle naszej wiary.

Z pustego nawet Salomon nie naleje, dlatego uważam, iż tzw. kurs przed bierzmowaniem winien mieć charakter w najwyższym stopniu przeżyciowy. Same karteczki do spowiedzi na pierwsze piątki to za mało. Dobrze byłoby też, gdyby wsparciem dla rodziców i księży byli inni młodzi ludzie, którzy mają entuzjazm Ducha Świętego. Słowa pouczają, ale dopiero żywy przykład pociąga. Bierzmowanie musi stać się w opinii społecznej trendy. Ono nie może funkcjonować jako coś „na wszelki wypadek”.

Natomiast odnosząc się do powtarzanego sloganu, że bierzmowanie w przypadku niektórych osób to nic innego, jak oficjalne pożegnanie z Kościołem, śmiem powiedzieć, iż się z tym nie zgadzam. Albowiem jak można mówić o młodych ludziach, że się z Kościołem żegnają, skoro oni się z nim nawet jeszcze nie zdążyli dobrze przywitać? Bo gdyby się przywitali i wspólnotę Kościoła jak swą własną matkę pokochali, to by jej za żadne skarby nie porzucili.

PS Opisana na wstępie sytuacja zakończyła się dla wszystkich szczęśliwie. Młody ksiądz znalazł zrozumienie i poparcie u swego proboszcza. Sprawa nie musiała też trafić do kurii, gdyż ojciec okazał się być człowiekiem refleksyjnym. Po zastanowieniu przyznał rację katechecie, a potem osobiście dopilnował, by syn na poważnie potraktował bierzmowanie.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • krystyna
    26.05.2010 14:11
    Dzieki Panu Bogu, ze jeszce wytyczne Soboru Watykanskiego II nie zostaly doslownie zastosowane w kraju. W Kanadzie sakrament Bierzmowania jest udzielany dzieciom 7-mio, 8-mio letnim razem z sakramentem I Komunii Sw.zgodnie z nowa lista, Chrzest, Bierzmowanie, Eucharystia, Spowiedz Sw. Do Spowiedzi Sw dzieci przystepuja w rok po Bierzmowaniu i Komunii Sw. I nikt od nich nie wymaga karteczki z podpisem ksiedza. Mozna sobie tylko wyobrazic kiedy sie edukacja konczy i jaki bedzie stan duchowy przyszlych katolickich pokolen. Bardzo popieram przesuniecie Bierzmowania na pozniejszy czas, a tatusiowi ktory ma problem radze sie szczerze modlic i dawac dobry przyklad synowi.Z mojego doswiadczenia wynika ze, synowi moze dluuuuuugo zajac zrozumienie po co mu sa potrzebne sakramenty, czasem wiekszosc zycia.
  • prot
    26.05.2010 15:03
    Czytam ten tekst i jestem mocno zdziwiony. Autor widzi problemy tylko po jednej stronie. To rodzice są winni. TO, że w szkołach na katechezach są niewierzący to też wina tylko rodziców. Jestem człowiekiem z pokolenia, kiedy na katechezę chodziło się do salki katechetycznej, kiedy ksiądz był kapłanem a nie nauczycielem i muszę przyznać, że moim zdaniem katecheza w szkole zrobiła więcej złego niż dobrego dla uczniów. W tej chwili na katechezę chodzi się jak na każdą inną lekcję, która jest w planie. Ksiądz stał się nauczycielem ( o katechetach nie wspomnę) i takie są tego skutki jak opisane w artykule. Pomysł z przesuwaniem wieku udzielania sakramentów może i dobry, ale dlaczego autor nie poszedł dalej - może udzielać chrztu ludziom dorosłym, może komunii również udzielać dużo starszym dzieciom - tym w pełni świadomym i zadeklarowanym. Czytając dalej ten tekst widzę, że ksiądz ani katecheci nie poczuwają się do zadnej odpowiedzialności - rodzice są winni, a księża i katecheci mogą tylko biadolić jak to źle jest. I zaraz przypominają mi się słowa Chrystusa "nie przyszedłem do zdrowych, ale do tych co się źle mają), więc może księża i katecheci staną się w końcu tymi, którzy są powołani do poszukiwania tych, którzy zaginęli. Może czas wyjść na ulice na podwórka i znaleźć tych zabłąkanych i przyciągnąć ich z powrotem do Chrystusa. Może warto naprawić to czego nie zrobili sami rodzice. Niech ksiądz zacznie znowu znaczyć ksiądz, a nie tylko nauczyciel religii. Może warto również ewangelizować własnym przykładem? Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...