Autostrada do nieba (80 lat sekcji kobiet)

Niedziela 21/2010

14 lutego 1930 r. św. Josemaría Escrivá „zobaczył”, że w Opus Dei będą także kobiety. Jak mówił sam Założyciel: „Dzieło istnieje «pomimo» jego woli, a kobiety są w nim «wbrew» jego woli”. W Polsce są osoby, które pamiętają św. Josemaríę, ponieważ miały okazję poznać go osobiście. Jedną z nich jest Maria Herminia Rocha, z pochodzenia Portugalka, od lat mieszkająca w Warszawie, która z okazji 80. rocznicy założenia sekcji kobiet Opus Dei dzieli się z nami wspomnieniami

 

Poznałam św. Josemaríę 5 stycznia 1964 r., kiedy, po ukończeniu studiów, pojechałam z Portugalii do Rzymu, aby otrzymać bardziej intensywną formację w duchu Opus Dei

i aby równolegle robić studia pedagogiczne. Zanim pojechałyśmy do Castel Gandolfo, gdzie działał wówczas Międzynarodowy Instytut Nauk Pedagogicznych, podlegający Uniwersytetowi Nawarry, Założyciel chciał poznać nowo przybyłe studentki. Moją uwagę zwróciła jego żywotność i bardzo serdeczny sposób zwracania się do każdej z nas. Powiedział nam, żebyśmy były bardzo pobożne, szczere i radosne i że „zobaczymy się później”.

Spotkania  „na górze”

Chociaż mieszkałyśmy w pewnej odległości od Rzymu, spełnił swoją obietnicę. Podczas mojego dwuipółletniego pobytu we Włoszech był „tam, na górze” wiele razy. Tak zwykł mówić, ponieważ Castel Gandolfo to mała góra nad jeziorem Albano. Jak zwykle był z nim ks. Álvaro i ks. Javier Echevarría, ówczesny prałat. Chociaż od tamtej pory minęło już tyle lat, mam żywo w pamięci konkretne tematy, które poruszał. Byłam wtedy dość młoda, ale rozumiałam, że były to bardzo ważne dla Ojca sprawy, które chciał nam przekazać, abyśmy wzięły je sobie do serca. Skupię się na kilku aspektach, ponieważ niemożliwe jest opowiedzieć wszystko.

Każda jego wizyta pozwalała nam zrozumieć, że Dzieło jest rodziną, że jest Ojciec, który rozmawia ze wszystkimi, który patrzy na każdą swoją córkę ze szczerym uśmiechem, który pyta, czy nikt nie choruje, czy wszyscy dobrze jedzą i śpią, czy są radośni, czy się uczą, czy wystarcza książek itd. Zwracała uwagę jego szczególna troska i delikatność wobec osób, które pochodziły z krajów bardzo dalekich i z innych kultur,

np. z Japonii, i prawie nie mówiły po hiszpańsku ani po włosku. Zawsze przywoził cukierki lub jakiś prezent dla domu. Spotkania ze św. Josemaríą zawsze były bardzo radosne: czasem podczas nich śpiewaliśmy, a czasem ktoś opowiadał dowcip. Ojciec miał bardzo duże poczucie humoru i potrafił być zabawny. Spotkania te były zarazem ciągłą, także praktyczną, lekcją ducha Dzieła. Wykorzystywał każdą okoliczność, aby uświadomić nam konieczność dbania o szczegóły, które wyrażają miłość do Boga, a jednocześnie są praktykowaniem jakiejś konkretnej cnoty. Na przykład uczył nas, jak należy otwierać i zamykać drzwi, aby nie psuła się klamka; zauważał od razu, kiedy wiatr uderzał okiennicą o ścianę lub kiedy okna były krzywo zamknięte; nauczył nas, że drewniane meble w kontakcie z podłogą z kamienia niszczą się z powodu wilgoci. Uczył, jak estetycznie umieścić elementy dekoracyjne, aby dobrze wykorzystać przestrzeń.

Takie samo, lecz inne

Podczas naszych rodzinnych spotkań zawsze rozwijał jakiś konkretny temat, aby umocnić w nas nadprzyrodzonego ducha powołania do Opus Dei. Dwa tematy zapadły mi szczególnie w pamięć. Po pierwsze mówił nam dużo o istocie naszego powołania w Opus Dei: wyjaśniał zwyczajność naszego życia, podobnego do życia innych osób, ale jednak różniącego się; wyjaśniał świecki charakter drogi w Dziele, którego powinniśmy bronić, bo taka jest wola Boża. Mówił, że jesteśmy takimi samymi obywatelami jak wszyscy inni, i nikt nie może nas zmusić, abyśmy byli kimś, kim nie jesteśmy. Bóg prosi nas o pełnię życia chrześcijańskiego w świecie. Słyszałam wiele razy, jak mówił: „...interesują mnie wasze cnoty”. Wyjaśniał w szczegółach nowe zjawisko powołania Bożego w świecie, każdy w swoim miejscu pracy, aby uświęcać świat od środka; mówił to po łacinie: „ab intra”. To Dzieło Boże, chciane przez Boga, niewymyślone przez człowieka.

Pewnego razu opowiedział nam, że przy podniesieniu kielicha usłyszał w swoim wnętrzu słowa: „Et ego si exaltatus fuero a terra omnia traham ad me ipsum”. – A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. Chrystus jest na szczycie każdej pracy, wszystkich dziedzin ludzkich. Uważam za ogromny dar, że mogłam osobiście usłyszeć, jak wyjaśniał różne aspekty naszego życia, łącznie z ascetycznymi i apostolskimi. Nasz Ojciec z całkowitym przekonaniem mówił, czym jest Dzieło, ponieważ je „zobaczył”.

Tłumacząc powołanie, mówił nam często o wolności, o wolności dzieci Bożych, która nie stoi w sprzeczności z oddaniem, ale wręcz jest dla oddania konieczna. Mówił, że wszyscy mamy obowiązek szanować i bronić wolności swojej i innych.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...