Czy kara może być błogoslawiona? Przyczynek do ontologii kary

Ethos 90-91/2-3/2010 Ethos 90-91/2-3/2010

Jest jeden główny warunek, który spełnić musi przestępca, by przekleństwo kary obrócić w błogosławieństwo. Ten jeden, dla wielu złoczyńców zapewne bardzo trudny krok, to otwartość na p r a w d ę: prawdę o własnym czynie oraz o krzywdzie, jaką wyrządzili innym.

(fragm. art. ze str.  222-224)

 

 

 

DRAMAT SKAZAŃCA

POMIĘDZY SAMOUSPRAWIEDLIWIENIEM A WYZWOLENIEM

Na szczęście nie tylko o skazanych na śmierć tu mówimy, ale o wszystkich, których dotknęła kara w majestacie prawa państwowego lub w innym społecznym wymiarze. O wszystkich – ale nade wszystko o tych, którzy dopuścili się poważnych przestępstw (zabójstw, gwałtów, wielkich kradzieży, podpaleń), oraz tych, którzy popełniali wykroczenia mniejszej wagi, ale wielokrotnie (jak kieszonkowcy, awanturnicy uprzykrzający życie sąsiadom czy amatorzy bójek ulicznych). To zawężenie pola zainteresowań nie wynika z lekceważenia innych aktów naruszenia prawa, lecz stąd, że poważne przestępstwa oraz recydywa lepiej pozwalają uchwycić dramat skazańca oraz warunki, jakie musi on spełnić, by kara stała się dla niego błogosławieństwem. Jakie to warunki?

Z góry trzeba zastrzec, że warunki te nie są łatwe do przyjęcia, a wielu skazańców, gdyby dane im było czytać poniższe wywody, uznałoby je za nierealistyczne czy akademickie w złym tego słowa znaczeniu. Szereg przyczyn składa się na tę trudność. Po pierwsze, nikt nie rodzi się przestępcą. Do karalnego czynu przywodzi człowieka bądź to dramatyczny, narastający konflikt, z którego w końcu nie widzi on innego wyjścia niż dokonanie przestępstwa, bądź też środowisko, w którym wzrastał i które wpoiło weń przestępczą hierarchię wartości. Ma więc niejako „pod ręką” wytłumaczenie dla swych prawem ściganych czynów (a jeśli nie ma go on sam, to znajdzie je dla niego dobry adwokat). Cóż dziwnego, że skłonny będzie zrzucać winę na innych: na sytuację, w której się znalazł lub na środowisko, z którego wyrósł? Kara bywa dotkliwa, odruch ucieczki od niej jest psychologicznie zrozumiały i trudno oczekiwać od przestępcy szlachetności czy wielkoduszności, na które niełatwo się zdobyć także wielu tak zwanym przyzwoitym obywatelom. Ewentualna skrucha oznaczać może ponadto zerwanie z dotychczasowym środowiskiem, co jawić się może przestępcy jako przepaść, w którą trudno mu wskoczyć. Wreszcie środowisko więzienne, wbrew idei więzień jako zakładów poprawczych, często bywa szkołą złoczyńców, „wciskającą” skazańca w świat przestępczości, nawet jeśli dotąd nie był on nią do gruntu przeniknięty. Wymieniam tylko niektóre elementy i motywy sprzyjające demoralizacji skazańca; jest ich zapewne więcej, wszystkie one zaś mogą umacniać w nim poczucie doznanej krzywdy lub życiowej porażki oraz skłonność do samousprawiedliwienia, a oddalać go od idei kary jako błogosławieństwa pozwalającego zapoczątkować nowe, uszczęśliwiające życie.

Człowiek jest jednak tajemnicą, a drogi jego myślenia, przeżyć i działań bywają zdumiewające. Przypomnijmy sobie Zacheusza, zwierzchnika celników, który najpierw wspiął się na drzewo, by zobaczyć Jezusa, a potem, gdy Zbawiciel „wprosił się” do niego w gościnę, wręcz oszalał z radości, deklarując gotowość niezwykle hojnego wsparcia ubogich oraz wynagrodzenia tych, których skrzywdził (por. Łk 19, 1-10). Wspomnijmy też celnika imieniem Lewi, którego wezwał Pan, a on natychmiast, stante pede „zostawił wszystko, wstał i poszedł za Nim” (Łk 5, 28). Zacheusz i Lewi nie byli skazańcami, na których ciążył wyrok prawowitego sądu, byli oni jednak celnikami, a pobożni Żydzi postrzegali celników jako szczególnie godnych napiętnowania złoczyńców: zdrajców, którzy dla zaspokojenia swojej chciwości zdecydowali się służyć pogańskiemu władcy, a ponadto czerpać z tego niemałe zyski (św. Łukasz odnotowuje, że Zacheusz był bardzo bogaty – por. 19, 1). Nic dziwnego, że faryzeusze i uczeni w Piśmie zgorszeni byli tym, że Mistrz z Nazaretu jada z celnikami i grzesznikami. Pomińmy reakcję pobożnych Żydów, pomińmy nawet zbawczy gest Jezusa, a pomyślmy, co działo się w sercach tych celników, którzy – wciąż pełniąc swój haniebny urząd – tak wypatrywali Jezusa, jak Zacheusz, i potrafili porzucić wszystko dla Mistrza z Nazaretu, jak to uczynił Lewi. Czy możemy odmawiać prawa do przeżywania podobnych rozterek i tęsknot współczesnym przestępcom?

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...