Idea ambitnej polityki

Niedziela 41/2010

Zawsze chcieliśmy uprawiać politykę, która byłaby stanowcza i konkretna zarazem. To było główną ambicją mojego środowiska, połączonego od ponad dwudziestu lat wspólnym życiorysem politycznym. Zawsze działaliśmy, mając na uwadze tę przedwojenną krytykę Brzozowskiego, że Polska jest krajem, w którym brakuje formy…

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Na polskiej scenie politycznej dostrzegamy chaos, o politykach mówimy, że tylko kłócą się o stołki. Trudno zrozumieć tę polityczną dynamikę – te odejścia z partii i powroty – która przeciętnemu obserwatorowi kojarzy się raczej z patologią niż z normalnością. Niesłusznie?

POSEŁ KAZIMIERZ UJAZDOWSKI: Trudno mi usprawiedliwiać wszystkich polskich polityków, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli mówimy o ruchliwości mojego środowiska politycznego, to wynikła ona z tego, co konserwatyści, tacy jak my, określają mianem polityki ambitnej. Szukaliśmy zawsze sposobu realizacji takiej polityki, która w ramach zintegrowanej struktury politycznej stawia sobie wyższe państwowe i społeczne cele.

– Odchodziliście w 2007 r. z PiS-u, bo w ramach tej partii niemożliwa była realizacja aspiracji młodych i ambitnych polityków?

– Zawsze chcieliśmy uprawiać politykę, która byłaby stanowcza i konkretna zarazem. To było główną ambicją mojego środowiska, połączonego od ponad dwudziestu lat wspólnym życiorysem politycznym. Zawsze działaliśmy, mając na uwadze tę przedwojenną krytykę Brzozowskiego,

że Polska jest krajem, w którym brakuje formy… Uważamy, że przed współczesnymi politykami stoi właśnie to zadanie nadawania formy, tak aby zawsze coś konkretnego i wymiernego zostawało…

– I dlatego odeszliście z PiS-u, że zabrakło możliwości nadawania formy ideom?

– W niemałym stopniu właśnie to było powodem. Weszliśmy w spór z Jarosławem Kaczyńskim o metodę, o organizację wewnętrznej pracy politycznej. Jednak ani wtedy, ani w jakimkolwiek innym momencie nie chcieliśmy toczyć tego naszego sporu pod dyktando ośrodków zewnętrznych. Niektórzy dziś oczekują, że konserwatyści i liberałowie z PiS-u będą się kłócić z Jarosławem Kaczyńskim, a potem odejdą do PO… Nasze środowisko, nawet prowadząc politykę niezależną poza PiS-em, zawsze pozostawało w opozycji do PO.

– Pana związki polityczne z Jarosławem Kaczyńskim są znacznie dłuższe niż sama historia PiS-u. Odejście z partii w 2007 r. nie było odebrane jako nielojalność?

– Myślę, że nie. Popierałem Jarosława Kaczyńskiego wtedy, kiedy PiS-u jeszcze nie było, kiedy bracia Kaczyńscy byli zwalczani przez Wałęsę i Wachowskiego. Byłem jedyny – poza Czesławem Bieleckim – politykiem, który bronił Jarosława Kaczyńskiego, kiedy został on wypchnięty z kierownictwa AWS-u… Potem ręczyłem własnym majątkiem za pierwszy kredyt, który PiS zaciągał z gronem dziesięciu osób. Tak więc nasze odejście – a teraz powrót – jest po prostu wyrazem niezależności i nie mam poczucia, żeby to było w jakikolwiek sposób nieuczciwe. Zawsze raczej zarzucano nam nadmierny idealizm, że porywamy się z motyką na Słońce. Ta nasza ruchliwość polityczna wynikała po prostu ze zbyt dużego, wręcz gorączkowego przywiązania do zasad.

– Prezes Kaczyński ponoć z radością przyjął wasz powrót, nie brak jednak w PiS-ie także głosów krytycznych, może i nieco złośliwych…

– Większość koleżanek i kolegów przyjęła nas niezwykle serdecznie, bo wielu z nich pamięta przecież, że należeliśmy do grona zakładającego tę partię. A tworzyliśmy ją w 2001 r. bardzo świadomie, jako formację, która chciała więcej, która nie godziła się z minimalizmem na prawicy ani z oportunizmem, będącym jednym ze źródeł porażki AWS-u. Mam więc nadzieję, że wbrew dzisiejszym złośliwym spekulacjom będziemy raczej spoiwem tej partii niż przyczyną nowych podziałów. Osobiście mogę powiedzieć, że mam w PiS-ie dobrych kolegów – wielu z nich sam wprowadziłem do polityki, np. Zbyszka Ziobrę, Beatę Kempę, Jana Ołdakowskiego.

– Chcecie dziś być spoiwem odnowionego, silnego PiS-u, a to budzi duży niepokój wśród wrogów i przeciwników tej partii; wszak to z waszego środowiska wyszedł pomysł IV RP.

– Sądzę, że nie ma – i nigdy nie było – realnych podstaw do niepokoju z tego powodu. Prawdą jest, że to właśnie nasz kolega, Rafał Matyja, dziś politolog niezajmujący się polityką, jest autorem idei IV RP. Ja zaś na miarę moich skromnych możliwości, najpierw parlamentarnych, a potem ministerialnych, próbowałem wcielać ten pomysł budowy dobrego i silnego państwa w życie. W latach 2000-2001 byłem inicjatorem tego, co później nazwano nowoczesną polityką historyczną. Naszą ideą było prawdziwe odnowienie państwa, a nie straszenie obywateli.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...