Kochane społeczności

Przewodnik Katolicki 45/2010 Przewodnik Katolicki 45/2010

Serwisy społecznościowe były, są i będą dalej się zmieniać. Jak to się stanie i jak długo jeszcze internauci będą się nimi fascynować?

 

Jest rok 2004

Podobnie jak wiele innych osób dostaję e-maila z informacją, że moja znajoma zaprasza mnie do sieci kontaktów w serwisie internetowym. Wiadomość wy-daje się tajemnicza, a wręcz podejrzana, bo zaproszeniu towarzyszy notka informująca, że na stronę mogą zalogować się wyłącznie znajomi znajomych i nie jest to możliwe bez zaproszenia. Po wpisaniu w wyszukiwarce podanego linka widzę tylko pola do wpisania loginu i hasła oraz logo serwisu – zieloną kiść winogron. Taki layout wzmaga poczucie elitarności i niepokoju, więc... za pierwszym razem rezygnuję z rejestracji. Jestem przekonana, że to chwilowa moda, która skończy się, zanim się zacznie i której wcale nie chcę ulegać.

Jestem zdziwiona, gdy kilka miesięcy później większość moich znajomych „ma grono”, czyli konto na serwisie społecznościowym Grono, do którego ja odrzuciłam zaproszenie. „Wypraszam” więc u innej znajomej ponowne zaproszenie i w ten sposób dostępuję zaszczytu uczestniczenia w zbiorowym ruchu. Wkrótce na Gronie są już wszyscy – tutaj zdobywa się informacje o sesji na studiach, o tym, co się dzieje w mieście i kiedy odbędzie się koncert mojego ulubionego zespołu. Gdy z Gronem jestem już zaprzyjaźniona, od rodziców słyszę, że są na Naszej Klasie i że dzięki niej odnawiają kontakty ze znajomymi z liceum. Potem słyszę to samo od znajomych ze szkoły podstawowej, którzy umieszczają tam wspólne zdjęcia z dawnych lat. Jest rok 2005. Jednak będąc pewna, że Grono to jedyny słuszny serwis, z którego chcę korzystać, „bojkotuję” Naszą Klasę.

Po kilku miesiącach pojawia się kolejna pokusa. Gdy proszę koleżankę, która wyjechała do Anglii o jej aktualne zdjęcia, w odpowiedzi słyszę: „ściągnij je z Facebooka” (FB). A co to jest Facebook? – pytam zdziwiona. Jest początek roku 2008, a w Polsce o Facebooku niewiele osób ma pojęcie. Po kilku miesiącach namawiania, stwierdzam: założę konto, zobaczę zdjęcia i po prostu nie będę z niego korzystać. Dobry żart. Po kilku miesiącach przyzwyczajania się do nieprzyjaznego, w porównaniu z oswojonym Gronem, Facebooka, zaczynam go nawet lubić, a potem z niego korzystać. Korzystają też moi znajomi, więc zaczyna mieć to sens. Pod koniec 2008 r. dzięki pracy użytkowników powstaje polska wersja. I fascynacja nakręca się sama. Coraz rzadziej ktoś mówi – „umówimy się na Gronie”, a zaczyna się era wyrażenia „umówimy się na Facebooku”.

Nasza Klasa ma 12 mln użytkowników, co stanowi ok. 70 proc. wszystkich użytkowników internetu w Polsce (w grupie powyżej 7. roku życia jest ich 17 mln), Facebook 7 mln i coraz więcej dziennikarzy, również mediów opiniotwórczych, powołuje się na niego jako źródło informacji, powstaje film o twórcy FB, a nie być na Facebooku, to prawie jak nie istnieć. Grono ma 1,8 mln użytkowników. Jest rok 2010. Co będzie za kolejnych 5 lat?

II, III, IV generacja?

Specjalistom zajmującym się internetem trudno jest w tej sprawie wyrokować, bo dla światowej sieci 5 lat to jak cała era dla rozwoju ludzkości. – Trudno jednoznacznie powiedzieć, jak mogłaby wyglądać i czym być kolejna generacja serwisów społecznościowych. Ponieważ serwisy mają już znaczący zasięg i trudno im go będzie powiększyć, będą musiały rozwijać kolejne aktywności dostępne dla użytkowników. Na przykład już teraz w USA Facebook jest drugim serwisem pod względem liczby umieszczanych filmów, zaraz po YouTube.

Kolejne obszary rozwoju social networks to na pewno usługi oparte na geolokalizacji, a także social commerce – mówi Sławomir Pliszka, dyrektor ds. badań w firmie Polskie Badania Internetu (PBI), która publikuje Megapanel – zestawienie najpopularniejszych stron w polskim internecie. Według Pliszki, wśród dodatkowych aktywności coraz częściej będzie się pojawiać też geolokalizacja, czyli informowanie, gdzie w danym momencie znajduje się zalogowany użytkownik serwisu społecznościowego. To może pozwolić znajomym dowiedzieć się, jak daleko się od siebie znajdują i czy np. w ciągu godziny mogą zorganizować spotkanie w najdogodniejszymdla wszystkich miejscu. O zwiększaniu możliwości poszczególnych serwisów mówi też Andrzej Garapich, prezes PBI: – Facebook pozwolił na publikację zdjęć i filmów lepszej jakości i będzie poszukiwał kolejnych rozwiązań po to, by zdobyć kolejnych użytkowników oraz utrzymać zainteresowanie obecnych – stwierdza. Serwisy społecznościowe będą więc łączyły w sobie funkcje, które dotychczas spełniają inne serwisy. –  W USA dla młodych ludzi Facebook to synonim internetu – nie potrzebują oddzielnych blogów, e-maili, serwisów do wrzucania zdjęć, bo wszystko mają już w jednym miejscu. Dla nich tradycyjny e-mail znaczy tyle, co dla starszej generacji zwykła poczta – kojarzy się przede wszystkim ze spamem i rachunkami – zauważa Andrzej Garapich.

Prawie jak gazeta

Nie oznacza to jednak, że użytkownicy internetu ograniczą się do korzystania tylko z jednego serwisu. Można tę sytuację porównać z wyborem gazet czy kanałów telewizyjnych. Oprócz dzienników czy tygodników ogólnotematycznych, ludzie czytają również specjalistyczną prasę, tytuły skierowane do różnych płci czy związane z zainteresowaniami pozazawodowymi. Taki sam model dotyczy stacji radiowych czy kanałów telewizyjnych i będzie dotyczył internetu. W związku z tym będzie można obserwować jeszcze jedną tendencję w ekspansji serwisów społecznościowych – dynamicznie będą rozwijały się poświęcone wąskim zagadnieniom czy skierowane do konkretnej grupy zawodowej, np. lekarzy. Żeby ogólnotematyczne serwisy mogły z nimi konkurować, będą tworzyły mutacje. – Ludzie chętnie tworzą kilka internetowych tożsamości – o ile np. na GoldenLine zaprezentują się w pełni profesjonalnie – w garniturze lub w garsonce i będą pilnowali swoich danych czy ostrożnie wybierali znajomych, o tyle na Facebooku poczują się bardziej swobodnie – zauważa Andrzej Garapich. W skrajnych przypadkach może to znaczyć, że praca znaleziona w serwisie zawodowym zostanie utracona z powodu aktywności na innym serwisie społecznościowym.

Przedstawiciele branży internetowej raczej nie spodziewają się pojawienia na polskim rynku kolejnego serwisu, który mógłby zrobić karierę podobną do Facebooka. Nie ma na niego miejsca, a poza tym nie każdy zagraniczny pomysł przyjmuje się w Polsce. W innych dziedzinach pokazują to przykłady aukcyjnego eBaya, z którego korzysta duży procent internautów na świecie,  w Polsce zaś uległ rodzimemu Allegro czy MSN, który jest ważnym serwisem informacyjnym, a we współpracy z Gazeta.pl stworzył niewiele znaczącą stronę. Wśród społeczności takimi przykładami są brytyjskie Bebo, które wycofało się z Polski po kilku miesiącach działania, czy MySpace, serwis muzyczny, który święci triumfy na świecie, ale w Polsce jest tylko jednym z wielu.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama