W owym czasie...

Tygodnik Powszechny 53/2010 Tygodnik Powszechny 53/2010

Do Betlejem szli przez wiele dni. Młoda para po przejściach, z pewnym niesmakiem za sprawą niespodziewanej ciąży. Dostojna para z ikony świętej rodziny czy małżeństwo nastolatków odbudowujące nadwątlone zaufanie?

 

Na pewno wiemy jedno – że niewiele wiemy: Betlejem, żłóbek, bo nie znaleźli noclegu, dwoje młodych ludzi i ich pierworodny syn. Historyk doda do opowieści ewangelistów, że może nawet nie tam i może bez stajenki. Zatem ona i on, pierwsze dziecko i związana z nim tajemnica. Już to wystarczy, by ta noc była niezwykła. Nawet jeśli to nie ta grota, nie to miasto i nie ten dzień, to Bóg się narodził, struchlała moc, Pan Niebiosów leżał w pieluszkach.

Ten dzień

Nie wiemy kiedy, bo przecież nie 25 grudnia 2010 lat temu. Nie mogło się to wydarzyć zarówno za czasów Heroda, jak i kiedy Syrią rządził Kwiryniusz: Herod zmarł w 4 roku p.n.e., Kwiryniusz zaś został rządcą Syrii w 6 roku n.e. Można jednak uznać, że autor mówiąc „Herod” miał na myśli nie Heroda Wielkiego, lecz jego syna, Heroda Antypasa. Wtedy daty mogłyby się zgadzać.

Ewangeliści nie dają nam wskazówek co do pory roku. Możemy tylko spekulować, kiedy najwygodniej byłoby zrobić spis ludności. Pewnie nie w czasie wiosennych świąt i zbiorów, kiedy z jednej strony zajęcia rolnicze, a z drugiej dwie obowiązkowe pielgrzymki do Jerozolimy. Tylko czy na pewno spis wymagał powrotu do rodzinnego miasta? Dość karkołomne wymaganie, które musiałoby zmusić tłumy do kłopotliwych, wielodniowych podróży. Możliwe, że podróż do miasta ojców nie tyle była konieczna, co warta fatygi: wiemy, że mieszkańcom metropolii i położonych w okolicy miejscowości przysługiwała pięćdziesięcioprocentowa zniżka podatkowa. Kobiet nie wymieniano w spisie, ale rejestrowano każde dziecko płci męskiej. To tłumaczyłoby, czemu w męczącą podróż Józef zabrał bliską rozwiązania Maryję.

Czy wiemy zatem, kiedy? Jeśli spis nie wymagał rejestracji w rodzinnym mieście i Józef udał się tam dobrowolnie, trudno powiedzieć, by była jakaś szczególna pora ułatwiająca przeprowadzenie ewidencji.

Na samym początku chrześcijanie wiązali datę narodzenia Jezusa z wiosną, w okresie po Wielkanocy, centralnym święcie roku liturgicznego. Najwcześniejsze wzmianki mamy z Egiptu, gdzie około roku 200 Klemens Aleksandryjski ubolewał, że pewni teologowie nadgorliwie wyznaczają nie tylko rok, ale i dzień narodzenia. Według ich obliczeń był to 20 maja. Inne daty, wynikające z podobnych wyliczeń, to 19 lub 20 kwietnia albo 28 marca, kiedy zrodziło się materialne słońce. Również Klemens wspomina, że bazylidianie obchodzą epifanię, a wraz z nią prawdopodobnie narodzenie, 10 lub 6 stycznia. Właściwie nie ma miesiąca w roku, w którym nie umieszczano narodzin Chrystusa. Ostatecznie rozpowszechniły się dwie daty: 6 stycznia i 25 grudnia. Obie umowne.

Droga

Załóżmy na chwilę, że rzeczywiście była zima. Na pewno nie było śnieżnie, jak w pastorałkach i na pocztówkach. Mały Jezus mogł płakać z zimna, wszak w górzystej okolicy wieczorem temperatura spada i nawet latem potrafi być chłodno. Jeśli zima, to nie byłoby dotkliwego w podróży upału, mogło jednak być zimno i bardzo deszczowo. W lecie (a wiosny i jesieni prawie w Palestynie nie ma) w drodze doskwierałby upał.

Prawdopodobnie szli pieszo. Z Nazaretu do Betlejem najprostsza droga wiodła prosto na południe, przez Szechem i Jerozolimę. Jednak ze względu na waśnie między Żydami a Samarytanami podróżowano doliną Jordanu. Zeszli zatem ze wzgórz, na których leży Nazaret, na urodzajną dolinę Jezreel. Stamtąd przez górę Gilboa szli w dolinę Jordanu.

Widoki zapierały dech: za nimi dolna Galilea, a pod nimi rozpostarta tropikalna dolina przecięta rzeką Jordan. W niej potrafi być gorąco nawet zimą – nie bez powodu od starożytności budowano tu zimowe rezydencje. Już w dolinie minęli Scytopolis, helleńskie miasto Dekapolu.

Potem droga prowadziła drugą stroną rzeki, po lewej zamknięta górami Moabu. Wzdłuż Jordanu ciągnęły się uprawy, choćby palm daktylowych, korzystające z niezwykłego klimatu. Rzekę z powrotem przekroczyli w okolicach Jerycha. Stąd do Jerozolimy droga wspina się przez Pustynię Judzką. Upalną przez większość roku, grożącą niebezpiecznymi powodziami w porze deszczowej. Krajobraz zachwycający, lecz surowy. Szlak trudny, możliwy jednak do pokonania w ciągu dnia. Wreszcie Betania, Góra Oliwna, może nocleg na przedmieściach.

Ale może wcale nie poszli tędy? Może ominęli miasto, skracając drogę do Betlejem pustynnym szlakiem? Jednak czy przybysze z prowincjonalnego Nazaretu nie chcieliby spojrzeć na majestatyczną świątynię przebudowaną przez Heroda Wielkiego, na blask i gwar stolicy? W końcu droga przez miasto nie była dużo dłuższa, za to bezpieczniejsza i ciekawsza.


Ona i on

Mówiono, że córka to słabe ogniwo honoru rodziny (Syr 42, 14). Filon zalecał wręcz, by pokoje córek były najbardziej wewnątrz domu. Zaręczano je w wieku dwunastu lat, z mężczyzną wybranym przez ojca. Prawdopodobne jest, że dziewczyna mogła zamieszkać z małżonkiem przed osiągnięciem dojrzałości płciowej. Małżeństwo z niedojrzałą było źle widziane tylko przez tych, którzy za jego jedyny cel uznawali prokreację, np. przez esseńczyków.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama