Obecność religii w życiu publicznym

W drodze 1/2011 W drodze 1/2011

Niektórzy chrześcijanie życie oddali za to, że nie pozwolili się użyć do usuwania znaków świętych z przestrzeni publicznej.

 

Używać chrześcijan do usuwania znaków wiary

Wdzięczność należy się tym wszystkim, którzy choć sami nie czują się związani z Kościołem albo nawet są wyznawcami innych religii, nie zgadzają się na usuwanie chrześcijańskich znaków religijnych z przestrzeni publicznej. Kiedy w 1928 roku w Polsce zaczęła się akcja zdejmowania krzyży z urzędów państwowych, stanowczo protestował przeciwko niej Aleksander Świętochowski. ”Sprawcy usuwania krzyża z ścian instytucji publicznych – pisał – to nie są mądrzy bezwyznaniowcy, przeciwnicy religii chrześcijańskiej, rewolucjoniści filozoficzni i społeczni – to są radykałowie bezmyślności”. Krzyż bowiem, jego zdaniem, jest ”symbolem wartości najgłębiej i najszerzej pojmowanego humanizmu, niezależnie czy cześć krzyżowi oddaje wierzący czy niewierzący”[3].

W Stanach Zjednoczonych wytrwałą, w sumie jednak przegraną walkę o obecność znaków chrześcijańskich w przestrzeni publicznej prowadził w latach 50. i 60. ubiegłego wieku nieznany u nas żydowski intelektualista Will Herberg. ”W rozumieniu naszej tradycji i praktyki politycznej – powtarzał w licznych artykułach na ten temat – promocja religii była i nadal jest częścią jak najbardziej prawomocnego świeckiego celu państwa. (…) Nie powinno się ruszać tradycyjnych symbolów obecności Boga w naszym życiu publicznym”[4]. Ostatnio równie stanowczo w obronie wartości chrześcijańskich w Unii Europejskiej wypowiadał się amerykański profesor prawa, ortodoksyjny Żyd, Joseph H.H. Weiler[5].

Ci, którzy dążą do oczyszczenia przestrzeni publicznej ze znaków sakralnych, najchętniej uczyniliby to rękami samych wierzących. Już władze carskie, niepokojąc się tym, że katolickie krzyże przypominają ludziom, iż ziemie zagarnięte przez Rosję należały kiedyś do Polski, próbowały do usuwania krzyży i figur przydrożnych używać… katolickich biskupów.

”Na postawienie przydrożnego krzyża, figury na polach i drogach – pisze 18 stycznia 1871 roku carski gubernator do biskupa lubelskiego – należało mieć uprzednie pozwolenie. Dotąd, z prawa tego władze policyjne mało korzystały, aby nie drażnić uczuć religijnych ludu, fanatycznie przywiązanego do tych praktyk. Wobec tego często są stawiane te przedmioty, lecz bywają one następnie bez opieki i mogą być przyczyną smutnych wypadków. Dlatego wskazaną byłoby rzeczą i pożądaną, aby duchowieństwo wpływało na zmniejszenie liczby tych krzyży i figur, a koszty z tym połączone obracać raczej na potrzeby kościołów”[6].

Gdyby list ten przeczytał pan Zagłoba, nie miałby wątpliwości: Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni! Kiedy we wrześniu 1958 roku, niespełna dwa lata po powrocie krzyży do klas szkolnych, władze znów zaczęły je zdejmować, również próbowano do tego używać księży, ale przynajmniej bez udawania przyjaciół wiary i Kościoła[7].

Niektórzy chrześcijanie życie oddali za to, że nie pozwolili się użyć do usuwania znaków świętych z przestrzeni publicznej. Jeden ze 108 beatyfikowanych polskich męczenników II wojny światowej ks. Józef Cebula, przełożony Księży Oblatów w Markowicach koło Inowrocławia, otrzymał od hitlerowskich okupantów rozkaz wysłania kilku księży do rozbijania przydrożnych figur i kapliczek. Rozkazu nie wykonał, zapłacił za to wysłaniem do obozu w Mauthausen, a w końcu – męczeńską śmiercią.

W czasach hitlerowskich rozkazy takie otrzymywali niekiedy również obywatele III Rzeszy. Austriacka zakonnica bł. Restytuta Kafka została aresztowana za to, że jako przełożona pielęgniarek odmówiła wykonania rozkazu dyrektora szpitala i nie zdjęła krzyży znajdujących się w salach, w których leżeli pacjenci. Podczas rewizji znaleziono w kieszeni jej fartucha kartkę z wierszem antyhitlerowskim, którą wsunął jej tam któryś z chorych. Podczas śledztwa nie próbowała się ratować w sposób niegodny i nie wydała tego człowieka, choć groził jej wyrok śmierci. I rzeczywiście została skazana na śmierć, wyrok wykonano 30 marca 1943 roku. Dzisiaj czcimy ją jako męczennicę znaku krzyża i miłości bliźniego.

Skąd taka agresja wobec świętych znaków?

W obliczu tak wielu faktów trzeba sobie w końcu postawić pytanie: Skąd się bierze ta agresja wobec znaków religijnych? Zwłaszcza skąd tyle agresji wobec krzyża czy kapliczki, które od wieków były przez ludność aprobowane i nie budziły społecznych konfliktów? Szczególnie dziwi agresja wobec krzyża czy świętych obrazów na ścianie prywatnego mieszkania, a jeszcze trudniej zrozumieć oburzenie, które budzi krzyżyk lub medalik noszony na własnym ciele. Jak tę agresję wytłumaczyć?

Czy rzeczywiście chodzi tu o realizowanie zasady neutralności światopoglądowej, jak usuwanie krzyża z miejsc, gdzie on od dawna i bez konfliktów był obecny, uzasadniają autorzy i zwolennicy takich akcji? Przecież światopoglądowa neutralność polega raczej na tym, żeby znaków religijnych nie narzucać tym ludziom niewierzącym, którzy ich sobie nie życzą, ale również na tym, żeby nie odbierać ich ludziom wierzącym i tym wszystkim, którzy pragną ich pozostawienia.

Oczyszczanie przestrzeni publicznej ze znaków świętych ma niewiele wspólnego z światopoglądową neutralnością. Przecież usuwanie krzyża z miejsc publicznych nie czyni przestrzeni publicznej neutralną, ale ją odreligijnia! Słowem, usuwanie krzyży jest najzwyczajniej w świecie jedną z form narzucania ateizmu. A co sądzić o szczerości deklaracji poszanowania wolności sumienia, które takim akcjom często towarzyszą, skoro bardzo szybko, w ślad za dążeniem do usunięcia krzyża z klasy szkolnej czy sali szpitalnej, przychodzi żądanie następne: żeby również zerwać krzyżyk z szyi nauczycielki czy pielęgniarki?  

[1] Grzegorz Kucharczyk, Czerwone karty Kościoła, Poznań 2002, s. 60.
[2] Ignacy Redliński, Kapo odpowiedział – Auschwitz. Wspomnienia adwokata z obozu koncentracyjnego, Warszawa 2008, Redakcja ”Palestry”, s. 53.
[3] Maria Brykalska, Aleksander Świętochowski wobec problemów religii i katolicyzmu, w: Problematyka religijna w literaturze pozytywizmu i Młodej Polski, red. S. Fita, Lublin 1993, s.113.
[4] David D. Dalin, Przypomnienie Willa Herberga, przeł. Jerzy Szacki, s.122n., ”Commentary” 1988, wybór polski, zeszyt 2.
[5] J.H.H. Weiler, Chrześcijańska Europa. Konstytucyjny imperializm czy wielokulturowość?, przeł. Wojciech Michera, W drodze, Poznań 2003.
[6] Paweł Kubicki, Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i Ojczyzny, cz. 1, t. 1, rozdz.13: ”O kasowaniu krzyżów i figur polnych w Lubelskiem”, Sandomierz 1933, s. 224.
[7] Stefan Wójcik, Katechizacja w warunkach systemu totalitarnego, Instytut Historyczny Uniwersytetu Wrocławskiego, Prace Historyczne, t. 15, Wrocław 1995, zwłaszcza s. 278n.
«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Inez@
    11.01.2011 17:34
    DZIĘKI TEMU ARTYKUŁOWI ZROZUMIAŁAM ŻE NOSZENIE SYMBOLÓW CHRZEŚCIJAŃSKICH BYŁO... I NADAL JEST ŹLE TRAKTOWANE PRZEZ NIEKTÓRE KRAJE.CHRZEŚCIJANIE NOSZĄC SYMBOLE CHRZEŚCIJAŃSKIE SĄ TRAKTOWANI JAKO NIŻSZA GRUPA SPOŁECZNA.PRZEZ WYZNAWANIE Z DUMA SWOICH PRZEKONAŃ RELIGIJNYCH PONOSZĄ ŚMIERĆ...JEST TO NIESPRAWIEDLIWE;(
  • gut
    11.01.2011 22:17
    Artykuł bardzo ciekawy, ale po jego przeczytaniu widzę, że to wszystko jest takie bardzo względne. Jeśli Jezuici zakrywając symbole religijne bo przyjeżdża prezydent Obama albo na Wawelu zrezygnowano z krzyża na tablicy ofiar w katastrofie smoleńskiej, także to pokazuję, że nie możemy oczekiwać od innych obecności naszych znaków skoro sami katolicy je usuwają. W kontekście tych przykładów pracownica brytyjskiej firmy lotniczej, która została zwolniona z pracy bo nosiła krzyżyk na szyi wychodzi przepraszam za określenie, za frajerkę bo też mogła z ciągnąć ten krzyżyk aby mieć ta pracę. Wniosek jest tylko taki, niech każdy nosi krzyży itp. w zgodzie z własnym sumieniem, krzyż trzeba mieć w sercu to jest najważniejsze. A jeśli go z ciągnie bo np. ktoś sobie nie życzy takich symboli to nie wymawiajmy jej że zapiera się Jezusa to widać jest to bardzo względne.
  • gut
    11.01.2011 22:27
    Jeszcze taka małą dopiska, że ja już nie domagam się o istnienia 9 przynajmniej aż tak jak kiedyś) np. znaku krzyża w przestrzeni publicznej po tym jak zachowali się jezuici czy np. jak postąpiono w kwestii tablicy w katastrofie smoleńskiej na Wawelu
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...