Od suwerenności osoby do suwerenności państwa

Cywilizacja 36/2011

Jeśli można porównać suwerenność ludzkiej osoby i suwerenność państwa i w następstwie próbować ustalać jakieś relacje pierwszeństwa i zależności, to jawią się tylko dwie możliwości w ustalaniu prymatu suwerenności – albo pierwotnie suwerenem jest państwo, a osoba ludzka zyskuje jakieś uczestniczenie w suwerenności od państwa, jako silniejszej i pierwotniejszej postaci suwerena; albo odwrotnie – pierwotnie suwerenem jest ludzka osoba, która udziela w pewnym zakresie praw suwerena samemu państwu.

 

Ta właśnie druga możliwość jest w praktyce raczej nieznana, a w teorii koncepcję suwerenności wiąże się zasadniczo z państwem reprezentowanym przez jego władze. Takie jednak stanowisko można i trzeba zakwestionować; jakieś symptomy zakwestionowania takiego stanu rzeczy ukazują się obecnie w postaci rozszerzającego się ruchu na rzecz praw człowieka, natomiast teoretyczne, filozoficzne podstawy prymatu suwerenności ludzkiej osoby jawią się w samej koncepcji człowieka i do pewnego stopnia w teorii personalizmu. Najogólniej mówiąc, prymat suwerenności osoby jest związany z samym celem istnienia państwa i racją bytu społeczeństwa, jakim jest tzw. dobro wspólne. Natomiast suwerenność państwa jawi się niewątpliwie na obszarze koniecznych środków realizowania wspólnego dobra. Sprawa jednak zasługuje na bliższe rozpatrzenie.

U genezy teorii suwerenności państwa

W powszechnym rozumieniu „suwerenem” jest ten, nad którym nie ma już kogoś wyższego. I w sensie politycznym takim suwerenem jest albo jakaś osoba „pierwsza” – władca, albo jakaś społeczna organizacja, jakiś „kolektyw” posiadający władzę ustanowiania prawa i jego skutecznego realizowania. J. J. Rousseau w O umowie społecznejpisze: „Ta osoba publiczna, utworzona w ten sposób przez zjednoczenie się wszystkich poszczególnych osób, nazywała się dawniej cité, dzisiaj zaś nazywa się republiką lub ciałem politycznym, które członkowie jego mianują państwem, gdy jest bierne, zwierzchnikiem, gdy jest czynne […]”[1]. Rewolucja francuska z 1789 r., której dwusetlecie obchodzimy, w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela w art. 3 ogłasza: „Źródło wszelkiej suwerenności spoczywa z jej istoty w Narodzie; żadne ciało, żadna jednostka nie może sprawować władzy, która nie wywodziłaby się wyraźnie z niego”[2]. A w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z 1793 r. art. 25 ustala: „Suwerenność należy do ludu (peuple) i ona jest jedna, niepodzielna, nieusuwalna i nieprzekazywalna”[3]. W polityce (zwłaszcza międzynarodowej) suwerenność jest właściwością państwa stanowiącą niezależność jednego państwa od drugiego w zakresie zasadniczo wszystkich praw. Jeśli zakres niezależności praw jest ograniczony do niektórych tylko dziedzin, wówczas zwykło się mówić nie o suwerenności, ale o „autonomii” danej społeczności.

Koncepcje suwerenności w okresie rewolucji francuskiej preferujące „naród”, „lud”, „państwo” w stosunku do jednostki, posiadają swe tradycyjne sformułowania dokonane jeszcze w starożytności przez Arystotelesa. On też podkreślał prymat państwa przed jednostką. Konsekwencją tego jest zanegowanie suwerenności człowieka, przynajmniej w wypadku licznej grupy niewolników. Państwo jako twór naturalny, samowystarczalny (autarkiczny) stanowi naturalne miejsce życia i rozwoju człowieka. „9. Okazuje się [...], że państwo należy do tworów natury, że człowiek jest z natury stworzony do życia w państwie, taki zaś, który z natury, a nie przez przypadek żyje poza państwem, jest albo nadludzką istotą, albo nędznikiem [...]. 10. Że człowiek jest istotą stworzoną do życia w państwie więcej niż pszczoła lub jakiekolwiek zwierzę żyjące w stadzie, to również jasną jest rzeczą. Natura bowiem, jak powiadam, nic nie czyni bez celu. Otóż człowiek jedyny z istot żyjących obdarzony jest mową. Głos jest oznaką bólu i radości dlatego posiadają go i inne istoty (rozwój ich posunął się bowiem tak daleko, że mają zdolność odczuwania bólu i radości, tudzież wyrażania tego między sobą). Ale mowa służy do określania tego, co pożyteczne czy szkodliwe, jak również i tego, co sprawiedliwe czy też niesprawiedliwe. 11. To bowiem jest właściwością człowieka odróżniającą go od innych stworzeń żyjących, że on jedyny ma zdolność rozróżniania dobra i zła, sprawiedliwości i niesprawiedliwości i tym podobne; wspólnota zaś tak ukształtowanych istot staje się podstawą rodziny i państwa. Z natury swojej państwo jest pierwej aniżeli rodzina i każdy z nas, całość bowiem musi być pierwej od części; toż po rozprzęgnięciu się całości nie będzie nogi ni ręki, a tylko przywiązana do części takiej nazwa [...]. 12. Okazuje się tedy, że państwo jest tworem natury i że jest pierwej od jednostki, bo jeśli ta odosobniona nie jest samowystarczalna, to znajdzie się w tym samym stosunku do państwa, co i inne części jakiejś całości”[4].

Dla Arystotelesa niewątpliwie państwo jest naturalnym tworem „pełniejszym” aniżeli sam człowiek porównywany do ręki lub nogi, które są częściami większej całości – organizmu ludzkiego. Szokujący jednak – na pierwszy rzut oka – jest jego pogląd o stosunku człowieka do państwa; porównywał je do stosunku części organizmu (ręki, nogi) do całości. A „całość musi być pierwej od części”. I to jest główny nerw argumentacyjny, nerw bardzo zdradliwy i nie tylko mylny, ale nawet wysoce niebezpieczny, jak się to uwidoczniło w jego (arystotelesowskiej) teorii niewolnictwa. Jeśli bowiem nie jest człowiek „całością”, a jest nią zasadniczo dopiero państwo, to właściwie nigdy człowiek nie jest suwerenem. Wprawdzie Arystoteles uznał za swoistą podstawę „całości” i swoistej suwerenności samowystarczalność (autarkeia), która stanowi podstawę państwowości, to jednak „całość” góruje nad samowystarczalnością – „autarkią” wiążącą się zasadniczo z zespołem środków pozwalających realizować dobro wspólne.

 


[1] J. J. Rousseau, O umowie społecznej, przeł. i oprac. M. Starzewski, Warszawa 2002, s. 27–28.

[2] Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 26 VIII 1789 r., art. 3, w: Prawa człowieka. Wybór źródeł, oprac. K. Motyka, Lublin 1996, s. 47.

[3] Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1793 r. art. 25

[4] Arystoteles, Polityka, przekł. i oprac. L. Piotrowicz, Warszawa 2002, ks. 1, rozdz. 1, 1253 a i nn.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...