Nergal dziękował mi za reklamę

Tygodnik Powszechny 48/2011 Tygodnik Powszechny 48/2011

Jako biskup nie mogę klękać przed każdym, kto wyznaje skrajnie antychrześcijańskie poglądy. Nie będę klękał przed Nergalem, Magdaleną Środą czy Janem Hartmanem. Nie czuję z nimi żadnej wspólnoty.

 

Artur Sporniak, Michał Olszewski: W 2003 r., zaraz po nominacji na ordynariusza we Włocławku, mówił Ksiądz Biskup „Tygodnikowi”, powołując się na swego mistrza, Stefana Swieżawskiego, że Kościół musi być wspólnotowy i otwarty. Dużo się zmieniło od tego czasu.

Bp Wiesław Mering: Dalej wyznaję te poglądy.

Na pewno. Ale jednocześnie przeszedł Ksiądz Biskup wyraźną ewolucję, zmieniając się w czołowego wojownika Episkopatu.

To nie ja przeszedłem ewolucję. Sprawa Nergala, która uruchomiła we mnie sprzeciw, jest bezdyskusyjna. Urodziłem się i wychowywałem w chrześcijaństwie. Chrześcijaństwo, jak mówił jeden z moich profesorów, to mój dom, stan naturalny, ja je kocham. A jeśli się kogoś kocha, nie można pozwolić na to, by ktoś inny znieważał go, opluwał i niszczył. Dla mnie Chrystus to nie jest idea ani nauka społeczna. To Bóg-człowiek, z którym chcę mieć przyjazny kontakt. Do tego jest mi potrzebna modlitwa, sakramenty, liturgia. Pochodzę z tej samej planety, co Palikot czy Nergal, bo jestem grzeszny, jednak zniewagi nie mogę tolerować. Jeśli ktoś będzie mówił źle o panów rodzicach, pewnie też powiecie „dość”.

Ale w tym przypadku miłość oznacza wykluczenie. Nie ma tu sprzeczności?

W ciągu ostatnich 20 lat, a szczególnie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, zdarzyło się wiele spraw, które każą inaczej spojrzeć na dialog i otwartość. Bardzo bym chciał być otwarty na ludzi, którzy myślą inaczej, szukają, są niepewni, ale nie mogę być otwarty na każde głupstwo. Wspomnieli panowie profesora Swieżawskiego, przypomnijmy więc, że za jego czasów antyklerykalizm i antychrześcijaństwo (używam tu określenia Jana Pawła II i Benedykta XVI), mimo że zadekretowane oficjalnie, w życiu społecznym i kulturowym nie działały z taką siłą. Sytuacja się zmieniła.

W związku z tym rośnie we mnie poczucie, że jako biskup nie mogę klękać przed każdym, kto wyznaje skrajnie antychrześcijańskie poglądy. Nie będę klękał przed Nergalem, Magdaleną Środą czy Janem Hartmanem. Nie czuję z nimi żadnej wspólnoty. Pięknie to określił ks. Chrostowski: nie uprawiam dialogolatrii, nie uważam, że dialog jest remedium na wszystko, że wszyscy się pojednamy i pokochamy, że dialog rozwiąże każdą sprawę.

Rozmowę katolika z nimi uważa Ksiądz Biskup za niemożliwą?

Tego nie powiedziałem. Może się zmienią, może dojdzie w nich do głosu pragnienie poznania prawdy. Dla mnie prawdą jest Jezus Chrystus. Jeśli się odrzuca Chrystusa, to innego źródła prawdy nie można znaleźć. Człowiek walczący z chrześcijaństwem może się przecież otworzyć; przed człowiekiem nigdy nie ma zamkniętej drogi.

Według Księdza Biskupa dialog wymaga postawienia warunków brzegowych. Ale to oznacza, że zawężamy go do grona ludzi, którzy myślą podobnie, przez co traci sens. Podejście „musisz szukać prawdy, żebym z tobą rozmawiał” jest nie do obrony. Dialog powinien rozpocząć się po prostu od spotkania z drugim człowiekiem. Już samo spotkanie pozwala zobaczyć, że przeciwnik posiada ludzkie cechy. Czy biskup nie powinien mieć po prostu otwartych szeroko drzwi?

Człowiek ma prawo szukać sprzymierzeńców. W sposób naturalny lgnę do ludzi, którzy podzielają moje poglądy. To mój główny zarzut wobec księdza Bonieckiego i całego „Tygodnika”: w rozmowach ksiądz redaktor używa swojej inteligencji po to, by odgadywać, co ma na myśli rozmówca i uzasadniać jego stanowisko. Boniecki nie uzasadnia stanowiska Kościoła. O ile świeccy mają prawo do większej swobody, to ksiądz pozostaje jakby rzecznikiem prasowym Kościoła.

I w związku z tym nie ma prawa zostawić stada i szukać tej jednej owcy?

Nie brałbym tego dosłownie, podobnie jak wielu innych przypowieści Chrystusa. „Mowa wasza niech będzie tak tak, nie nie, a co nadto, od złego jest”. Kiedy usiłujemy dzielić włos na czworo, jak czyni to „Tygodnik”, właśnie robimy „nadto”.

Bluźnierstwo może mieć różne motywy: czym innym jest gniew czy cierpienie, czym innym głupota, jeszcze czym innym wyrafinowana nienawiść. Czy w ocenach nie jest potrzebna większa roztropność? Zbyt pochopna reakcja może przynieść szkody.

To teza m.in. ks. Adama Bonieckiego. Nie osądzam Nergala jako człowieka, tylko jego zachowanie i wypowiedzi. One są nie tylko skierowane przeciwko Chrystusowi, ale są po prostu niegrzeczne, i oczekuję, że każdy duchowny przyzna mi rację.

Panowie ciągle pytają o granice dialogu. Rozmowa nie może być nieustannym ustępstwem i uznawaniem już w punkcie wyjścia racji rozmówcy. Ja z góry wiedziałem, co ks. Boniecki powie, i o to mam pretensje: jeżeli większość chrześcijan jest przeciwko Nergalowi, ks. Adam będzie go bronił; jeżeli Nieznalska przekroczy granice dobrego smaku, ks. Boniecki będzie starał się ją usprawiedliwić; jeżeli dla nas, chrześcijan, jest czymś bolesnym próba usunięcia krzyża z Sejmu, ks. Adam powie, że nie wiadomo, jak ten krzyż tam się znalazł. Żadnych niespodzianek.

W Kościele powinno być miejsce, gdzie drzwi otwarte są szeroko i gdzie nie stawia się warunków wstępnych.

Ale jaki jest sens rozmowy, w której nie ma punktów stycznych? Swieżawski mówił, że Boga poznajemy jako tajemnicę, kogoś, kto nie ujawnia się do końca. Jak mam rozmawiać z człowiekiem przekonanym, że Boga nie ma? To są różne języki!

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama