Droga Wojtyły, droga Ratzingera

Przewodnik Katolicki 8/2013 Przewodnik Katolicki 8/2013

„Nie muszę samotnie nieść tego, czego w rzeczywistości i tak samotnie nie mógłbym nieść. Wspiera mnie zastęp świętych Boga, podtrzymuje mnie i mnie prowadzi” – mówił papież Benedykt XVI podczas inauguracji pontyfikatu.

 

Cytuje się w mediach głośną wypowiedź Benedykta XVI dla Petera Seewalda, w której papież mówił o prawie, a nawet obowiązku rezygnacji, gdyby fizycznie, psychicznie albo duchowo nie mógł poradzić sobie z pełnionym urzędem. Mało kto zwraca uwagę na pierwszą część wypowiedzi i na jej kontekst. Pytanie Seewalda padło w związku ze skandalem nadużyć seksualnych w Kościele w Irlandii. Dziennikarz zapytał, czy papież nie myślał wówczas o rezygnacji. „Nie można uciekać, gdy coś poważnie zagraża – odpowiadał Benedykt XVI. – Właśnie w takich chwilach trzeba wytrwać i przetrzymać trudne sytuacje. Takie jest moje zdanie. Ustępować można w momencie spokojnym albo gdy już po prostu nie daje się rady. Nie można jednak w niebezpieczeństwie uciec i powiedzieć, aby ktoś inny się tym zajął”.

Słowa papieża przekonują, że jego rezygnacja, która stała się faktem, z ucieczką nie ma nic wspólnego. Obaj papieże odczytali w swoim życiu wolę Boga i potrzebę Kościoła.

Święte narzędzie

Pontyfikat Jana Pawła II zaczynał się w czasie diametralnie różnym od tego, który był udziałem Benedykta XVI. Trzeba o tym pamiętać, żeby nie popełnić błędu, przed którym papież Benedykt ostrzegał polskich księży w warszawskiej katedrze: „Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach”.

Kiedy umierał Jan Paweł II, świat potrzebował świadectwa jego cierpienia. Tak widział to papież, który zdecydował się na publiczne umieranie, a reakcje świata na jego śmierć potwierdziły, że miał rację.

Kiedy Benedykt XVI ogłaszał decyzję o rezygnacji z papieskiego urzędu, świat potrzebował świadectwa pokornego odchodzenia w cień, ustępowania miejsca tym, którzy zadanie wypełnią lepiej. Tak widział to ustępujący papież, a reakcje świata na jego odejście potwierdzają, że i on miał rację.

Papież Benedykt XVI był świadom, że jego decyzja wywoła poruszenie na całym świecie. Wiedział, że w naturalny sposób pojawią się porównania do Jana Pawła II. Mógł się spodziewać, że w oczach wielu on sam wyda się mniejszy, wobec heroizmu, jaki okazał jego poprzednik. A jednak pozostał sobie wierny. Nie bał się iść pod prąd. Przekonany, że Kościołem kieruje nie on sam, ale Duch Święty, myślał bardziej o dobru Kościoła niż o tym, jak w historii zapisze się jego imię. Tego nauczał i temu pozostał wierny: kapłan ma być tylko narzędziem w ręku Boga. Przychodzi moment, gdy w danym miejscu i czasie narzędzie staje się bezużyteczne, a czasem wręcz może przeszkadzać. Wtedy trzeba pozwolić Bogu posłużyć się kimś innym.

„Nie muszę samotnie nieść tego, czego w rzeczywistości i tak samotnie nie mógłbym nieść. Wspiera mnie zastęp świętych Boga, podtrzymuje mnie i mnie prowadzi”. Benedykta XVI wspiera pewnie jego błogosławiony poprzednik. To przecież on otworzył drogę do tego, co staje się dzisiaj faktem. To Jan Paweł II już w 1996 r., w Konstytucji apostolskiej o wyborze papieża zapisał zasadę, że wakat na Stolicy Apostolskiej może nastąpić z innego powodu niż śmierć.

Piotr i Paweł, Wojtyła i Ratzinger: choć różni w metodach, pozostają wierni na jednej drodze miłości Kościoła.            

Papież Benedykt XVI był świadom, że jego decyzja wywoła poruszenie na całym świecie. Wiedział, że w naturalny sposób pojawią się porównania do Jana Pawła II

 

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama