Droga Wojtyły, droga Ratzingera

Przewodnik Katolicki 8/2013 Przewodnik Katolicki 8/2013

„Nie muszę samotnie nieść tego, czego w rzeczywistości i tak samotnie nie mógłbym nieść. Wspiera mnie zastęp świętych Boga, podtrzymuje mnie i mnie prowadzi” – mówił papież Benedykt XVI podczas inauguracji pontyfikatu.

 

Jakże inna była to inauguracja niż poprzednia! Na placu św. Piotra nie było młodego i silnego papieża z dalekiego kraju. Zamiast niego stał starszy człowiek, który kilka dni wcześniej cieszył się, że wkrótce przejdzie na zasłużoną emeryturę. Jan Paweł II wkroczył w jego życie i pokrzyżował plany.

Poczułem sympatię

Zaczęło się niewinnie, jeszcze na soborze. Karol Wojtyła zapamiętał młodziutkiego ks. prof. Ratzingera, choć wtedy jeszcze nie poznali się osobiście. Potem, ok. roku 1974 zaczęli wymieniać się książkami, pisali listy – i tak powoli rozwijała się między nimi nić porozumienia. Osobiście spotkali się w 1978 r. podczas konklawe, które wybrało papieża Jana Pawła I. Ratzinger już jako papież wspominał: „Połączyła nas przede wszystkim jego wolna od wszelkiego komplikowania bezpośredniość i otwartość, a także emanująca od niego serdeczność. Było tu poczucie humoru, wyraźnie wyczuwalna pobożność, w której nie ma nic przybranego, nic zewnętrznego. (...) To duchowe bogactwo, także radość z rozmowy i wymiany myśli – dzięki temu wszystkiemu od razu poczułem do papieża sympatię”.

Drugie ich spotkanie miało miejsce już dwa miesiące później, podczas kolejnego konklawe. Jego tajemnic nie znamy, ale gdzieniegdzie przeczytać można o tym, jak to kard. Ratzinger wraz z kard. Königiem z Wiednia lobbować mieli na korzyść kardynała Wojtyły. Kard. Ratzinger nie mógł wtedy wiedzieć, że ów wybór tak bardzo wpłynie na jego własną historię życia.

Chcę cię mieć do końca

Pierwsza propozycja padła już kilka miesięcy po wyborze Jana Pawła II. Kard. Ratzinger usłyszał: „Musimy cię mieć w Rzymie”.

Papież proponował mu objęcie stanowiska prefekta Kongregacji Wychowania Katolickiego, Ratzinger jednak odmówił, trochę jak ci, których powoływał Jezus, wymawiając się koniecznością dokończenia spraw w diecezji monachijskiej: „Jeszcze nie teraz”.

Jan Paweł II jednak nie ustępował. Kiedy pod koniec 1981 r. zmarł prefekt Kongregacji Nauki Wiary, chorwacki kardynał Franjo Saper, Ratzinger ponownie usłyszał papieską prośbę o objęcie opuszczonego stanowiska. Nie pałał entuzjazmem do tego pomysłu i próbował się wzbraniać, w końcu jednak podjął decyzję o przyjęciu propozycji. Wytargował dla siebie tyle, że choć następcą kard. Sapera został mianowany pod koniec listopada 1981 r., to do połowy lutego 1982 r. mógł jeszcze pełnić obowiązki arcybiskupa Monachium i Fryzyngi. Nie było mu śpieszno do Rzymu.

Od 1982 r. Ratzinger i Wojtyła, Wojtyła i Ratzinger stali się dla siebie tak ważni i tak sobie nawzajem potrzebni, że trudno jest powiedzieć, kto komu pomagał, a kto kogo prowadził. Spotykali się co tydzień, często dyskutowali, razem opracowywali wiele dokumentów, kiedy jednak wypowiadali się o sobie nawzajem, jeden drugiemu przypisywał większość zasług.

Papież Jan Paweł II mówił o kard. Ratzingerze: „Bogu dziękuję za jego obecność i pomoc – to wypróbowany przyjaciel”. W 2002 r. mianował go przewodniczącym Kolegium Kardynałów, jego też poprosił, by poprowadził Drogę Krzyżową w Koloseum w 2005 r. Jan Paweł II miał świadomość, że kard. Ratzinger – „pancerny kardynał”, jak pancerz przyjmuje na siebie wszystkie fale krytyki płynące w kierunku papieża. Niezadowolenie feministek, teologów wyzwolenia, homoseksualistów sięgało najpierw prefekta Kongregacji Nauki Wiary, nie godząc bezpośrednio w dobrą opinię o papieżu. Również w przypadku deklaracji Dominus Iesus niezadowolenie protestantów Ratzinger brał na siebie, jak piorunochron chroniący Jana Pawła II.

Nic dziwnego, że Jan Paweł II ufał kard. Ratzingerowi i potrzebował jego obecności i pomocy. Kiedy spotykali się w każdy piątek po południu na rozmowie w cztery oczy, omawiali wszystkie papieskie zamierzenia, a Ratzinger był wtedy „teologicznym mózgiem” papieża: filozofa, poety i mistyka. Kiedy zbliżały się 75. urodziny kard. Ratzingera, czyli czas dymisji i emerytury, usłyszał od papieża: „Nawet nie ma co listu pisać, gdyż chcę mieć Waszą Eminencję do końca”.

Co na to powie Ratzinger?

Ratzinger daleki był od przeceniania swojej roli i zdecydowanie wolał kryć się w cieniu Jana Pawła II. Mówił: „W czasie mojej długiej współpracy z Janem Pawłem II nauczyłem się coraz bardziej szanować tego wielkiego człowieka wiary. Muszę podkreślić, że znaczenie mojej pracy dla tego pontyfikatu często w publicznych środkach przekazu jest wyolbrzymione. Papież sam dysponuje jasną znajomością swego posłannictwa i jego istotnych linii. Jest człowiekiem, który głęboko zanurza się w modlitwie i z niej czerpie światło dla swoich działań”.

Już jako papież Benedykt XVI w rozmowie z Peterem Seewaldem przyznawał, że papież żywił do niego „wielką i niezasłużoną sympatię”, choć przecież był świadomy swojej roli: bycia dla papieża gwarantem w sprawach wiary. Śmiał się przy tym z opowieści o tym, jak to Jan Paweł II obawia się go i przy bardziej nowatorskich ideach wzdycha: „Na miły Bóg, co powie na to kardynał Ratzinger?!”. Uważał, że żarty żartami, ale papież lęku przed nim na pewno nie odczuwa.

Z wielkim podziwem Ratzinger patrzył na życie Jana Pawła II, zwłaszcza na świadectwo jego cierpienia. Mówił, że spotkania z cierpiącym, a jednak silnym papieżem umacniały go nie mniej niż wcześniej teologiczne dysputy podczas ich roboczych spotkań.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama