Gender – za, a nawet przeciw

Więź 1/2014 Więź 1/2014

Kościół w Polsce zrobił wielki błąd, zaczynając gorączkową debatę wokół gender tuż po nagłośnieniu afer pedofilskich. Zapewne nie było takiej świadomej intencji, ale nie da się ukryć faktu (a wytłumaczyć go trudno), że nagłe oskarżenia pod adresem genderystów, feministek, osób LGBT itd. pojawiły się tuż po fali medialnych doniesień o przemocy seksualnej polskich kapłanów wobec dzieci i poważnych zaniedbaniach ze strony kościelnych przełożonych.

Biskup i genderciotki

O mentalności oblężonej twierdzy w polskim Kościele pisano już wiele razy. Problem dostrzegł też autor jednej z najgłośniejszych antyfeministycznych wypowiedzi, bp Tadeusz Pieronek. To on w 2001 roku stwierdził, że feminizm to „beton, na który nawet kwas solny nie pomoże” (feministki zareagowały T-shirtami z napisem „Więcej feminizmu, mniej kwasu solnego”). W tym samym roku w książce Rozumienie zmian społecznych pod red. Elżbiety Hałas bp Pieronek pisał: „W nowych warunkach Kościołowi przypadło bardzo trudne zadanie odczytania na nowo i ukazania społeczeństwu takich podstawowych pojęć jak wolność, prawda, społeczeństwo obywatelskie, państwo, demokracja, pluralizm. [...]. Sama hierarchia kościelna ma z tym do dziś poważne kłopoty. […] Nie wydaje się, by postawa nieustannego szukania wroga i węszenia wszędzie zła sprzyjała [...] pozytywnej pracy Kościoła”.

Wtedy wrogiem była głównie Unia Europejska i postkomuniści. Bp Pieronek trafnie opisał problem Kościoła z reakcją na zmiany społeczne, ale – co ciekawe – wtedy w ogóle nie dostrzegł ruchu feministycznego jako czynnika zmian. Wygląda na to, że po okresie lekceważenia i ośmieszania feminizmu „postawa nieustannego szukania wroga” zaowocowała wreszcie jego spektakularnym odkryciem. Na kryzys rodziny mają wpływ różne zjawiska i procesy – indywidualizacja, deinstytucjonalizacja, globalizacja, migracje itd. – ale wrzucenie tego wszystkiego do jednego worka i zrzucenie winy na jednego winnego o nazwie „gender” czyni świat przyjemnie klarownym.

Na postawy lękowe nakłada się dziś brak ekspertów w dziedzinie płci, co jest skutkiem specyficznego sposobu kształcenia w seminariach i na katolickich uczelniach. Tej interdyscyplinarnej problematyki nie można zrozumieć bez perspektywy, jaką wnoszą choćby socjologia czy antropologia kultury. Katolicka socjologia nie bada jednak płci, koncentrując się na rodzinie, antropologia kultury jest nieznana, teologia płci nie powstała. Badania psychologów z KUL nie są znane, nie przenikają raczej do praktyki duszpasterskiej. Między perspektywą badaczy ze zwykłych uczelni (taką kończyłam), obeznanych z problematyką płci, a naukowców z uczelni katolickich (a uczyłam na obu rodzajach) zieje przepaść.

Społeczeństwo przełomu XX i XXI wieku jest nazywane „społeczeństwem wiedzy”. Coraz większe znaczenie odgrywają w nim „systemy eksperckie”. Feminizm stworzył swój system, wprowadzając tematykę tożsamości płci do instytucji akademickich. Jest dziś bardziej ruchem intelektualnym niż masowym (w latach siedemdziesiątych na ulicach Stanów Zjednoczonych manifestowały setki tysięcy kobiet). Jego teorie wymagają rzeczowej weryfikacji. Marksizm – co warto podkreślić – miał wielu znakomitych krytyków, świetnie przygotowanych do konfrontacji poznawczej, od prof. Leszka Kołakowskiego, po kard. Stefana Wyszyńskiego, który kwestii robotniczej i organizacjom związkowym poświęcił pracę doktorską. W przypadku gender uderzający jest brak elementarnej wiedzy w kręgach katolickich.

Aby coś skrytykować/poprzeć – czyli ocenić, trzeba się na tym znać. W Polsce natomiast z „wykładami” o gender do środowisk katolickich jeżdżą… prawicowi politycy szukający poparcia w zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego. Gdy w czerwcu 2013 r. wyszło na jaw, że KUL planuje wprowadzenie wykładów o zagadnieniach gender, gwałtownie zareagował biskup włocławski Wiesław Mering. Skierował list otwarty w tej sprawie do rektora uczelni (z pominięciem metropolity lubelskiego, Wielkiego Kanclerza KUL), czym wywołał burzę medialną. 19 czerwca w Radiu Maryja „dowcipnie” opowiadał o „genderciotkach”, które „zawracają ludziom głowę”.  Przestrzegał: „Jeżeli określa się kategorię gender jako kategorię społeczno-kulturową, to tym samym daje się do zrozumienia, że jest to do przyjęcia. Jak płeć człowieka może być kategorią społeczno-kulturową; zmienną, tworzącą się w czasie?” [podkr. MB].

Nie tylko może być zmienna, ale jest! I jest to zgodne z obiektywną nauką, a także nauczaniem bł. Jana Pawła II. Papież z Polski pisał w encyklice Christifideles laici: „Kościół [...] nie przestaje – i winić czynić to zawsze – odczytywać planu Boga względem kobiety. Nie można też zapominać o wkładzie, jaki wnoszą tu różne gałęzie wiedzy o człowieku i rozmaite kultury; mogą one przy właściwym podejściu dopomóc w uchwyceniu i określeniu wartości i wymogów, należących do tego, co w kobiecie jest istotne i niezmienne, a także tych, które się wiążą z historyczną ewolucją tych kultur” (ChL 50, podkr. MB).

Papież apelował więc – już ponad ćwierć wieku temu! – żeby Kościół dostrzegł pozytywne znaczenie nauk badających kulturową i historyczną ewolucję rozumienia roli kobiet. Dlaczego więc teraz – i to zdaniem biskupa! – katolicka uczelnia miałaby się nie zajmować tym zadaniem?

Na stronie internetowej Kurii Warszawsko-Praskiej figuruje informacja o akcji Stop dla gender – tak dla planu Boga. Samo słowo „gender” utożsamiono tu z ideologią gender. Podane Kompendium wiedzy o gender to dziwny zlepek sześciu publikacji na różne tematy, np. Profilaktyka ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży (co ma piernik do wiatraka?). Zabrakło natomiast w wykazie pozycji absolutnie podstawowych, w dodatku rodzimych autorów, np. Teologiczna semantyka płci Jarosława Kupczaka OP (Kraków 2013), książki Czym jest nowy feminizm Jana Pawła II pod redakcją o. Kupczaka i Marii Zboralskiej (Kraków 2010), czy dawniejszych publikacji, jak tekst prof. Marii Braun–Gałkowskiej Duszpasterskie aspekty psychologii kobiet z książki Wybrane zagadnienia psychologii pastoralnej (red. Z. Chlewiński, Lublin 1989). Z kolei pod nagłówkiem Podstawowe informacje o gender z perspektywy chrześcijańskiej wizji człowieka i świata znajdują się bardzo wybiórczo dobrane cytaty. Całość to wręcz nieprzyzwoity groch z kapustą.

Jeśli za najbardziej cenionego eksperta od płci uważany jest w Kościele agresywny i niekompetentny ks. Dariusz Oko, a autorytety instytucjonalne obrażają ludzi, pozwalając sobie na określenia „genderciotki”, to jak można serio brać taką krytykę?

Myśl feministyczna (źródło nauki o gender) to poważne wyzwanie – trzeba ją docenić jako oponenta. Prosty przykład – w styczniu br. KAI opublikowała wywiad ks. prof. Piotrem Mazurkiewiczem zatytułowany W przypadku ideologii gender dochodzi do ostrego starcia z Kościołem. Rozmówca sprawia wrażenie dobrze obeznanego z tematem. Do czasu, gdy jako pozytywny przykład podejścia do różnicy płci zaczyna przywoływać (obficie) francuską feministkę Sylviane Agacinski. Tymczasem jej książka Polityka płci walnie przyczyniła się do wprowadzenia we Francji ustawy parytetowej, krytykowanej przez Kościół. Agacinski buduje koncepcję parytetu w polityce jako dualistycznej reprezentacji dwóch rodzajów ludzkich: żeńskiego i męskiego. Jej koncepcja dualizmu płci jest zupełnie nie do pogodzenia z antropologią chrześcijańską – jest co prawda esencjalistyczna, opiera się na uznaniu biologicznej różnicy, ale odrzuca uniwersalizm w podejściu do człowieka.

Takie pomyłki wynikają z braku pogłębionej refleksji nad płcią z perspektywy chrześcijańskiej. Istnieje nawyk wywodzenia znaczenia różnicy płci wprost z różnic cielesnych. Teologia ciała już powstała, teologia płci czy kobiety – wciąż nie. Nie tylko postmodernistyczne koncepcje Judith Butler zagrażają chrześcijańskiej antropologii. Ale żeby to wiedzieć, trzeba się z pokorą pochylić nad wieloletnim dorobkiem feminizmu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

TAGI| GENDER

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama