Bardzo krótka historia egzorcystów i egzorcyzmów

Więź 3/2015 Więź 3/2015

Wyrzucanie złych duchów jest jednym z najczęstszych cudów czynionych przez Jezusa. Jest też jednym z głównych poleceń, które Chrystus wydaje swoim uczniom. Choć nie można tego w żaden sposób zanegować, opisy tych wydarzeń budzą wiele wątpliwości interpretacyjnych. Zagadkowe jest na przykład, dlaczego dokonuje się to tylko na terenie Galilei.

 

Nowy rytuał wzbudził zresztą dość głośne kontrowersje, niektórzy egzorcyści krytykowali go za odejście od formy bezpośrednio rozkazującej szatanowi na rzecz modlitwy, która „tylko” prosi Boga o to, by to On nakazał coś złemu duchowi. Wcześniej, w 1972 roku, wraz z innymi święceniami niższymi zostały zniesione święcenia egzorcysty. Oczywiście już od dawna „prawdziwymi” egzorcystami, dokonującymi egzorcyzmów większych nad opętanymi, byli wyłącznie biskupi i wyznaczeni przez nich kapłani (choć formalnie sprecyzował to dopiero kodeks prawa kanonicznego z 1917 roku).

Franciszkanin z Bolonii, Girolamo Menghi — najbardziej znany egzorcysta XVI wieku — rozwinął w swoim dziele Flagellum daemonum (Bicz na demony) teorię wiążącą niektóre przypadki opętania z czarami i oddaniem się diabłu. Zachował w tym jednak ostrożność. Oficjalne nauczanie Kościoła katolickiego było zresztą wobec oskarżeń o czary i konszachty z szatanem bardzo sceptyczne. Słynny podręcznik Młot na czarownice został dość szybko potępiony przez papieża, a inkwizycja hiszpańska uznawała wymuszane na torturach zeznania „czarownic” za absurdalne i zakazywała wszczynania na ich podstawie procesów.

Najbardziej znanym przypadkiem opętania w czasach nowożytnych były wydarzenia w klasztorze urszulanek w Loudun we Francji w latach 1632—1635, gdzie ostatecznie opętaniu miał ulec również sam egzorcysta, wysoce uduchowiony i inteligentny, ale nie w pełni emocjonalnie zrównoważony jezuita — Jean Joseph Surin. Wydarzenia te stały się podstawą m.in. do powieści Aldousa Huxleya Diabły z Loudun i opartej na niej opery Krzysztofa Pendereckiego, jak również opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza Matka Joanna od Aniołów i zrealizowanego na jego kanwie filmu Jerzego Kawalerowicza.

Wydarzenia z Loudun były na bieżąco szeroko komentowane. Niektórzy zwracali uwagę, że zbiorowe opętania tego typu miały miejsce głównie w zakonach żeńskich (rzeczywiście, odnotowano je w tym czasie tylko kilka razy w zakonach męskich). Tłumaczono to szczególnymi warunkami życia w zamkniętych klasztorach, mogącymi czasem powodować różne zaburzenia psychiczne, także na tle seksualnym. Ten ostatni element był w zdarzeniach w Loudun dość ważny, ponieważ tamtejsze mniszki oskarżały miejscowego księdza Urbaina Grandiera — skądinąd znanego przeciwnika celibatu, zarówno w teorii, jak i w praktyce — o spowodowanie ich opętania.

Z drugiej strony warto jednak pamiętać, że zły duch wyraźnie działa tam, gdzie czyni się starania o szczególne oddawanie czci Panu Bogu. Oczywiście, łatwo to wyjaśnić na gruncie teologicznym: szatan nie chce zawładnąć tymi, którzy i tak są w jego mocy, stara się wyrwać Bogu tych, którzy wydają się być Mu najbliżsi. Szatan nie wahał się przecież kusić samego Jezusa, a duchy nieczyste z upodobaniem wracają do „wymiecionego i przyozdobionego” domu, skąd wyszły (Mt 12,43—45). Już wcześniej uważano więc, że demony celowo atakują szczególnie zakonników i zakonnice, jako najdoskonalej naśladujących Chrystusa. Niektórzy dominikanie i franciszkanie — m.in. św. Bernardyn ze Sieny — publicznie deklarowali, że to właśnie ich zakony są przedmiotem szczególnej złości szatana.

Jeśli jednak przyznamy, że opętania często trudno odróżnić od zaburzeń psychicznych, to naturalną konsekwencją jest to, że zdarzenia tego typu będą się pojawiać u ludzi, a tym bardziej u wspólnot w specyficzny sposób całkowicie skoncentrowanych na sprawach duchowych i przez to narażonych na brak równowagi psychofizycznej (o którą tak dbali wielcy mistrzowie życia duchowego, jak św. Benedykt, św. Ignacy z Loyoli i św. Teresa z Ávila). W XVII wieku były to katolickie mniszki, ale w XIX i XX wieku najbardziej w „walce ze złym duchem” wyróżniały się nowe wspólnoty protestanckie, zwłaszcza zielonoświątkowe. Wynika to z dwóch czynników: bardzo mocnego (fundamentalistycznego i literalnego) odwoływania się do podstaw biblijnych, ale też z oparcia pobożności na emocjach, ciągłego oczekiwania niezwykłości i cudownych wydarzeń (skoro powrócił dar języków, proroctwa i uzdrawiania, to powraca też uwalnianie od złych duchów). To ewangelikalne podejście stało się popularne w Kościele katolickim po II Soborze Watykańskim, opiera się na nim wiele ruchów, z Odnową w Duchu Świętym na czele.

Mówi się dziś sporo o znaczeniu ruchów satanistycznych i okultystycznych, z którymi związek faktycznie może prowadzić do prawdziwego opętania. Warto się też jednak zastanowić, czy część poczucia zagrożenia złymi duchami nie płynie dziś z nadmiernego rozbudzenia religijności zbyt emocjonalnej, subiektywnej, oczekującej ciągłych widocznych przejawów działania Ducha Świętego, przy niedostatecznym nacisku na obiektywne znaki Jego działania: sakramenty, w tym chrzest i pokutę.

Z krzykiem czy w białych rękawiczkach?

W całej historii Kościoła widać więc wyraźnie napięcie pomiędzy oficjalnym nauczaniem Kościoła, w którym tematy związane z opętaniem były traktowane dość marginalnie, a pobożnością ludową, przywiązującą do „ochrony przed złem” ogromną wagę. Nauczanie Kościoła z jednej strony przypominało o mocy sakramentów, z chrztem na czele, z drugiej strony pozwalało na liczne modlitwy, błogosławieństwa i inne sakramentalia, które miały dać ludziom to upragnione poczucie bezpieczeństwa, odwołując się zresztą w swojej formie i treści do sakramentów — najlepszym przykładem jest używanie wody święconej, która przecież jest mocno związana z chrztem.

Obserwując współczesną popularność „mszy o uzdrowienie” i „modlitw o uwolnienie”, można by stwierdzić, że historia zatoczyła koło. Ludzie modlą się o „uzdrowienie cielesne i duchowe”, słusznie zauważając związek między jedną sferą a drugą, stąd jednak już tylko krok do widzenia w każdej dolegliwości działania złego ducha. Zaciera się przy tym tak zawsze podkreślana przez Kościół różnica między egzorcyzmem większym, potrzebnym w zupełnie wyjątkowych sytuacjach, a innymi modlitwami.

Podobnie jak w pierwszych wiekach, biskupi starają się zapanować nad utrzymaniem urzędowego, a nie charyzmatycznego charakteru posługi egzorcystów. W dość ostrych słowach przypominał o tym podpisany w 1985 roku przez kard. Josepha Ratzingera list Kongregacji Nauki Wiary Inde ab aliquot annis, przypominający o niektórych normach dotyczących egzorcyzmów, który m.in. zabraniał odmawiania i przez świeckich, i przez kapłanów nie­egzorcystów modlitw z rytuału egzorcyzmu, w tym dłuższej modlitwy Leona XIII do Michała Archanioła (nie należy jej mylić z odmawianą często także dziś na koniec mszy krótszą modlitwą). Kolejna instrukcja, Ardens felicitatis desiderium, wydana w 2000 roku, dotyczyła modlitw o uzdrowienie. Warto zacytować jeden z jej punktów: „Poza tym jest rzeczą konieczną, by prowadzący zapobiegali w ich trakcie wybuchom histerii i dbali o to, by forma ich modlitw nie wywoływała sensacji, nie była sztuczna i teatralna” (art. 5, par. 3)[10].

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama