Czy mówiąc o duchowości trzeba nieuchronnie mówić o Bogu ?

Tyrani próbowali uczynić człowieka istotą boską, uważali siebie za stojących ponad wszystkimi i decydowali o tym, co dobre, a co złe. Stać się Bogiem to ukryta obietnica kusiciela z Księgi Rodzaju. Troska o duchowość jest troską o człowieka. Przegląd Powszechny, 2/2010



Duchowość człowieka

W pewnym sensie istota ludzka to ktoś żyjący podobnie jak wszystko inne i z tego powodu poddany licznym uwarunkowaniom. A jednak nie jest zwykłym żyjącym, bo potrafi myśleć i mówić. Ponieważ mówi, może nawiązać kontakt z sobie podobnymi, a dzięki temu słowami odsłonić swoje wnętrze. Zdolny do myślenia jest tym żyjącym, który może ogarnąć świat spojrzeniem przekraczającym to, co dostępne bezpośrednio, by zapytać się o to, kim jest i próbować zrozumieć. Także zrozumieć siebie i swój los.

Jeśli bliskość śmierci nie przestaje go pobudzać do stawiania pytań, odkąd wziął na siebie sprawę swej duchowości, to samo pytanie przybiera formę w pewnym sensie odwrotną. Odkrywa on bowiem, że nie jest po prostu tym, kim wydawał się być, gdyż jego życie okazuje się, także, otwarciem na ducha i przez ducha.

W człowieku życie ma jakby podwójne oblicze. Jest tą energią, która utrzymuje go takim, jaki jest w miarę przemijania czasu. Energią niekontrolowaną, najczęściej anarchiczną, gwałtowną i brutalną. Po francusku, tak jak w grece, “życie” (vie) i “przemoc” (violence) mają ten sam rdzeń, a przemoc nie jest niczym innym jak energią pozostawioną samej sobie, kiedy z zewnątrz nic nie stawia jej granic.

Lecz gdy chodzi o człowieka, jeśli życie jest tą manifestacją energii, jest również otwartością czy manifestacją ducha. Sam widziałbym tę podwójność w twarzy i w głosie, który mieszka w słowie.

Mówienie o twarzy jest od razu odniesieniem do twarzy drugiego. Nikt bowiem nie zna własnej twarzy, bo nigdy się z nią nie spotkał. Nawet w lustrze, ponieważ lustro oddaje tylko obraz, jest niezdolne do oddania faktu mojej obecności. W lustrze mogę dobrze widzieć kolor moich oczu, lecz nigdy mego spojrzenia, tego, że jestem.

Na tym polega iluzja Narcyza. Sądził, że zobaczy na tafli wody siebie samego, lecz znalazł jedynie odbicie, bladą kopię własnej twarzy. W rzeczywistości jedynym zwierciadłem, jakie jest nam dostępne, bez łudzenia siebie, jest twarz drugiego i jego spojrzenie aprobujące lub krytyczne.

Twarz rzeczywiście jest zawsze czymś innym od topografii cech, jest manifestacją obecności otwartej i ofiarowanej temu, kto potrafi się z nią spotkać. Zewnętrzne cechy pozwalają przeczuć głębię duszy czy ducha, istotną właściwość człowieka.

W ostatniej części “Alcybiadesa” Sokrates stawia pytanie, które pozostanie stałym centrum jego refleksji filozoficznej: Kim jest człowiek? I odpowiada, że istotną właściwością człowieka jest jego dusza. To ona, rzeczywiście, wydaje się być całkowicie boska i ten, kto na nią patrzy, kto potrafi odkryć w niej to, co boskie, boga i myśl, ten ma największą szansę poznać samego siebie. (…) Tylko ten ciebie kocha, kto kocha twoją duszę.

Twarz nie jest więc jedną z części ciała, jest miejscem manifestacji duszy. A także dla tego, kto umie słuchać, dzięki słowu głosem, który ją manifestuje, nadając mu muzyczną tonację. Głos, który zadowala się komenderowaniem, jest bez muzyki. Daje rozkazy, ucina i trzyma na dystans. Lecz ten budzący zaufanie zaprasza do zbliżenia, nuci pod nosem i to jego mormorando bez trudu staje się muzyką.

Dlatego ludzie uciekają się do śpiewu, kiedy pragną wyrazić najbardziej wewnętrzne treści swego doświadczenia życiowego, radość miłości w Pieśni nad pieśniami czy boleść rozdarcia, którą wyraża amerykański blues, portugalskie fado czy cygańskie flamenco.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama