Kilka plotek o świętych

Ciebie to albo kanonizują, albo spalą na stosie – mają okazję usłyszeć niektórzy. Czasem rzeczywiście ta granica bywa bardzo płynna. Święci nigdy nie są obojętni. Wzbudzają skrajne emocje. W niczym nie przypominają bezbarwnych postaci w przyciasnych aureolach. Przewodnik Katolicki, 28 października 2007




Rafał Kalinowski nie miał talentu do prac ręcznych. Kiedy podczas otwarcia nowych warsztatów na uczelni miał ociosać belkę, zamachnął się i uderzył siekierą we własną nogę. Jedyna zaś kara, jaką poniósł w czasie studiów, była nałożona za paradowanie po mieście w białych rękawiczkach, co było młodym żołnierzom zabronione. Koledzy pocieszali potem tego męczennika elegancji, skrapiając go w areszcie perfumami.


Dzielna niewiasta


Św. Teresa z Avila (XVI w.) podróżowała w wozie. Zdarzyło się, że zsiadając niechcący odsłoniła nogę, ponoć bardzo piękną. Stojący w pobliżu żołnierz miał jęknąć z zachwytu, na co święta siostra zareagowała z właściwym sobie temperamentem: „A cóżeś myślał, seňor? Żem pokraka?”.

Jako przeorysza troszczyła się o zakonnice, ale miała o nich bardzo trzeźwy sąd i niejednokrotnie ostrzegała wizytatora, o. Gracjana: „Niech ojciec nie ufa zakonnicom! Jeżeli mają na coś ochotę, już to ojciec we wszystkich kolorach zobaczy!”.

Przyjaźniła się i pracowała ze św. Janem od Krzyża, którego nazywała „pół – bratem” ze względu na jego mizerne gabaryty. On nie pozostawał jej dłużny, i kiedy chciał ją ukarać za duchowe przewinienia, podczas Komunii podawał jej tylko pół Hostii. I choć Teresa wiedziała, że merytorycznie nie ma to żadnego znaczenia, złościło ją to niezmiernie.

Od Teresy dostało się zresztą nie tylko siostrom czy Janowi, ale nawet samemu Jezusowi! Kiedy skarżyła się, że tak wiele cierpień zsyła na tych, których sobie upodobał, miała usłyszeć w odpowiedzi: „Zawsze tak czynię z przyjaciółmi”. I nie zastanawiała się wiele Teresa Wielka, Doktor Kościoła, kiedy bez namysłu odparowała: „Więc dlatego masz ich tak mało!”.


Zabawa? Dlaczego nie?


Tomasz More był domatorem z krwi i kości, człowiekiem, który nawet zrzędzącą żonę potrafił rozbawić i nauczyć ją grać na flecie. Kiedy odmówił uznania króla jedyną i najwyższą głową Kościoła w Anglii i został skazany na śmierć, żartował nawet wchodząc na szafot. Do stojącego tam oficera miał powiedzieć: „Dobry panie, pomóż mi wejść. Schodząc, poradzę już sobie sam”.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama