Dyżurna kryzysowa

Tygodnik Powszechny 37/2010 Tygodnik Powszechny 37/2010

Polacy nie lubią swojej administracji. Ale niekoniecznie dlatego, że jest niewydolna czy łamie prawa obywatelskie. Po prostu nauczyli się myśleć, że biurokracja jest zła.

 

Anna Mateja: Kiedy w 1988 r. Ewa Łętowska rozpoczynała pracę jako rzecznik praw obywatelskich, otrzymała 60 tys. listów. Zmienił się ustrój, prawa obywatelskie w Polsce istnieją już nie tylko na papierze, a w jednym z wywiadów powiedziała Pani: „nie byłoby 60 tys. listów do rzecznika rocznie, gdyby z prawem było wszystko w porządku”. Polacy nauczyli się bronić swoich praw czy po prostu stali się bardziej nieustępliwi?

Irena Lipowicz: Zbieżność liczby listów świadczy tylko o tym, że krzywda ludzka i indywidualnie rozumiane „poczucie sprawiedliwości” są ponadczasowe. Poza tym – wszystko jest inaczej, przede wszystkim zmienił się rodzaj zgłaszanych skarg. Czy ktoś jeszcze pamięta, że prof. Łętowska, wraz z dr. Andrzejem Malanowskim, rozpoczynali pracę od skargi Polskiej Partii Socjalistycznej, której odmówiono rejestracji? W porównaniu z obecnymi tamte skargi dotyczyły spraw fundamentalnych ustrojowo – rozszerzały sferę obywatelskiej wolności.

Gros spraw miało dużo mniejszy kaliber: niesprawiedliwe wyroki, nadużycia popełnione przy realizacji reformy rolnej, odmowa służby wojskowej...

O, to dobry przykład, by pokazać, co się zmieniło. Ponieważ nie ma już powszechnego poboru, skarg jest mniej, a te, które otrzymujemy, dotyczą profesjonalizacji armii, stosunku pracy, wypłaty odszkodowań, pomocy psychologicznej dla żołnierzy wracających z Afganistanu. W Sejmie leży projekt ustawy powołującej Rzecznika Praw Żołnierzy – dobrze, że podkreśla się wagę tych spraw, ale czy wymagają one powołania osobnego ombudsmana? W każdym razie planuję uruchomić telefon zaufania dla żołnierzy i oficerów.

Mam nadzieję, że uda mi się też wkrótce przekonać pana prezydenta, jako zwierzchnika sił zbrojnych, i ministra obrony narodowej do wsparcia rozwoju różnych form samopomocy i samoorganizacji środowiska wojskowego. Potrzebne są bowiem instytucje, które pomagałyby żołnierzom, a przede wszystkim ich rodzinom, w ułożeniu tysiąca życiowych spraw, jakie pojawiają się za każdym razem, kiedy żołnierz zmienia jednostkę czy miejsce pobytu. Wraz z nim przenosi się np. do tzw. zielonego garnizonu najbliższa rodzina i kolejny raz musi układać wszystko od nowa: urządzić mieszkanie, znaleźć szkoły dla dzieci w różnym wieku, pracę dla żony. Lepsza organizacja środowiska wojskowego prawdopodobnie pomoże zapobiec wielu skargom.

W najbliższych tygodniach wybierają się do mnie przedstawiciele środowisk poszkodowanych w wyniku reformy rolnej i nacjonalizacji. Ponieważ ustawodawca wciąż nie uregulował tych kwestii, tylko Kościoły i związki wyznaniowe mogą odzyskiwać utracone mienie, reszta poszkodowanych skazana jest na żmudną drogę sądową. W efekcie, w ciągu minionych 10 lat tych spraw dotyczyło kilka tysięcy skarg.

Drugim nierozwiązanym problemem jest los ludzi zajmujących mieszkania zakładowe, sprzedanych razem z budynkami. Ludzie pytają rzecznika, czy to jest sprawiedliwe, nawet jeśli zgodne z przepisami prawa? No właśnie.

Jeżeli ponad 20 lat temu obywatel skarżył się rzecznikowi na to, że, mówiąc w dużym skrócie, źle mu się żyje we własnym kraju, bo naruszane są jego podstawowe prawa, na co teraz narzeka przede wszystkim?

Na zakład pracy: ponad 26 proc. – najwięcej! – przychodzących do rzecznika skarg dotyczy prawa pracy i zabezpieczenia społecznego, czyli relacji z pracodawcą i Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Prawo gospodarcze i daniny społeczne stanowią 17 proc., sprawy karne – 13 proc., mieszkaniowe – 11 proc. Reszta spraw to już mniejsze wielkości. Suche dane niewiele jednak mówią, bo np. sprawy prawa pracy są bardziej przejrzyste prawniczo niż sprawy karne, które przeszły już wszystkie instancje, są skomplikowane i trudne do prowadzenia.

Czego konkretnie dotyczą skargi? Sporów ze skarbówką? Opieszałości wymiaru sprawiedliwości?

Sprawy finansowo-podatkowe, np. niesłusznie naliczony podatek, niewłaściwa interpretacja prawa podatkowego, niespójne przepisy, to najczęstsza przyczyna sporów obywateli z urzędami. Skargi dotyczą też „nadgorliwości” urzędów w stosowaniu prawa, które działają wedle zasady: wszystko dla fiskusa. Skarbówka urządza więc częste kontrole firm, niejako „na wszelki wypadek”, wzywa do tłumaczenia się z zakupów samochodów czy mieszkań, a wątpliwości interpretacyjne rozstrzyga na korzyść Skarbu Państwa. Obywatele idą po sprawiedliwość do sądu i niestety długo na nią czekają: tak w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, jak na kasację w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Dodajmy do tego rozbieżność w orzecznictwie sądów administracyjnych.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama