Biskup w kraju wojny

Życie duchowe 112/ jesień 2022 Życie duchowe 112/ jesień 2022

Wojna to coś strasznego. Nie da się tego zrozumieć, jeśli nie ogar­nie twojego ciała. Wojna to fizjologia twojego ciała, na które na­pada zły, straszny i dziki pies. To fizjologia ciała w celi śmierci. Strach i stres twego ciała nie zależą od twojej silnej woli.

Pierwszy miesiąc

Pierwszy miesiąc wojny był straszny w całej Ukrainie, bo nikt nie wiedział, co będzie. Przez wszystkie miasta i wioski przelewała się rzeka uciekinierów, tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi, samochód za samochodem… Każda miejscowość, nawet małe wioski przygoto­wywały się do obrony: okopy, umocnienia, siatki maskujące, męż­czyźni z bronią. Rozstania mężów, ojców, synów z żonami, dzieć­mi, rodzicami. Czy kiedykolwiek jeszcze się zobaczą?

Co będzie, jak to się skończy? Dlaczego ta wojna? Chyba nikt się czegoś takiego nie spodziewał. Jak to możliwe? Gdzie jest Pan Bóg? Jak to wszystko rozumieć? A chwilę później dochodzą pytania związane ze zbrodniami wojennymi, z gwałtami… Dlaczego to się dzieje? Zrywane relacje ze znajomymi, przyjaciółmi, najbliż­szymi krewnymi z Rosji i coraz większa złość, nienawiść, ogromne napięcie. Jak sobie z tym radzić? Jaką odpowiedź daje wiara? Czy może dać jakąś odpowiedź? Czy może rozświetlić te ciemności?

Dla mnie osobiście wielką pomocą było Słowo Boże, wiara i łaska Boża, bo moje ciało odczuwało atak wojny i pojawiały się różne myśli i uczucia. Chciałbyś być bohaterem, a odczuwasz strach. Słowo tłumaczyło, że Pan Bóg daje odczuwać słabość, aby móc ro­zumieć innych, aby nikogo nie sądzić. On sam w Getsemani od­czuwał wielki strach. Wyzwaniem było również patrzeć na twarze zaatakowanych wojną wiernych. Co mam im powiedzieć jako ich pasterz? Czy jest jakieś słowo od Pana?

Wzorem zachowania i jednocześnie inspiracją do tego, o co pro­sić Pana Boga, była dla mnie postawa polskiej bohaterki „Inki” – Danusi Siedzikówny. Aresztowana po wojnie przez komunistów i torturowana nie wydała nikogo. Mimo że nikogo nie zabiła, zosta­ła skazana na rozstrzelanie. Idąc na śmierć, prosiła, by przekazać jej słowa: „Szkoda umierać, ale powiedzcie babci, że zachowałam się, jak trzeba”. Ja też chciałem się zachować „jak trzeba” i prosi­łem o to Pana Boga.

Widziałem, że ci, którzy byli otwarci na łaskę Bożą, na natchnie­nia, by czynić dobro, służyć i pomagać, byli pełni życia i ducha. Działo się wielkie zło, niesprawiedliwość, ale działo się i nadal się dzieje bardzo wiele dobra. W czasie wojny i pewnie w każdej innej granicznej sytuacji wyraźniej objawia się dar wolnej woli, który Bóg dał człowiekowi. W głębi ludzkiego serca, ludzkiego istnie­nia jest ta fundamentalna wolność jako możliwość i konieczność wybrania dobra albo zła. Dla mnie wyraźna była prawdziwość słów z Ewangelii o tym, że pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszy­mi (por. Mt 20,16). Niejednokrotnie ten, który wydawał się ostat­ni, daleki od wiary i Kościoła, gotowy był na wielkie poświęcenie. W głębi swej duszy wybrał dobro, życie, miłość. A czasami ktoś, kto był pierwszy, jeśli chodzi o praktyki religijne, zachowywał się nie tak „jak trzeba” i chodził smutny.

Mała dziewczynka, która uciekła przed bombardowaniami z Char­kowa, pytała babcię: „Dlaczego Pan Bóg nas opuścił?”. Babcia odpowiedziała: „Nie opuścił, zobacz, przecież mamy gdzie spać, mamy co jeść” (zostały przyjęte w domu parafialnym w Mohylo­wie Podolskim). Mimo tej pięknej i budującej odpowiedzi babci pytanie o rolę Pana Boga jest aktualne i ostatecznie najważniejsze.

Boże słowo na czas wojny

Bóg jest Miłością i chce mieć ze mną relację miłości. To coś niesły­chanego, że człowiek może mieć relację miłości z Bogiem i swoim Stwórcą. Ona jest cudowna i jednocześnie konieczna, by żyć i żyć wiecznie. Ale jeśli to relacja miłości, to człowiek musi ją wybrać, musi mieć wolność wyboru. Może wybrać dobro i może wybrać zło, może ratować dzieci i może je zabijać.

Słowo z pierwszej niedzieli wojny: Ewangelia o tym, że ślepy nie może prowadzić ślepego, bo obydwaj wpadną w dół, oraz o tym, żeby nie sądzić, bo mam przecież belkę w swoim oku. Najpierw muszę się nauczyć ją wyciągać, aby móc pomagać bratu wyciągać drzazgę (por. Łk 6,39–45). Co to oznacza w sytuacji zbrojnej napa­ści Rosji na nasz kraj? Msza święta w pewnej wiosce, w małej ka­pliczce. Podczas kazania mogę rozmawiać z ludźmi. Pytam: „Czy można prezydenta Putina uważać za tego ślepego, który prowadzi ślepych tak, że razem wpadną w dół?”. Ludzie mówią: „Tak, moż­na”. Pytam: „Czym jest zaślepiony prezydent Putin?”. Ktoś mówi „władzą”, inny „bogactwem”, pewna kobieta dodaje: „Chce być carem”. Pytam: „Czy zdarza się w naszych rodzinach, że ktoś jest w ten sposób zaślepiony, że ktoś chce być carem?”. Ludzie zdecy­dowanie potakują. Czasami także w rodzinach dzieją się straszne rzeczy. Jakże ważne jest, by zobaczyć tę zdolność do zła, tę belkę w swoim oku i mieć świadomość, że potrzebuję Zbawiciela, ratun­ku, nawrócenia… Obyśmy wyszli lepsi z tej wojny.

To słowo i wiele następnych Bożych słów pomagało nam rozumieć, że toczy się wielka wojna duchowa, że ogromne znaczenie ma na­sze nawrócenie. Jakże ważne jest też, by nie sądzić tych, którzy są słabi, którzy uciekają, nad którymi władzę mają stres i strach. Je­śli kogoś w dzieciństwie pogryzł pies, to zrozumiałe, że może bać się psów do końca życia, niezależnie od swojej woli. Nie wiemy, kto co przeżył w dzieciństwie czy młodości, jaka jest jego psychi­ka. Nie każdy zdolny jest do walki. Nikt z nas nie wie, jakby się zachował w tak ekstremalnych sytuacjach, kiedy toczy się wojna z całą intensywnością i okrucieństwem.

Kolejna niedziela wojny to pierwsza niedziela Wielkiego Postu, kiedy czytamy Ewangelię o kuszeniu Pana Jezusa (por. Łk 4,1–13). Przeżywamy wojnę, okrutną agresję zaślepionego sąsiada i widzimy z całą jaskrawością prawdę o życiu człowieka opisaną w Ewangelii. Pierwsza prawda: jest diabeł i on chce cię doprowa­dzić do zniszczenia. Druga: jeśli pozwolisz mu się kusić, doprowa­dzi cię do robienia rzeczy strasznych. Trzecia: on kusi cię do zła pod przykrywką dobra. Rosja i jej duchowe i intelektualne elity uzasadniają tę wielką niesprawiedliwość wzniosłym, metafizycz­nym dobrem. Agresor nie mówi, że chce nas zabijać, ale że musi budować wspaniały świat, wielką Rosję, musi nas ratować od wiel­kiego zła, które zadomowiło się w Ukrainie. Do tak strasznych rzeczy może doprowadzić każdego z nas zły duch, jeśli wejdzie się w pokusę. I czwarta wspaniała prawda: muszę i mogę trzymać się Jezusa Chrystusa, Syna Bożego.

Zachowaj mnie od nienawiści, ocal mnie od pogardy, Panie

Kolejna niedzielna Ewangelia czasu wojny to słowo o Przemienie­niu Pańskim (por. Łk 9,28b–36). Podczas objawiania swojej bosko­ści Pan mówi o swoim odejściu: o swojej Męce, Passze, o strasznym cierpieniu oraz o największej agresji i niesprawiedliwości w dzie­jach ludzkości, jakie mają się wkrótce dokonać. On tak przeżyje to największe zło, że będzie z tego największe dobro. O jakże waż­ne, byśmy umieli „jak trzeba” przeżyć to wielkie zło, które nas spotyka. Może być z tego wielkie dobro. I jakże niełatwo przeżyć zło-agresję tak jak przeżył ją Pan. Dlatego tak ważna jest modli­twa za żołnierzy.

Pewien ksiądz, kapelan wojskowy, opowiadał mi o okropnościach wojny. Wojna jest straszna, ale najstraszniejsze dzieje się wówczas, gdy wojna cię skradnie i już należysz do niej. Ma to miejsce wów­czas, gdy przestajesz kochać. Modlimy się o miłość dla naszych żoł­nierzy, by miłość do ojczyzny była silniejsza niż nienawiść i chęć zniszczenia. Nie jest to proste. Modlimy się także za agresorów, bo jakże oni są nieszczęśni. Giną, czyniąc zło, niesprawiedliwość, gwałt, jakże są oszukani! Dla mnie bardzo ważna była pieśń z cza­sów stanu wojennego pt. Modlitwa o wschodzie słońca ze słowami: „zbaw mnie od nienawiści / ocal mnie od pogardy Panie”.

Modlimy się o miłosierdzie. Dostrzegamy coraz wyraźniej, jak bar­dzo go potrzeba. Miłość nie wystarczy, konieczne jest miłosierdzie. Nasz prezydent Wołodymyr Zełenski, patrząc na to wielkie zło, które czynią Rosjanie w Ukrainie, powiedział: „Bóg wam nie prze­baczy i my wam nie przebaczymy”. On nie jest chrześcijaninem, ale ja rozumiem jego słowa. Rosjanie czynią bowiem tak wielkie zło, tak wielką niesprawiedliwość, że po ludzku nie może być prze­baczenia. Jednocześnie my, chrześcijanie, rozumiemy, że przeba­czenie jest konieczne. Arcybiskup Swiatosław w niedzielę, która w bizantyjskiej tradycji poświęcona jest przebaczeniu, mówił w Ki­jowie: „Jak mówić o przebaczeniu, gdy idzie na ciebie wróg, aby cię zabić. Ale przebaczenie jest tajemnicą zwycięstwa”. Dzisiaj bardzo potrzebujemy tego przebaczenia wewnątrz naszych rodzin, para­fii, wspólnot. Czas wojny to czas dużego napięcia i łatwo o kłótnie, osądzanie, zazdrość. Dlatego bardzo potrzebujemy wzajemnego zrozumienia i przebaczenia. Mówimy sobie: już mamy jedną woj­nę, to wystarczy, potrzebujemy pokoju między sobą.

Wojna ukazuje prawdziwość kolejnych słów Pisma: „gdzie większy grzech, tam jeszcze obficiej rozlewa się łaska” (por. Rz 5,20). Jakże wiele solidarności, poświęcenia, modlitwy, ofiarności. Obok wiel­kiego zła jest bardzo, bardzo wiele dobra, ileż dobra w Polsce, ileż modlitwy na całym świecie, ileż poświęcenia: żołnierze czy wolon­tariusze, którzy proszą o błogosławieństwo, bo chcą bronić swojej ojczyzny, swoich rodzin, swojej tożsamości. Czy nie są blisko Pana Boga? Czy nie czeka ich niebo w sytuacji śmierci?

Wstanę i pójdę do mego Ojca

I kolejna bardzo ważna Ewangelia na czas wojny – słowo o synu marnotrawnym, który nie znał swojego ojca, choć był tak blisko niego, i słowo o porządnym synu, który był cały czas z ojcem, ale nie znał go, bo nie znał miłości, nie rozumiał, co naprawdę jest najważniejsze w życiu (por. Łk 15,11–32). Bóg, nasz Ojciec, chce się objawić, w szczególny sposób chce się objawić podczas wojny, która jest zaproszeniem, wezwaniem, aby tak jak syn marnotraw­ny podjąć decyzję: „wstanę i pójdę do mojego ojca” (Łk 15,18). To głód pomógł mu wstać i pójść do ojca. My wszyscy w Ukrainie, i nie tylko w Ukrainie, bardzo potrzebujemy podjąć tę decyzję, by wstać i pójść do Ojca. Trzeba powiedzieć, że wielu to uczyni­ło. Naprawdę liczy się tylko poznanie Ojca. Miłość i więź z Nim to jedyny sposób życia-istnienia, który jest „jak trzeba”, który po­zwala żyć „jak trzeba” i w czasie pokoju, i w czasie wojny. Nieje­den człowiek nawrócił się w celi śmierci. Możemy przywołać tak znany w Polsce przykład ks. Franciszka Blachnickiego. On, będąc w celi śmierci, wstał i wrócił do swojego Ojca. W czasie wojny mniej czy bardziej wszyscy jesteśmy w celi śmierci. To szansa, by wstać i wrócić do Ojca.

Czasami pytam ludzi, zwłaszcza tych, którzy doświadczyli mocniej wojny, przesiedleńców, uciekinierów, którzy w większości są od­daleni od Kościoła i nie praktykują: „Jak myślicie, czemu Bóg do­puścił tę wojnę?”. Często mówią: „My też mamy wiele grzechów, było wiele zła”. Z pewnością jesteśmy wezwani do nawrócenia, aby wyjść z tej wojny lepszymi, to znaczy rozumiejącymi, że tylko będąc z Bogiem na poważnie, mamy przyszłość, tylko wówczas nie zmarnują się cierpienie, poświęcenie i śmierć tylu młodych chłopaków, tylu ludzi.

Możemy tu dotknąć jeszcze szerszego kontekstu związanego z tym, co dzieje się w świecie. Czy te wydarzenia w Ukrainie są jakimś słowem Boga do Europy, do Ameryki, do całej ludzkości? Wielu bardzo się stara, aby zapanował spokój. Ale trzeba zadać ważne pytanie: Czy jest możliwe na dłuższą metę radykalnie odrzucać Boga, prawo naturalne, Boże przykazania i jednocześnie spokoj­nie sobie jeździć na rowerze, chodzić w góry, korzystać ze spa, de­lektować się różnymi potrawami z całego świata, spotykać się na konferencjach i biesiadować w restauracjach? Czy jest możliwe żyć bezbożnie i nie ponosić konsekwencji tego w życiu społecz­nym, rodzinnym, międzynarodowym? Czy można tak radykalnie negować ekologię człowieka, rodziny, małżeństwa, stawiać się na miejscu Boga, świętować zabijanie nienarodzonych dzieci, propagować rozpustę jako wyzwolenie i myśleć, że spokojnie i w kom­forcie będziemy sobie żyli?

Jeśli jest prawdą, że Bóg istnieje, że jest sędzią sprawiedliwym, że kocha człowieka, że przygotował dla nas życie wieczne, to muszą być konsekwencje odrzucenia tego wszystkiego. Jeśli jest prawdą, że jest możliwość piekła, to co Bóg ma zrobić, aby nas uratować od śmierci wiecznej? Jeśli jest prawdą, że człowiek musi wejść w kon­takt z Bogiem, aby nie pozostać w wiecznej samotności, to co musi się dziać? Jeden Pan Bóg wie, co musi się dziać.

Dać świadectwo

Niejednokrotnie w Ewangeliach Pan komentuje wydarzenia za­grażające światu: wojny, zarazy, trzęsienia ziemi. Mówi, że są one wpisane w historię ludzkości będącą też historią zbawienia, w któ­rej Bóg szuka każdego człowieka. W Ewangelii św. Łukasza czy­tamy słowa Pana: „nabierzcie ducha i podnieście głowy, bo zbli­ża się wasze Odkupienie” (Łk 21,28), to będzie dla was okazja, by dać świadectwo. Wojna zagraża mojemu życiu, mojej ziemi, ale jest szansą, by Odkupienie ogarnęło moje życie, szansą, by dawać świadectwo. Modlimy się, abyśmy mogli dać świadectwo, byśmy zachowali się „jak trzeba”, jak chrześcijanie.

Pierwszego maja odbywa się ogólnoukraińska pielgrzymka męż­czyzn do sanktuarium św. Józefa w Gniewaniu. Zrozumiałe, że tego roku jest nieliczna, ale modlimy się długo. Jest Ewangelia o uwielbieniu Boga śmiercią (por. J 21,1–19). Jaką śmiercią ja uwiel­bię Boga? Jakże ważne to pytanie. Czy otworzę się na Miłość, którą przeniknięty jest wszechświat i na której wszystko się opiera? Czy wpiszę się w naturę istnienia, która oparta jest na Miłości? Życie na ziemi stało się możliwe dzięki powstaniu i rozpadowi wielkich gwiazd, ich „śmierć” dała nam wiele pierwiastków koniecznych do życia. Muszą się rozpaść, „umrzeć”, by powstała energia konieczna do życia. Ziarno pszeniczne musi umrzeć, by był chleb – miłość. Czy będę księdzem, mężem, ojcem dającym swoje życie, umiera­jącym dla rodziny, wiernych, ojczyzny, czy też zostawię wspólno­tę, rodzinę, żonę, dzieci, by budować swoje ego? Można uwielbiać złego ducha, zostawiając rodzinę, umierając duchowo dla swoich dzieci, i można uwielbiać Boga śmiercią, poświęcając swoje życie. Nawet umierając fizycznie, dla swoich dzieci i rodziny można żyć i być przykładem. Mamy szansę w czasie wojny powrócić do tego, co najważniejsze.

Czy ta wojna jest dla Ukrainy karą czy łaską? Wojna jest straszna, naprawdę straszna, ale mamy wielką nadzieję, że Ukraina wyjdzie z niej lepsza. Będzie to Ukraina, która uwierzyła, że może być ina­czej, że może zwyciężać. Było w Ukrainie popularne stwierdzenie: „Chcieliśmy jak najlepiej, ale wyszło jak zawsze”. Przebijały z niego smutek i brak nadziei. Już stał się cud, tak wiele męstwa, poświę­cenia, jedności, wzajemnego wsparcia, modlitwy, tyle zwycięstw… Z pewnością to dzieje się dzięki łasce Bożej, modlitwie i ofiarowa­nemu przez wielu cierpieniu.

A Rosja, wielka Rosja ze swoją wysoką kulturą, pisarzami, inte­lektualistami? Widzimy, że to nie ratuje od pychy, od zaślepienia, robienia najgorszych rzeczy, podobnie jak wielkich Niemiec z ich wielkimi możliwościami, filozofią, pisarzami, kompozytorami, ar­tystami nie uratowało od czynienia rzeczy strasznych. To prawda o każdym z nas, o każdym narodzie. Jeśli tylko owładnie mną py­cha-ego i poddam się kuszeniu, to doprowadzę i siebie, i innych do ruiny. Jesteśmy naprawdę grzesznikami. Widzimy bardzo wy­raźnie, jak wielkimi grzesznikami możemy być. Koniecznie po­trzebujemy Zbawiciela.

Święty Jan Paweł II pisał, że podstawowy błąd komunizmu to błąd antropologiczny – fałszywe rozumienie człowieka. Istotą tego błę­du było odrzucenie prawdy o grzechu pierworodnym, o ciemnej stronie w każdej istocie ludzkiej. Zakładano, że człowiek rodzi się w istocie dobry i potrzebuje jedynie odpowiedniego programu, właściwej ideologii, a wszystko będzie dobrze. To wielka pomyłka, bo człowiek potrzebuje Zbawiciela. Jeśli Europa tego nie zrozumie, czeka ją straszny los, choć ten los będzie częścią historii zbawienia, będzie poszukiwaniem człowieka przez Boga, aby człowiek został uratowany, zbawiony i nie poszedł do piekła.

Podsumowaniem tych refleksji niech będzie chyba najkrótszy komentarz do Apokalipsy. To księga pocieszenia, która odsłania to, co najważniejsze dzieje się w historii, najważniejsze zmaganie i najważniejsze zwycięstwo. Ten krótki komentarz do niej brzmi: „Wydaje się, że jest źle, a jest dobrze”.

Bp Radosław Zmitrowicz (ur. 1962), należy do Zgromadzenia Misjona­rzy Oblatów Maryi Niepokalanej, od 2013 roku biskup pomocniczy diecezji kamienieckiej na Ukrainie.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| WOJNA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama