Rygoryzm kontra świętość

Tygodnik Powszechny 21/2011 Tygodnik Powszechny 21/2011

Beatyfikacja Jana Pawła II nie jest beatyfikacją jego pontyfikatu. Z pewnością pewne decyzje mogą być różnie oceniane.

 

Ks. Adam Boniecki: Nie wszyscy są zachwyceni beatyfikacją Jana Pawła II. W 2009 r. znany eks-benedyktyn Giovanni Franzoni opublikował list, wcześniej wysłany do Trybunału Wikariatu Rzymskiego. Starał się wykazać, że najlepszym uhonorowaniem prawdy o Karolu Wojtyle byłoby pozostawienie go osądowi historii. Zabiegi o jego beatyfikację uznał za mało ewangeliczne. Bodaj najczęściej powtarzanym i przemawiającym do wyobraźni zarzutem jest ten, że Jan Paweł II nie reagował na przestępstwa pedofilii księży. Ze szczególną też lubością przytacza się przypadek założyciela zgromadzenia Legionistów Chrystusa ks. Marciala Maciela Degollado, którego Papież miał rzekomo chronić przed kościelnym wymiarem sprawiedliwości.

Ks. Sławomir Oder: Było całkiem przeciwnie. Ojciec Święty natychmiast reagował. To Jan Paweł II dziesięć lat temu wezwał biskupów Stanów Zjednoczonych do Watykanu i dał im wytyczne, które obowiązują do dziś. To z inicjatywy Jana Pawła II w roku 2001 zostały opracowane normy prawa karnego dotyczące tych właśnie przypadków (delicta graviora). Za jego pontyfikatu rozpoczęto dochodzenie w sprawach, które były sygnalizowane, m.in. właśnie dochodzenie w sprawie ks. Maciela Degollado. Ta sprawa była prowadzona za życia Ojca Świętego, i to bardzo rzetelnie.

Nietrudno o opinię, że ks. Maciel Degollado był faworytem Jana Pawła II, że towarzyszył Papieżowi w podróży do Meksyku itp. Papież składał mu życzenia z okazji 50-lecia i 60-lecia kapłaństwa.

Ale skądże, nie był żadnym faworytem! Niektóre z przytaczanych faktów, jak życzenia na jubileusze, to gesty rutynowe, dokumenty przygotowywane przez Sekretariat Stanu i podpisywane przez papieża. Z całą pewnością Ojciec Święty podziwiał jego dzieło. A Legion jest dziełem niekwestionowanym. Ale też z całą pewnością nie było żadnego faworyzowania Maciela. Zresztą nie był to bynajmniej dobry znajomy Ojca Świętego, a już na pewno nie jego przyjaciel...

Ale czy informacje o problemach z Macielem nie docierały do Stolicy Apostolskiej? Do Papieża? Nie mówię tylko o tych dwóch sprawach, ale w ogóle. Czy lokalne episkopaty nie sygnalizowały tej sytuacji?

Cóż mogę na ten temat powiedzieć? System przekazywania informacji, który wtedy funkcjonował...

...pozostawiał wiele do życzenia?

Proszę sobie wyobrazić: mamy nowego papieża i tutaj, we Włoszech, wybucha afera, bardzo brzydka afera, która – trzeba zaznaczyć – nie wiadomo, jakie znalazła rozwiązanie. Chodzi o redaktora naczelnego dziennika Konferencji Episkopatu Włoch „Avvenire”, Dina Boffo. Media zrobiły z tym człowiekiem to, co chciały. Był tu zamieszany Watykan. I przy tej okazji się okazało, że przygotowywany dla Papieża przegląd prasy nie zawierał żadnego artykułu dotyczącego tej kwestii.

Wracając do procesu beatyfikacyjnego i o. Maciela: jego sprawa była najpierw przedmiotem badań Komisji Historycznej. Komisja przedstawiła problemy, które następnie zostały całkowicie wyjaśnione. Zwróciliśmy się do Kongregacji Nauki Wiary i ona przeprowadziła kwerendę w swoim archiwum. Odpowiedź była jednoznaczna: nie ma żadnego śladu, wskazującego na zaangażowanie w tę sprawę Ojca Świętego Jana Pawła II. To zostało całkowicie wykluczone. Papież nic nie wiedział o podwójnej osobowości założyciela Legionistów.

Mam ze sobą książkę „Wojtyla segreto”, którą Giacomo Galeazzi i Ferrucio Pinotti opublikowali tuż przed beatyfikacją. Na jej kartach prowadzą własne dochodzenie, niejako przeciw ustaleniom procesu. Znalazłem w książce szereg nieścisłości, ale niektóre sprawy są, albo udają, że są, dość dobrze udokumentowane. Wiele miejsca poświęcili sprawie dużych pieniędzy, które rzekomo na życzenie Jana Pawła II Watykan przekazywał Solidarności. W publikacji jest to tak przedstawione, jakby krach Banco Ambrosiano był tego wynikiem. Papież zaś – owładnięty wizją obalenia komunizmu przy pomocy Solidarności – żądał od „banku watykańskiego”, a konkretnie od abp. Paula Marcinkusa, pieniędzy dla polskiego syndykatu, nie bacząc, co to są za pieniądze i skąd pochodzą. A pochodziły z okropnych źródeł; te opisy są doprawdy sensacyjne.

Miałem okazję zapoznać się z oświadczeniami ludzi znających sprawę od podszewki. I ci ludzie całkowicie wykluczyli elementy sensacyjne, które podnosiła prasa.

O ile mi wiadomo, nie ma żadnego dowodu na to, że Watykan finansowo wspierał Solidarność. W książce jest mnóstwo nazwisk, zeznań, informacji. Są także dokumenty. Zamieszczono np. fotokopię listu prezesa banku Roberta Calviego do Papieża, w którym, na krótko przed tragiczną, a do dziś niewyjaśnioną śmiercią rozpaczliwie prosi Jana Pawła II o spotkanie i ostrzega przed wrogami działającymi w otoczeniu Papieża.

Nic na ten temat nie wiem. A jeśli chodzi o fotokopie: przypomina mi się historia książki pewnego włoskiego autora, który zamieszcza fotokopie dokumentów, z których miało wynikać, że młody kapłan Wojtyła brał udział w zamordowaniu gestapowca. Zrobiliśmy podwójną kwerendę: prosiłem nuncjusza w Berlinie o zbadanie sprawy. Opis w książce okazał się wyssaną z palca kompletną bzdurą, niemającą nic wspólnego z rzeczywistością. W archiwach gestapo ani razu nie pojawia się nazwisko Wojtyły.

Inny wątek to zażyła przyjaźń Jana Pawła II z biskupem Pavlem Hnilicą prezentowana jako oskarżenie. Hnilica był postacią, przynajmniej w sprawach finansowych, dość dwuznaczną. On sam lubił się chwalić przyjaźnią z Papieżem. Czytelnik odnosi wrażenie, że wszystko, co robił bp Hnilica – chodziło m.in. o pieniądze na Solidarność – robił za aprobatą Jana Pawła II.

Hnilica się pojawiał w Watykanie w początkowym okresie pontyfikatu, ale nie można go nazwać bliskim przyjacielem Papieża.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama