Czy państwo może zbankrutować?

Cywilizacja 36/2011 Cywilizacja 36/2011

Antropomorfizacja instytucji państwa przyczyniła się do wprowadzenia do dyskusji na temat jego ewentualnego bankructwa wielu błędnych kategorii. Przydawanie tej organizacji mnóstwa cech zarezerwowanych wyłącznie dla konkretnych jednostek, stanowi kategoryczny błąd, który prowadzi do mylnych wniosków na temat źródeł obecnego kryzysu finansów publicznych dotykającego niemalże wszystkie państwa Europy i świata.

 

Kluczowa dla zrozumienia zjawiska bankructwa państw jest refleksja nad samym bankructwem. Pierwotnie odnosiło się ono do jednostek, które nie były w stanie spłacić swoich wierzycieli. Ponieważ w starożytności i w średniowieczu wierzono w nienaruszalność zawartego kontraktu, jednostki pozbawione możliwości spłacenia długu w formie pieniężnej dobrowolnie oddawały się w niewolę tych, którzy wcześniej pożyczyli im pieniądze. Chociaż takie rozwiązanie może się z dzisiejszego punktu widzenia wydawać dość brutalne i nieodpowiednie, stanowiło ono prawdziwe zadośćuczynienie wobec dokonanego czynu (niespłacenie długu należy uznać za kradzież). Przymusowy pracownik – dłużnik nie był jednak niewolnikiem bezwolnie akceptującym wolę swojego pana, ale pracował tak długo, aż uregulował swoje długi. Formę pracy i wysokość rekompensaty za niewykonaną usługę/niespłacenie należności normował rozbudowany system gwarancji wykonania kontraktu[1], w świetle którego każde zaciągnięte zobowiązanie musiało być bezwzględnie wypełnione. Świadczy to, że w pierwotnym dla Zachodu znaczeniu bankrutem był ktoś, kto z racji trudności finansowych nie był w stanie uregulować zaciągniętych zobowiązań i zmuszony był do pracy na rzecz osób, które zawiódł. Gdyby tego nie uczynił, byłby zwyczajnym złodziejem.

Nowoczesną koncepcję „bankructwa” należy uznać za względnie nowy wynalazek. Mniej więcej w XIX w. pojawiła się prawna kategoria ogłoszenia niewypłacalności, która ma rzekomo pomóc bankrutom wyjść na prostą. W przeciwieństwie do uprzednio obowiązującej koncepcji bezwarunkowego obowiązku spłaty dłużników, narzucone przez państwo ustawodawstwo pozwala ludziom ograniczyć swoją odpowiedzialność za niespłacone zobowiązania i bardzo szybko rozpocząć nową działalność. Zamiast pracy na rzecz pozbawionych swego mienia wierzycieli aż do całkowitego uregulowania długu wraz z odsetkami, bankrut może co najwyżej pójść do więzienia. Co gorsza, jego pobyt w więzieniu opłaca ostatecznie sam poszkodowany.

Kolejną cechą charakterystyczną dla pierwotnej koncepcji niewypłacalności było otoczenie osoby niespłacającej należności całkowicie uzasadnionym brakiem zaufania. Choć każdemu może się przydarzyć nieszczęście, zaciągnięcie wielkiego długu budzi przecież zawsze obawy co do tego, czy dana osoba nie popadnie po raz kolejny w tarapaty. Bankrut otrzymywał w ten sposób bodziec zwrotny od swego otoczenia, które pokazywało mu, jak ważną rzeczą jest cudze prawo własności. Zaciągnięcie się w niewolę u swego wierzyciela miało także wymiar rehabilitacyjny oraz pozwalało wielu osobom stopniowo odzyskać finansową płynność.

W przeciwieństwie do jednostek, państwo jest organizacją, która mimo zaciąganych nieustannie długów nigdy nie będzie zmuszona do ich odpracowania. W swej istocie oparte jest ono na mechanizmie przywłaszczania sobie cudzej własności i nieoddawania jej w żadnym terminie. Chociaż istnieją mechanizmy redystrybucji zabranych uprzednio dóbr, ich celem nie jest bynajmniej rekompensata wierzycielom (podatnikom) połączona ze skruchą właściwą niewypłacalnej osobie, lecz wytworzenie mylnego wrażenia, że tak naprawdę nie doszło do pozaprawnego przywłaszczenia cudzego mienia[2].

W świetle prawa naturalnego, każda osoba może się stać właścicielem danej rzeczy na jeden z trzech sposobów:

– poprzez pozyskanie dóbr dostępne w naturze na zasadzie pierwotnego przywłaszczenia;

– otrzymanie prezentu od innych osób;

– dokonanie dobrowolnej wymiany.

Podział ten należy uznać za ostateczny i wyczerpujący wszelkie sprawiedliwe sposoby pozyskiwania własności. H.-H. Hoppe streszcza analizę dokonaną przez M. N. Rothbarda w następujący sposób: „[…] w Etyce wolności Rothbard daje następującą odpowiedź na pytanie o to, do czego jestem uprawniony, działając tu i teraz: każda osoba posiada swoje fizyczne ciało, a także wszystkie dobra naturalne, których zaczyna używać z pomocą swego ciała, zanim zrobi to ktokolwiek inny; posiadanie to implikuje prawo osoby do używania tych zasobów tak długo, jak uzna to za stosowne, nie zmieniając przy tym fizycznej integralności własności innej osoby ani nie ograniczając kontroli osoby nad jej własnością bez jej zgody. W szczególności, gdy dobro zostało po raz pierwszy zawłaszczone lub zagospodarowane przez «zmieszanie z nim czyjejś pracy» (wyrażenie Locke’a), wtedy w jego posiadanie można wejść jedynie poprzez dobrowolne (w postaci umowy) przeniesienie tytułu jego własności z poprzedniego na nowego właściciela. Prawa te są absolutne. Każde ich naruszenie jest przedmiotem prawnego oskarżenia przez ofiarę tego naruszenia lub jej przedstawiciela i jest zaskarżalne zgodnie z zasadami ścisłej odpowiedzialności i proporcjonalności kary. […] Rothbard zaproponował swój ostateczny dowód na to, że zasady te są sprawiedliwe: gdyby osoba A nie była właścicielem swego fizycznego ciała i wszystkich dóbr przez siebie pierwotnie zawłaszczonych, wyprodukowanych lub dobrowolnie nabytych, istniałyby tylko dwie możliwości. Albo inna osoba B musi być uważana za właściciela osoby A i rzeczy przez nią zawłaszczonych, wyprodukowanych lub dobrowolnie nabytych lub obie osoby A i B muszą być uznane za równych współwłaścicieli obu ciał i dóbr. W pierwszym przypadku osoba A byłaby niewolnikiem osoby B i przedmiotem eksploatacji. Osoba B posiadałaby osobę A i rzeczy przez nią pierwotnie zawłaszczone, wyprodukowane lub nabyte, ale A nie posiadałaby B i dóbr przez nią zagospodarowanych, wyprodukowanych lub nabytych. Na tej zasadzie stworzone zostałyby dwie klasy ludzi: eksploatatorów (B) i eksploatowanych (A), do których odnosiłyby się różne «prawa». Stąd zasada ta nie przechodzi «testu uniwersalizacji» i jest od początku zdyskwalifikowana nawet jako potencjalna ludzka etyka, ponieważ aby zasada mogła być «prawem» (sprawiedliwym), niezbędne jest, aby była uniwersalnie – równo – obowiązująca dla każdego. W drugim przypadku uniwersalnego współposiadania wymóg równych praw dla wszystkich jest oczywiście spełniony. Jednak alternatywa ta wykazuje inną fatalną wadę, gdyż każda czynność osoby wymaga zastosowania rzadkich dóbr (co najmniej jej ciała i przestrzeni przez nie zajmowanej). Jeśli wszystkie dobra są wspólną własnością każdego, to nikt nigdy i w żadnym miejscu nie mógłby uczynić czegokolwiek bez wcześniejszej zgody wszystkich współwłaścicieli. Na dodatek jak ktoś może dać takie pozwolenie, jeśli nie jest nawet jedynym właścicielem swego ciała (i strun głosowych)? Jeśli mielibyśmy podążyć za zasadą kolektywnej własności, ludzkość natychmiast wymarłaby. Czymkolwiek by ona była, również nie może być etyką dla gatunku ludzkiego”[3].

 


[1] Więcej na ten temat w: B. L. Benson, Restitution in Theory and Practice, w: „The Journal of Libertarian Studies” Vol. 12 (1996) No. 1, s. 75–97 oraz M. N. Rothbard, Etyka wolności, przekł. J. Woziński, J. M. Fijor, Warszawa 2010, s. 241–245.

[2]  Kolejnym, być może nawet ważniejszym skutkiem redystrybucji jest wytworzenie w społeczeństwie poczucia wzajemnego wywłaszczania, co rzekomo uniemożliwia wyznaczenie odpowiedzialności, a w sytuacji zwrotu zawłaszczonego przez państwo mienia – poczucia, że to wierzyciel dokonuje zawłaszczenia „mienia wspólnego”.

[3] Tamże, s. 16–17.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama