Pracuj i módl się, żeby ci wyszło

Przegląd Powszechny Przegląd Powszechny
6/2011

Rozpad instytucji małżeństwa jest bezpośrednim skutkiem wzrostu zamożności społeczeństwa oraz zbyt dużej roli państwa opiekuńczego. Ludzie mogą przetrwać poza małżeństwem, a rodzic staje się niepotrzebny. O miłości, małżeństwie i rozwodach z profesorem Bogdanem Wojciszkem rozmawia Marta Szymczyk

 

– Kobiety wraz z wiekiem tracą swoją kobiecość.

–  Niestety tak jest. Wielu mężczyzn znacznie lepiej się starzeje niż kobiety. Proszę spojrzeć na Seana Connery’ego – przecież on w wieku lat sześćdziesięciu wyglądał lepiej niż w wieku lat czterdziestu. Niestety prawie nie ma kobiet, o których dałoby się powiedzieć to samo. Wraz z wiekiem wartość matrymonialna kobiety spada, a mężczyzny rośnie.

U nas tego jeszcze tak nie widać, ponieważ w większości przypadków do rozwodu dochodzi dlatego, że kobieta chce się uwolnić od męża alkoholika.

– Sytuacja jest nieco paradoksalna. Statystyki pokazują, że większość pozwów o rozwód jest składana przez kobiety. Dzieje się tak, mimo że wraz z wiekiem mają one coraz mniejszą szansę na powtórne małżeństwo czy po prostu związek, gdyż ich atrakcyjność matrymonialna spada.  Może kobiety w mniejszym stopniu tolerują niesatysfakcjonujący je związek niż mężczyźni?

– W pewnym wieku, powiedzmy po czterdziestce, większość kobiet nie liczy już na inny związek, tylko na święty spokój i uwolnienie się od uciążliwego partnera. Z wyjątkiem alkoholików i tych, którzy są na samym dole, mężczyźni liczą na powtórne małżeństwo. Wymiana modelu w wieku czterdziestu – pięćdziesięciu lat na nowszy jest świadectwem sukcesu życiowego mężczyzny.

Wydaje się, że kobiety i mężczyźni rozwodzą się z innych powodów. Jeśli mężczyzna jest bardzo uciążliwy, pije, nie łoży na rodzinę, to według kobiet, lepiej po prostu zrezygnować z takiego związku, niż w nim trwać. Kobiety są też bardziej zniewolone przez tradycję, przez narzuconą im rolę społeczną. Mąż przychodzi z pracy i odpoczywa, ona przychodzi z pracy i jeszcze pracuje cztery godziny w domu. W miarę trwania takiego związku uciążliwość tego jest na tyle duża, że kobiety mówią sobie: „dosyć tego”.

Niestety ta odrobina braku realizmu, która zawsze nam towarzyszy na początku związku (gdybyśmy byli zupełnie realistyczni, w ogóle byśmy się nie wiązali) w końcu przegrywa z życiem i z twardą rzeczywistością. Wtedy często podejmowana jest decyzja o rozwodzie.

– Parafrazując modlitwę Kurta Vonneguta, można chyba powiedzieć, że aby zbudować szczęśliwy związek, potrzeba nam sił, abyśmy zmienili w naszym związku z bliskim człowiekiem to, co zmienić można, cierpliwości, abyśmy potrafili wytrzymać to, czego zmienić nie możnai mądrości, abyśmy potrafili odróżnić jedno od drugiego.

– Tak też myślę. To dotyczy nie tylko związków, ale chyba na tym polu najbardziej to widać. Pewnych rzeczy nie da się zmienić w ludziach – to jest oczywiste. Niektóre badania pokazują nawet, że już po trzydziestce cechy człowieka zasadniczo się nie zmieniają, człowiek jest już ukształtowany. W obliczu tego mamy dwie strategie – albo uniknąć danej sytuacji i uciec, albo pokochać taki stan rzeczy. Jest to postulat „bądź mądry i rozróżniaj”. Problem polega tylko na tym, że człowiek jest mądry wtedy, kiedy mleko już się rozlało. Jednak większość par trwa w związkach i sobie radzi, więc nie jest tak strasznie.

– Na ile w takim razie możemy wpływać na sukces naszego związku, skoro pewnych rzeczy, jak na przykład cech, zmienić już nie możemy?

– Generalnie wpływ naszych cech na nasze szczęście jest bardzo niewielki, w przeciwieństwie do tego, co robimy. Cechy maja bardzo słaby związek z zachowaniem. Czyli jeśli ktoś jest introwertykiem, to i tak może iść na przyjęcie i się zabawić.

Jednym słowem, to, co wpływa na kondycję naszego związku, to to, co robimy, a nie to, jacy jesteśmy.

– Czy możemy w takim razie przewidzieć z kim nam się ułoży, a z kim nie?

– Nie możemy tego stwierdzić na podstawie cech, natomiast możemy na podstawie zachowań. W tym kontekście warto pamiętać o dość smutnej zależności – zło jest silniejsze od dobra. Innymi słowy, efekt dowolnego aktu złego jest nieporównywalnie silniejszy niż efekt aktu dobrego. Właściwie wszystkie pary, które się rozstają, są święcie przekonane, że partner przyniósł im o wiele więcej złego niż dobrego, chociaż, gdybyśmy codziennie zliczali dobre i złe uczynki, to okazałoby się, że jest dokładanie odwrotnie. W związkach nie pamiętamy tego, co dobre, a pamiętamy to, co złe. Największa mądrość polega na uświadomieniu sobie tego właśnie. Jest to mechanizm nadreakcji na zło. Kiedyś było to zupełnie uzasadnione – czyhały na nas takie niebezpieczeństwa, że jeśli człowiek szybko by na nie nie zareagował, toby nie przeżył. Dzisiaj nie ma już takich niebezpieczeństw, natomiast sama skłonność nam pozostała.

– Jaki wpływ ma małżeństwo na nasze subiektywne poczucie szczęścia?

– Przeprowadzono jakiś czas temu badania na kilkunastu tysiącach Niemców dotyczące zmiany satysfakcji życiowej pod wpływem małżeństwa i wdowieństwa. Okazuje się, że na początku małżeństwa satysfakcja ta odrobinę wzrasta. Po roku jednak przyrost ten całkowicie zanika. Natomiast po owdowieniu satysfakcja z życia ogromnie spada – około dwudziestu razy – i już nigdy nie wraca do poprzedniego stanu. Krótko mówiąc – jeśli masz już partnera, to dbaj o niego przynajmniej na tyle, żeby ci nie umarł, bo w przeciwnym wypadku nie odzyskasz szczęścia (śmiech).

– Chciałabym na koniec zadać panu profesorowi może trochę naiwne, ale za to bardzo ważne pytanie: Czy jest jakaś recepta na udany związek?

– Najogólniejsza rada, jakiej mogę udzielić, to jest ora et labora. Pracuj nad swoim związkiem i módl się, żeby ci wyszło.


 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama