Dzieci mediów

Cywilizacja 39/2012

Niewielu zauważyło, że w domach rodzinnych zabrakło książek na półkach. Dzieci nie siadają już wokół babci czy mamy, która z książką w ręce wprowadzała je w świat niezwykłej wyobraźni, o czym świadczyły wypieki na twarzach. Domy bez książek są puste i ubogie, bo zabrakło w nich „zaprzyjaźnionych” baśni, legend i opowiadań. Sprzymierzeńca w wychowaniu dzieci rodzice poszukują bardziej w telewizji i internecie, który oświetla mdłym światłem ekranu dziecięce twarze, niekiedy przez wiele godzin dziennie . Lektura wymaga ciszy, skupienia myśli, refleksji, a zabiegana codzienność na to nie pozwala – co innego telewizja czy komputer, który wpisał się w krzyk codziennego życia, sam stając się jedną z krzyczących jego tub. Ale czy warto było...?

 

Dziecko przed ekranem

W latach 70. XX w., a więc w stosunkowo niedługim czasie po upowszechnieniu się telewizji w Polsce, statystyczny Polak powyżej 16 roku życia, posiadający w domu telewizor, spędzał przed ekranem w okresie jesienno-zimowym (tj. szczególnie reprezentatywnym dla tego typu badań): w dni powszednie przeciętnie 1 godz. 57 min., w niedzielę i święta przeciętnie 4 godz. 16 min. (badania z 1974 r.). Oglądanie telewizji stawało się najbardziej rozpowszechnionym sposobem spędzania wolnego czasu. Z 15 zaproponowanych badanym wówczas różnych sposobów spędzenia wolnego czasu, wśród sześciu najczęściej wybieranych znalazły się: oglądanie telewizji, zajęcia związane z dzieckiem i domem, czytelnictwo prasy, słuchanie radia, pogawędki z rodziną i znajomymi oraz czytelnictwo książek[1]. W r. 1991 dla 80% badanych Polaków telewizja stanowiła jedyną rozrywkę i jedyne źródło informacji o świecie. Odbiorniki telewizyjne posiadało 99% Polaków, a programy w kolorze oglądało 77% ludności. Bardzo też szybko nastąpiła monopolizacja kreatora kultury: 30% Polaków nie czytało żadnych książek, a na wsi regularnie prasę czytało jedynie 5% ludności. 70% Polaków, posiadających wykształcenie podstawowe lub średnie, nie rozumiało 70% słów języka polskiego[2]. Współcześnie młode pokolenie coraz częściej prowadzi własne, odrębne „życie elektroniczne”, korzystając z telewizora ustawionego we własnym pokoju. Czytanie, spotkania towarzyskie, muzykowanie, rozmowy oznaczają dla nich prawie obce pojęcia[3].

Z badań OBOP (styczeń 1999), przeprowadzonych wśród młodych Polaków, wynikało, że 61% ankietowanych uważało, że o zachowaniu i obyczajach młodzieży decyduje przede wszystkim telewizja, 55% przypisywało tę rolę rówieśnikom, 37% filmom video, 31% tygodnikom dla nastolatków. Tylko 44% respondentów uważało za wychowawcę rodzinę, 27% sądziło, że na wychowanie dzieci ma wpływ szkoła, a jedynie 14% uznawało, że takie oddziaływanie posiada Kościół[4].

Badania amerykańskie potwierdzają, że dzieci spędzają z mediami (telewizja, komputery, filmy, gry, wideo, muzyka) średnio 6,5 godz. dziennie. Przez 26% tego czasu korzystają naraz z więcej niż jednego urządzenia – 8,5 godz. obcowania z mediami zostaje „ściśnięte” do 6,5 godz. Telewizję oglądają średnio przez 4,5 godz., zaś czytają średnio 45 min. (w tym podręczniki szkolne). Dzieci, które mają telewizor we własnym pokoju, oglądają telewizję średnio 1,5 godz. dłużej niż dzieci, które nie mają telewizora w pokoju[5].

W dużej mierze przekazanie wychowania telewizji jest dziełem samych rodziców, w znacznej większości również uzależnionych od niej. Na pytanie: „Co robisz razem z rodzicami?”, 95% dzieci odpowiada bez wahania: „Oglądam telewizję”. Z sondaży sopockiej Pracowni Badań Społecznych wynika, że w 60% polskich rodzin telewizora nie wyłącza się nawet podczas wspólnych posiłków. Dla 75% dzieci w wieku przedszkolnym oglądanie telewizji jest jedynym zajęciem kulturotwórczym[6].

Badania przeprowadzone w innych krajach przynoszą podobne wyniki. Amerykańskie dziecko, według badań N. Postmanna, amerykańskiego socjologa, posiada pierwsze doświadczenia z medium telewizyjnym już w wieku 18 miesięcy. Do 20 roku życia przeciętny Amerykanin ogląda w sumie około 1 mln reklam, czyli 1 tys. na tydzień. Nadmierna konsumpcja telewizji ma odpowiednio duży wpływ na myślenie i postępowanie poszczególnych jednostek. Telewizja, ze swoją ambicją informowania, pouczania, wychowywania i wpływania na młodych ludzi, zakwestionowała tradycyjne środki przekazu wiedzy i obyczajów. Stała się tym samym konkurentem dla klasycznego systemu wychowania i nawet zmierza do jego zastąpienia[7].

W następstwie nieprawidłowego odbioru telewizji i z powodu jej wielorakiego wpływu może u odbiorcy zostać ukształtowana postawa konsumizmu medialnego. Jest ona podobna do postawy uzależnienia od telewizji i często jest też etapem wstępnym do niej. Polega na konsumpcyjnym traktowaniu przez człowieka wartości niematerialnych. Nie podlegają one ocenie moralnej, lecz – jak każdy towar – konsumpcyjnej[8].

I tak np. pokazywanie okrucieństw, przemocy i zbrodni okazało się dobrym wyborem producentów. Tematyka ta spotkała się z pozytywnym przyjęciem i zainteresowaniem widzów. Dlatego gwałtownie wzrastała w filmach ilość scen przemocy i gwałtu. W Stanach Zjednoczonych tygodniowo pokazuje się w telewizji 500 morderstw, co oznacza wzrost tego typu scen o ponad 90% w ciągu 20 lat – pomiędzy 1952 a 1972 r. Odpowiedzialni za ten stan rzeczy uzasadniają go zawsze prosto wskazując na zainteresowania odbiorców. Nie przewiduje się żadnych skutków tego typu obrazów, a występują one bardzo szybko i są coraz bardziej niebezpieczne[9]. Amerykańskie dziecko przed osiągnięciem wieku szkolnego spędza przed telewizorem średnio 5 tys. godzin, będąc w tym czasie świadkiem przeszło 8 tys. morderstw. Oszacowano, że dziecko ma okazję zobaczenia przed 15 rokiem życia od 13 do 32 tys. morderstw. To nie pociąga za sobą bólu ani wyrzutów sumienia, śmierć uważana jest za atrakcję, nie traktuje się jej jako ostateczności, bo zabici bohaterowie ożywają w tym i w kolejnych filmach, według uznania scenarzystów i reżyserów. Śmierć straciła swą grozę, stała się łatwa, relatywa, odwracalna, bezbolesna, widowiskowa[10]. Amerykańskie stacje telewizyjne (kablowe, naziemne, satelitarne) emitują rocznie 400 mld scen przemocy i gwałtów. Stężoną dawkę „teletoksyn” oferują widzom niespotykane wcześniej gatunki filmowe, jak: splattery, slashery, horrory, thrillery, snufy, porno, reality shows itd. Jak zauważyli członkowie Francuskiej Najwyższej Rady Audiowizualnej, w filmach amerykańskich przemoc z zasady nie jest sankcjonowana, przestępcy nie trafiają do więzień, a agresja przez nich stosowana znajduje swe racjonalne uzasadnienie, gdyż posługują się nią tzw. bohaterowie pozytywni. Analizy wykazują, że jedynie w 15,5% przypadków zabójcy filmowi przeżywali poczucie winy, a w pozostałych byli raczej zadowoleni ze swych czynów lub nie demonstrowali żadnych uczuć[11]. Ponad 3 tys. badań prowadzonych w czasie ostatnich 30 lat w Stanach Zjednoczonych udowodniło, że brutalne programy cieszą się popularnością i wywierają znaczący wpływ na umysły odbiorców, którzy postrzegają świat jako miejsce niebezpieczne, gdzie jedynym sposobem przeżycia jest atakowanie innych[12].

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

TAGI| DZIECI, MEDIA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • cau_kownik
    27.10.2012 08:21
    Ogromny blok tekstu, na szczęście już po pierwszych paragrafach można zauważyć tendencję - luźne dobieranie wyrywanych z kontekstu faktów dla przedstawienia mało oryginalnej tezy.

    Zestawianie PRL-owskiej TVP z badaniami nad konsumentami Amerykańskiego przemysłu medialnego, dorzucając badania rynku Francuskiego? I co to ma wykazać?

    Lepiej pokażmy jak żałośnie wygląda alternatywa - książki są znacznie droższe (w porównaniu do pensji) niż za "starych dobrych czasów" autora tekstu.

    Rodzice co roku muszą kupować coraz bogatszy komplet podręczników (ćwiczeń, książek do pracy, do zadań, do czegoś jeszcze), w przeciwieństwie do "starych dobrych", kiedy kupowano komplet na parę lat, a często w antykwariacie. Książki do droga zabawa.

    Kto nie chodzi do bibliotek, bo ma szczęście być synusiem/córusią bogatej mamusi i tatusia, to może nie wiedzieć, że zawartość przeciętnej biblioteki miejskiej/wiejskiej niewiele różni się poziomem od zawartości programu telewizyjnego. Czytać "gnioty", czy oglądać "szmiry", żadna różnica.

    Prasy sam nie kupuję absolutnie żadnej - odkąd do malowania kupuję folię malarską, zniknęła ostatnia funkcjonalność tego medium.
  • JAWA25
    21.02.2017 21:59
    Różne są książki jak różne programy TV. Artykuł mutatis mutandis przypomina listy "łańcuszki" : "tacy byliśmy" wspominające "dawne dobre czasy" PRL (odradzam rozsyłanie, pomijając niemerytoryczność łańcuszek jest pełen wulgaryzmów, ale przy wykazaniu cierpliwości można się pośmiać vide http://atrapa.net/chains/tacybylismy.htm )
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...