Miejsce na kryzys

Czy znalazłbym dla siebie w Polsce miejsce, gdzie można się wyciszyć, poukładać, miejsce pomocy dla księży w przejściowych okresach życia – na zakrętach, w kryzysie wieku średniego, w obliczu decyzji zmieniających dotychczasowe zaangażowania? W drodze, 11/2007




W przypadku choroby alkoholowej początkiem może być konflikt. Na przykład w przeżywaniu celibatu, seksualności. Młody ksiądz jest przecież mężczyzną, jeżeli nie znalazł pomocy w poukładaniu własnej seksualności, może mieć problemy. Anonimowi Alkoholicy mówią, że każdy alkoholik ma seks do remontu. Są ludzie, którzy z podobnych konfliktów wychodzą bez alkoholu, innych uzależniających podpórek, ale są tacy, których to zaczyna wciągać i choroba się rozwija, bo jest sposobem radzenia sobie. Nie ma jednego powodu nadużywania alkoholu. Amerykanie mówią, że osiemdziesiąt procent ludzi pije bezkarnie, a dwadzieścia procent będzie się powoli uzależniało, i te dwadzieścia procent jest wśród lekarzy, księży, wśród rolników, kobiet i mężczyzn. Z tego dziesięć procent potrzebuje natychmiastowej pomocy. W tej złożoności przyczyn elementy przyspieszające chorobę nazywamy wyzwalaczami, wywoływaczami. Znam jednak coraz więcej młodych księży, którzy nie mają specjalnych wyzwalaczy, a tylko lubią surfować po Internecie, gdy z boku stoi szklaneczka dobrego piwa. Potem się z tego robią dwa piwka, bo siedzi do pierwszej w nocy, potem trzy i już nie umie otworzyć komputera bez piwka. Jeżeli do tego dodać kryzysy, z którymi normalnie by sobie poradził, gdyby nie to przyzwyczajenie, jest wciągnięty.

TG: Z jednej strony są jakieś reguły, z drugiej jest pewnie tyle alkoholizmów, ilu alkoholików, czyli nie ma reguł. W tym kontekście wróciłbym do pytania: czego księżom trzeba. Nie dziwi was najbardziej, że księżom czegoś w ogóle potrzeba? To najważniejsze odkrycie i zmiana w myśleniu. Formacja jest ogólna, ideały ogólne, a każdy ma swoją drogę. Potrzeba umiejętności i pomocy w odczytaniu niepowtarzalnej ścieżki własnych uwarunkowań, skłonności do uzależnień, podatności na kryzysy, talentów. Myśląc o higienie życia, wracam do nawyku myślowego, że ksiądz musi ciągle pracować. Często się z tym czujemy bezpiecznie i dobrze. I może się pojawić mechanizm, że mam poczucie winy z powodu własnego wolnego czasu. To wprowadza chaos w radzenie sobie z życiem: mam wolny czas, jestem więc winny, bo inni pracują. A jeżeli jeszcze chcę zrobić coś przyjemnego, mam poczucie winy z powodu przyjemności. Kłóci się ona z moim obrazem księdza. A przecież przyjemności nie muszą być grzechem.

WK: W chorobie alkoholowej poczucie winy i wstyd to dwa bardzo silne zranienia. U nas, kapłanów, te przeżycia zahaczają jeszcze o zbawienie duszy. Pan Bóg na pewno mnie potępi! Parę razy umierałem na kacu, po kilkunastu dniach picia, i myślałem wtedy: „Boże, co ja teraz zrobię, jak stanę przed Tobą?”. Piekło, człowiek się czuje jak potępieniec. Ktoś to porównał do piłki nożnej, a ja bardzo lubię piłkę. Idę prawym skrzydłem, robię jeden drybling, drugi, trybuny pełniutkie, składam się do strzału, przykładam nogę, jestem pewien, już słyszę ryk kibiców i... piłeczka centymetr nad bramką. Jęk na trybunach, a ja stoję na murawie i mówię: „Jesteś do niczego, nie miałeś prawa, przecież to była idealna sytuacja”. Myśl nie idzie w stronę tego, że jestem człowiekiem, że to tylko centymetr nad poprzeczką, następnym razem trafię w poprzeczkę a za trzecim w okienko; tylko atakuję sam siebie: jestem do niczego. Jeżeli do wstydu dochodzą rozkręcone ambicje, w obliczu niepowodzeń pojawia się głęboka autoagresja: takie nic, zero, z czymś takim nie można żyć. Wtedy alkohol objawia się jak zbawiciel, który pozornie ratuje, bo daje ulgę. Dlatego tak potrzebny jest drugi człowiek i Bóg. Założyciele AA, doktor Bob Smith i Bill Wilson, odkryli, że rozmawianie o swoim cierpieniu odsunęło od nich obsesję picia.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama