Przeżyć to jeszcze raz

Okres starości to czas dziesiątków tysięcy małych zakończeń, wszystkiego, z czego składa się życie. To ogołocenie jest bardzo potrzebne. Może to część pokuty, jaka się należy? Część wiedzy o sobie, która jest potrzebna? Powściągnięcie swoich rozbrykań, zawrócenie cuglami z egoistycznych dróżek? Znak, 11/2006





Anna Głąb: Czy zagubiła się Pani kiedyś w podróży? Czy zagubiła się Pani kiedyś w życiu tak, że poczuła Pani ból życia, nie wiedząc, co dalej?

Ewa Szumańska: W podróży nie zgubiłam się nigdy. Gubi się człowiek, który uważa, że bezpiecznie jest tylko w stadzie, w grupie - gubi się w momencie, gdy się od tej grupy odłącza. Ale ja byłam panią swojej podróży…

Natomiast w życiu miałam takie momenty, gdy czułam się zagubiona i nie wiedziałam, co dalej. Pierwszy wtedy, kiedy wychodziłam z powstania, to był 6 października 1944 roku, cztery dni po kapitulacji. Wychodziliśmy w tzw. oddziałach osłonowych, Warszawa się paliła, była zupełnie pusta, broń zdawało się w specjalnych punktach. Doszliśmy niedużą grupą do Ożarowa i tam czekaliśmy na pociąg do Niemiec, bo jechaliśmy jako jeńcy wojenni do obozu. Byłam wtedy w strasznym stanie, miałam zapalenie stawów w nadgarstkach, jakiś odłamek w nodze, wysoką gorączkę. Ale najistotniejsza była straszliwa świadomość przegranej, zawalenia się wszystkiego, co dla mnie najważniejsze… Ta śmierć miasta, które było wtedy czymś więcej niż miastem – Warszawę traktowaliśmy jak symbol, mit. Nie chodziło mi wtedy tylko o to, że miejsce mojego zamieszkania się spaliło, że zawaliła się kamienica… Chodziło o coś dużo ważniejszego. Miałam poczucie wdeptania w ziemię, absolutnej klęski, co jednak bardzo szybko mi przeszło.

Jak się Pani z tego podniosła?

Zaczęło mnie interesować to, co się działo dalej. Przez cztery doby jechaliśmy do obozu, który był umiejscowiony gdzieś w okolicach Drezna. Znajdowali się w nim jeńcy wojenni z Francji, Anglii, Polacy z Września. Nic się tam strasznego nie działo, bo Niemcy przestrzegali konwencji genewskiej. Ten obóz był trochę zwariowany i tak ciekawy, że całkowicie zapomniałam o klęsce.

Drugi okres zagubienia przyszedł bardzo niedługo – zaraz po powrocie do kraju. Otóż obóz „wyzwoliła” Armia Czerwona w kwietniu. Cztery kilometry od nas stacjonowali Amerykanie. Żadnych obostrzeń, można było iść, gdzie się chciało, nawet tzw. strefa radziecka nie została określona. Można było iść w świat. Miałam taką pokusę: para Australijczyków za wszelką cenę chciała mnie zabrać do siebie. Nie pojechałam wtedy z nimi i Australia została dla mnie jedynym kontynentem nieznanym.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...