W pół drogi do wolności

Tygodnik Powszechny 46/2010 Tygodnik Powszechny 46/2010

Skazani w Wąsoszu mówią, że na co dzień nie ma tu zwierzania się ze swoich problemów. Każdy ma swoje, ceni się tych, którzy nie wyciągają ich na zewnątrz. Medytacja to również cisza. Ale w niej pociąga ich wolność.

 

Jednostka ma charakter półotwarty: bez wysokiego muru i wież strażniczych. Podlega częstochowskiemu aresztowi śledczemu. Do jednej z sal w Oddziale Zewnętrznym w Wąsoszu Górnym, 40 km na północ od Częstochowy, w każde piątkowe popołudnie przychodzi kilkunastu mężczyzn.

Zastępca dyrektora, mjr Urszula Wojciechowska-Budzikur, psycholog i psychoterapeuta, opowiada czasem osadzonym ojcu Johnie Mainie, benedyktynie, który w latach 70. ubiegłego wieku odkrył w tradycji Ojców Pustyni zwyczaj medytacji i przypomniał Zachodowi, że za sprawą św. Jana Kasjana, mistrza św. Benedykta, praktyki kontemplacyjne były znane w chrześcijaństwie już w V wieku. Zalecił, by chrześcijanie stosowali mantrę „Maranatha”, co w języku aramejskim, którym posługiwał się Chrystus, oznacza: „Przyjdź, Panie”.

Dziś robią tak niektórzy z osadzonych w Częstochowie i Wąsoszu – gdzie dyrektor wprowadziła zajęcia z medytacji chrześcijańskiej.

Oddech

Najpierw pomyśl: „nie myśl”. I przestań się wiercić na tym krześle. Zamknij oczy. Głowa do góry, dłonie na uda. Aby nie zasnąć, wyprostuj plecy. Potem zacznij powtarzać w duchu: „maranatha” – w jednym ciągu albo, jeśli wolisz, na dwa razy: „ma-ra- – wdech, -na-tha” – wydech. Na początku będzie nieporadnie, ale tym martwić się nie trzeba. Każdy ma swój rytm, który powinien poznać, czasem nawet – własne słowa, które musi znaleźć, by zgrały się z oddechem i przez kilkanaście minut wyznaczały rytm życia. Wytrwaj tylko w bezruchu. Myśli mogą wtedy odejść same, choć łatwe to nie jest. Bo już w trakcie rozpraszać może wszystko.

Jeśli jesteś człowiekiem wolnym, a zwłaszcza gdy robisz to pierwszy raz, przeszkadzać może, na przykład, świadomość, że gdzieś po ścianie chodzi pająk, albo że ktoś wszedł na salę już po uderzeniu gongu. Możesz usłyszeć – i to cię zdziwi, a zdziwienie to emocja, myśl (nie wolno!) – że głośno połykasz ślinę. Zobaczyć, jak jasno jest pod zamkniętymi powiekami. Poczuć, jak oparte na udach dłonie stają się gorące.

Jeśli jesteś, jak się tu mówi, osadzonym, masz jednak gorzej. Rozproszyć cię może nawet cień myśli o rodzinie, która żyje w mieście; o kobiecie, którą zostawiłeś na wolności; o rzeczywistości, na którą teraz nie masz wpływu. I do tego ścieżka dźwiękowa korytarza: rozmowy, polecenia strażników, szczęk zamykanego ­zamka, odgłos rozsuwania bramy. A słuch, już po paru dniach, masz tu bardzo wyostrzony.

Oferta

– Najgorsze było uzyskać spokój, odłożyć na bok myśli – mówi Adam, jeden z tymczasowo aresztowanych. – Gdy coś mi nie wychodzi za pierwszym razem, zwykle szybko schodzi na boczny tor. Medytacja wymagała ode mnie jakiegoś przełamania... Nie wiem, czy na wolności by mi się to udało.

Wprowadzanie programu „Medytacja chrześcijańska – szansa na wewnętrzną wolność” rozpoczęło się w czerwcu ubiegłego roku od spotkania z funkcjonariuszami Służby Więziennej.

– Zaprezentowałam tę praktykę jako uniwersalną dyscyplinę duchową i jako technikę relaksacyjną, sposób na radzenie sobie ze stresem – mówi pani dyrektor. – Pokazałam fascynujący, wielokrotnie nagradzany film „Odsiedzieć swoje. Medytacja Vipassana w indyjskich więzieniach”, rzecz o programie medytacji, którą stosuje się z powodzeniem nie tylko w Indiach. Powiedziałam o źródłach medytacji chrześcijańskiej. Odbiór był różny: od zainteresowania po niedowierzanie, że praktyka ta może przynosić takie pozytywne zmiany, i że ma także korzenie w chrześcijaństwie.

– Medytacja, również w wersji chrześcijańskiej, budzi sporo uprzedzeń. Do aresztu w Częstochowie i jego oddziału w Wąsoszu wprowadziłam jej wersję w nurcie o. Maina, ponieważ sama taką praktykuję – przyznaje inicjatorka programu. – Jeżeli ktoś nie chce się identyfikować z przymiotnikiem „chrześcijański”, może praktykować „niereligijnie”, wybrać inną mantrę albo skoncentrować się na oddechu. Są jednak osoby, dla których ten przymiotnik jest niezwykle ważny.

Urszula Wojciechowska-Budzikur medytację chrześcijańską zawsze określa tak samo: „oferta”. Przetartym przez nią śladem poszły niedawno inne jednostki penitencjarne w Polsce, m.in. we Wrocławiu i Poznaniu, w których zaczęły się organizować grupy medytacyjne.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama