Chocholi taniec

Niedziela 50/2010 Niedziela 50/2010

Posłowie szukający prawdy o katastrofie smoleńskiej, którzy zwracają się o pomoc do sojuszników Polski, nazwani zostali zdrajcami. Jak wobec tego określić tych, którzy przekazali Rosjanom los całego śledztwa?

 

Mimo gorszących i skandalicznych wieści z Rosji polski rząd zachowuje się tak, jakby wszystko przebiegało zgodnie z planem. Politycy mówią jedynie o innej kulturze prowadzenia śledztwa, wschodnich standardach lub kosmetycznych niedociągnięciach. Media zaś jak mantrę powtarzają, że przecież i tak wiadomo, kto zawinił: piloci, zła pogoda, niefortunny zbieg okoliczności. Gdy zaś ktokolwiek próbuje podważyć sposób, w jaki Rosjanie prowadzą śledztwo, zostaje okrzyknięty nawiedzonym odszczepieńcem. 

Przykładem takiego alergicznego zachowania może być reakcja na wizytę Anny Fotygi i Antoniego Macierewicza w Waszyngtonie. Politycy PiS pojechali tam, aby prosić amerykańskich kongresmenów i ekspertów o pomoc w wyjaśnieniu katastrofy. Taki apel o pomoc nie powinien nikogo dziwić. Zwłaszcza że Ameryka jest naszym sojusznikiem wojskowym. Wydawać by się mogło, że misja posłów reprezentujących parlamentarny zespół ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy jest czymś naturalnym i powinna mieć wsparcie rządu, prezydenta i MSZ. Nic bardziej mylnego. Ich misja została określona przez Pawła Grasia jako coś „ocierającego się o zdradę”, bo o pomoc zwrócili się do „obcego mocarstwa”. Po raz pierwszy w historii III RP rzecznik rządu używa sformułowań rodem z Gomułkowskich przemówień. Pytanie: dlaczego pomoc państwa sojuszniczego, które ma najlepszych lotniczych ekspertów na świecie, jest zdradą?

Niewygodna misja

W historii świata nie było podobnej katastrofy, w której zginęłoby tak wielu wysokich urzędników państwowych, generałów NATO oraz prezydent niepodległego państwa. Dlatego też powinna się liczyć każda próba, która może pomóc wyjaśnić jej przyczyny. Nawet gdyby misja polityków PiS zakończyła się kompletnym fiaskiem, to mimo wszystko lepiej robić cokolwiek niż biernie patrzeć, jak Rosjanie pokazują „figę z makiem” polskiej prokuraturze.

Mimo drwin i szyderstw wizyta polskich polityków w Waszyngtonie może przynieść większe niż zapowiadane wcześniej rezultaty. Udało się bowiem dotrzeć m.in. do republikańskiej kongresmenki Ileanie Ros-Lehtinen, która po wygranych wyborach w USA będzie zasiadać w fotelu przewodniczącej Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów. Jest więc najwłaściwszą osobą w całym Kongresie. Ona może pchnąć polskie śledztwo do przodu i nadać mu międzynarodowy rozgłos. – Wręczyliśmy jej kopię apelu o powołanie międzynarodowej komisji ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, którą podpisało 330 tys. osób – tłumaczy Anna Fotyga. 30 tys. z nich to podpisy nowojorskiej Polonii, czyli amerykańskich obywateli i wyborców. Kongresmeni dostali również nieznane dotychczas zdjęcia pokazujące, jak Rosjanie niszczą dowody katastrofy. – Polska jest najlepszym sojusznikiem USA w Europie, powinno więc być czymś oczywistym i normalnym, że zwraca się do nas o pomoc – uważa Richard Burr, senator z Karoliny Północnej. Jego zdaniem, obecne stanowisko Polski wobec Rosji może zachwiać równowagę w Europie Środkowo-Wschodniej. – Dzikich zwierząt nie trzyma się na wolności. Ci, którzy pozwalają tygrysowi biegać po swoim podwórku, marnie kończą – dodaje amerykański polityk.

Podczas pobytu w USA polscy posłowie spotykali się również z ekspertami ds. lotnictwa. Prosili ich o ekspertyzy oraz o wsparcie w dalszych pracach komisji, kierowanej przez Antoniego Macierewicza. Byli m.in. w Krajowej Radzie Bezpieczeństwa Transportu (NTSB), która jest odpowiednikiem rosyjskiego MAK-u. Polska delegacja przekazała tej instytucji dokumenty, zdjęcia i filmy pokazujące, co Rosjanie robili z wrakiem rządowego tupolewa. Wywołało to niemałe zgorszenie. – Jeszcze raz spotkamy się z przedstawicielami NTSB po publikacji ostatecznej wersji raportu MAK – podkreśla Antoni Macierewicz.

Znikający oficer

Podczas gdy misja polityków PiS trwała w najlepsze, polska prokuratura wojskowa zorganizowała konferencję prasową. Wieści z postępu śledztwa i relacji z Rosjanami nie są – łagodnie mówiąc – najlepsze. – Na mocy konwencji międzynarodowych, będących podstawą prawną, stanowisko prokuratury rosyjskiej, która unieważniła zeznania dwóch kontrolerów z 10 kwietnia, musi być wiążące – poinformował prokurator płk Ireneusz Szeląg. Niezależnie od tego dokumenty, czyli protokoły przesłuchań kontrolerów, których dokonano w dniu katastrofy prezydenckiego TU-154 M, pozostają w aktach, ale są „wyłączone z procesu wnioskowania”. Jednym zdaniem: są, ale tak jakby ich nie było. – To jakiś absurd. (...) Albo coś jest w aktach, albo tego nie ma – mówi w „Naszym Dzienniku” prof. Piotr Kruszyński z UW.

Obecnie prokuratorów polskich i rosyjskich obowiązują poprawione zeznania Pawła Plusnina i Wiktora Ryżenki, które sporządzono dopiero kilka miesięcy po katastrofie. Wokół zeznań zrobiło się gorąco już w czerwcu, kiedy wyszło na jaw, że są co najmniej dwie wersje protokołów. Dopiero w sierpniu relacje kontrolerów zostały ujednolicone i są obecnie jedyną obowiązującą wykładnią tego, co działo się na smoleńskiej wieży kontroli lotów 10 kwietnia. Polska prokuratura wielokrotnie zwracała się do Rosjan o ponowne przesłuchanie Plusnina i Ryżenki. Niestety, do tej pory nie otrzymano odpowiedzi.

Najbardziej skandaliczny jest fakt, że w nowym protokole nie ma ani śladu o płk. Nikołaju Krasnokutskim, który specjalnie tego dnia przyjechał na lotnisko Siewiernyj, aby nadzorować wieżę kontroli lotów. – Choć był on wspominany we wcześniejszych protokołach zeznań z 10 kwietnia i widzieli go polscy piloci Jaka-40, którzy wylądowali w Smoleńsku przed rządowym samolotem, to jednak ze śledztwa wyparował – podkreśla red. Tomasz Sakiewicz, który tuż po konferencji prasowej komentował postanowienie wojskowej prokuratury. – Do takich kuriozalnych sytuacji nie doszłoby, gdyby to Polacy prowadzili śledztwo – dodaje naczelny „Gazety Polskiej”.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...