Polityka jest widowiskiem

Niedziela 13/2010 Niedziela 13/2010

To rzeczywiście smutne, że w społeczeństwie polskim istnieje duże przyzwolenie na nieetyczne postępowanie polityków. Być może Polakom związki polityki z biznesem wydają się normalne… A jeśli nawet czymś się już zgorszą, to wystarczy, że w lud pójdzie wieść o tym, jak to dobry premier, niczym car, ukarał złego ministra.

 

 

– Obwinia Pan za to polskie media?

– Myślę, że ponoszą sporą część winy za obecny stan. W Niemczech, które obserwuję z bliska, opinię publiczną kształtuje tzw. prasa jakościowa, czyli wielkie gazety, które stale utrzymują wysoki poziom. Od lat nie zmieniają szaty graficznej, są wierne swym tradycjom, nie dodają zbyt wielu obrazków dla ułatwienia odbioru. Po prostu szanują swych czytelników. W Polsce natomiast na łamach poważnych gazet często zamieszcza się tanie sensacje, a w prasie brukowej – daje poważne komentarze polityczne… Tak naprawdę nie ma gazet na bardzo dobrym poziomie, nikną z rynku czasopisma intelektualne, a na Zachodzie tego rodzaju czasopisma są ciągle przedmiotem dumy wydawców.

Jest dla mnie oczywiste, że w Polsce i media, i politycy starają się schlebiać najgorszym gustom.

– A nam się wydaje, że właśnie dorównaliśmy Zachodowi – Europie!

– Bzdura! W żadnym cywilizowanym kraju nie robi się kariery politycznej dzięki wulgaryzmom czy wątpliwej jakości happeningom. Zadziwiające jest to, że nawet media uważające się za poważne najchętniej lansują tych polityków, którzy już zdobyli tanią popularność. Bo najważniejsza jest oglądalność (a więc wpływy z reklam), sprzedaż nakładu gazety…

– W którym momencie naszej najnowszej historii pojawił się błąd, że musiało powstać to nasze dzisiejsze błędne koło?

– Trudno to dziś już określić. W każdym razie stało się tak, że w mediach i polityce zaczęły padać kolejne bariery przyzwoitości, a za ich wywracanie nagradzano… W końcu doszło do pomieszania pojęć, porządków, hierarchii wartości. Dość żałosne jest to, że w Polsce w jakichś przedziwnych głosowaniach wybiera się mężów stanu (zostaje nim np. Kazimierz Marcinkiewicz…) lub najbardziej wpływowych Polaków (i wybiera się Tomasza Lisa…). To wszystko jest bardziej zabawą niż szukaniem prawdy… Ostatnio jeden z tygodników poprosił mnie o podanie punktacji najbardziej wpływowych kobiet według popularności, rozpoznawalności i charyzmy. Bulwersująca jest powierzchowność tych kryteriów, które przecież w żaden sposób nie określają realnego wpływu tych kobiet na rzeczywistość. Czasem mam wrażenie, że znajduję się w świecie Witkacego i Gombrowicza! Polacy, niestety, ciągle zwracają uwagę na pozory, gesty; nie liczy się nudna solidność, tylko głupia efektowność. Politycy wmawiają społeczeństwu, że zachowują się jak w Ameryce, ale nawet w Ameryce, gdzie jest więcej politycznej inscenizacji niż w Europie, nie dochodzi do tak żenującej przesady. Tam polityków ocenia się przede wszystkim po skutkach ich działalności, a nie po tym, jak wyglądają.

– Polacy jednak dali się przekonać, że jedna z partii jest bardziej ogładzona, bardziej światowa i chyba przede wszystkim dlatego tak bardzo jej ufają...

– Na to wygląda, bo przecież nie chodzi tu o ocenę skutków jej działalności, które merytorycznie biorąc, są bardzo mizerne... To zwracanie uwagi na pozory jest trudną do wykorzenienia, bardzo polską cechą narodową. U nas liczy się ciągle to, kto więcej i mocniej krzyczy, kto lepiej odegra jakąś rolę… Dlatego nasi politycy chętnie coś odgrywają, aby zaimponować rodakom – czy to zdeklasowanego hrabiego, czy oksfordczyka, czy wyluzowanego Amerykanina. Polakom to imponuje. Rzadko dziś mamy możliwość obserwowania dyskusji polityków np. o strategii rozwoju kraju, o rozwiązywaniu problemów, czyli tego, co gdzie indziej jest esencją polityki. Ten wymiar polityki w Polsce zaniknął, bo Polacy go nie chcą. Polacy oczekują od polityków występów artystycznych i to dosłownie – żeby występowali w „Tańcu z gwiazdami”, u Szymona Majewskiego albo w szopce. Wielbią ich właśnie za to. W Polsce polityka stała się częścią biznesu rozrywkowego.

– Naraża się Pan Profesor na święte oburzenie, mówiąc, że to społeczeństwo ponosi winę za zepsucie polityki.

– Być może, jednak uważam, że problemy polskiej polityki są wtórne. Gdyby nie było przyzwolenia, np. środowiska akademickiego, dziennikarskiego, czytelników, studentów i szerszej publiczności, to by się takie złe rzeczy nie działy. Gdyby kompromitujące w oczach ludzi było np. to, że polityk zachowuje się nieprzystojnie, prowokująco lub wulgarnie, to jego partia w wyborach nie weszłaby w ogóle do parlamentu. W Polsce jednak to nie jest naganne, ale wręcz pozytywne.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama