Solidarność na rozdrożu

W drodze 8/2010 W drodze 8/2010

Czy wobec realnych podziałów, swarów i rozczarowań wspominanie Solidarności lat 80. nie jest idealizowaniem przeszłości, mało skuteczną próbą animowania narodowego mitu?

 

Kłopot z Solidarnością jest pochodną kłopotów z III Rzeczpospolitą. Brakuje nam konkretnego zdarzenia, które w sposób niepodlegający dyskusji tworzyłoby mit założycielski III RP. Nieporównywalny z niczym w historii bezkrwawy rozpad najkrwawszego imperium w dziejach świata, w którym czynny udział wzięło polskie społeczeństwo, nie został przez Polaków doceniony. Problem polega na tym, że agonia sowieckiego imperium, z historycznego punktu widzenia bardzo szybka, trwała blisko dekadę. Data porozumień sierpniowych czy też data pierwszych niesfałszowanych wyborów w PRL są powoli coraz bardziej doceniane. Ponieważ jednak przejście od zwasalizowanego państwa do niepodległej Rzeczpospolitej odbywało się również ewolucyjnie, nie mamy w Polsce ani faktu, ani daty, z którymi jednoznacznie można by wiązać wielki sukces Solidarności i wielki sukces Polski.

Dodać do tego należy nawarstwiające się szybko w wolnej Polsce konflikty w obozie Solidarności. Rozwiązanie komitetów obywatelskich i „wojna na górze”, odejście wielu działaczy związku do różnych obozów politycznych i ich wzajemne skłócenie, a także włączenie się samego NSZZ Solidarność w bieżącą politykę, przesłoniły historyczne osiągnięcia. Polityka i związane z nią emocje, aż do jubileuszu 25-lecia Solidarności, całkowicie uniemożliwiały świętowanie wielkich osiągnięć, które były udziałem tego społecznego ruchu.

Kolejny powód to głęboki szok transformacji, a raczej rewolucji. Czym bowiem, jak nie rewolucją, jest dokonana zaledwie w ciągu paru miesięcy zmiana całego systemu politycznego, ekonomicznego i – w znacznej mierze – kulturowego? Gwałtowne przeobrażenie warunków życia całego społeczeństwa, do których nikt nie był przygotowany, a których najbardziej widzialnymi symptomami były rosnące lawinowo bezrobocie i jeszcze szybciej narastająca inflacja, spowodowały wzrost niepewności, nieufności i agresji w całym społeczeństwie

Największy polski sukces

Trzeba jednak – w imię prawdy – opowiadać o największym polskim sukcesie w historii, który przebija bitwę pod Grunwaldem, wiktorię wiedeńską, a także cud nad Wisłą.

Trzeba też o tym mówić, bo przykłady mają moc pociągającą. Czy nie lepiej by było, żeby wnuczek zamiast mówić do babci – jak to dowcipnie ujął satyryk, rysując oboje na tle Muzeum Powstania Warszawskiego – „Babciu, kiedy dorosnę, też chciałbym zginąć w powstaniu”, mówił do niej: „Gdy dorosnę, też chciałbym budować solidarność”.

I jeszcze jedno: warto dyskutować o Solidarności, bo – z historycznego punktu widzenia – nadal dość dynamicznie zmienia się stan świadomości Polaków. Badania opinii pokazują, że coraz bardziej doceniamy osiągnięcia lat 80. A przecież wspólnie rozumiana i przeżywana historia pozytywnie wzmacnia więzi społeczne.

Rozdwojenie polskiej świadomości

Trzeba też rozmawiać o Solidarności z tego powodu, że Polacy nie chcą bądź nie umieją o niej rozmawiać. Z przeprowadzonych ostatnio przez Europejskie Centrum Solidarności oraz CBOS pierwszych (to też znak czasu, że dokonano tego po ponad 20 latach istnienia III RP) dużych ogólnopolskich ilościowych i jakościowych badań „Doświadczenie i pamięć Solidarności” wynika, że polska świadomość doznaje dziś rozdwojenia. Z jednej strony ponad 80 proc. Polaków żywi przekonanie, że działania Solidarności w latach 80. umożliwiły wybicie się na niepodległość i mają znaczący wpływ na to, kim jesteśmy dzisiaj jako naród i jako społeczeństwo. Znaczna też większość zgadza się ze stwierdzeniem, że działalność Solidarności w latach 1980–1981 miała ważne lub nawet przełomowe znaczenie dla Polski oraz dla „bloku wschodniego”, a nawet dla świata (odpowiednio 92,4 proc., 77,7 proc. i 73,1 proc.). Płynie z tego logiczna konkluzja, że możemy się chlubić Solidarnością (mimo nakazowego „powinni” i pejoratywnego „chwalić” użytego w pytaniu: „Czy Polacy powinni chwalić się Solidarnością na świecie?”, uważa tak 78 proc. ankietowanych Polaków).

Zarazem jednak istnieje druga strona medalu. Na pytanie: Czy zdarza się Panu/Pani wspominać o Solidarności z lat 1980–1981? „Tak, często” – odpowiada niespełna 8 proc. badanych, „czasem” – niecałe 30 proc., „nigdy” – ponad 30 proc. Symptomatyczne też, że gdy grupę badanych podzielimy na tych, którzy choćby teoretycznie mogli należeć do związku zawodowego (tzn. tych, którzy mogli w 1981 roku ukończyć szkołę zawodową oraz starszych), wśród nich przynależność do NSZZ deklaruje zaledwie 28,7 proc. Kiedy jednak zapytamy ludzi urodzonych w 1964 roku lub później o to, czy któreś z ich rodziców albo oboje należeli do Solidarności – twierdząco odpowie blisko dwa razy mniej – zaledwie 15 proc.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama