W zawieszeniu

Jedziemy z Jerzym do szkoły. Na moście Poniatowskiego wojsko i zapory przeciwczołgowe. W szkole cisza. Lokujemy się na zapleczu klasy. Wpada Andrzej – historyk. Analizuje przyczyny. Mówi dużo. Przerywam mu. Domagam się syntezy. Co potem? Gubimy się. Więź, 12/2006





MARZEC

1.
A więc trzeba żyć! Jak powiedział Rysio. I zabieram się do rzeźb. Po tylu latach. Lipka sucha, lekka i podatna. Mam jej mnóstwo na strychu. Przeleżała się. Na początek idą cierniowe głowy Chrystusa. Potem będzie frasobliwy, i Matka Boska z różnych obrazków świętych, Papież i co kto chce. Pomysły mnie zalewają. Zbyt sam przyjdzie. Już nawet wiem gdzie! Idzie mi od pierwszego dnia. Wpadam niemal w trans. I tak trwam do prawie końca miesiąca.

26.
Przed południem. Telefon. Młody męski glos. Prokuratura dzielnicowa Pragi Południa. Taki to a taki. Prosi mnie uprzejmie o przybycie na ulicę Podskarbińską w wiadomej sprawie. Czy mi odpowiada godzina? Mogę przybyć nawet pojutrze. Pełny wersal. O mało się nie ukłoniłem. A może to sen!?
Ściągam do domu Jerzego. Opracowujemy kilka wariantów zeznania. Wszystkie oparte o fakty. Tylko żelazna logika faktów. To „stary” był od zdania broni w terminie. Ty tu byłeś pionkiem. Mów spokojnie, dobitnie i nie podskakuj. Nie daj się wyprowadzić z równowagi. Bo cię wtedy połknie. Oni się z tego szkolą. Klarował Jerzy. Ścisły, rzeczowy (po AGH) mózg. Po godzinie byłem gotów. Szkoda, że to dopiero jutro!

27.
Siedzę na brzegu krzesła. Nie ze strachu! Nie! Z napiętej uwagi! Zawsze miałem trudności z uważnym słuchaniem. On kończy kanapkę i kiwa głową. Przełknął Przeprasza, ale przyszedłem kilka minut za wcześnie. Patrzę na zegarek: Zgadza się. Wymieniamy kilka słów wstępnych. Przez te kilkanaście sekund zebrałem o nim informacje: jak mówi, jak jest ubrany, zwłaszcza krawat. Dalej oczy, nos i uśmiech! Tak! Prokurator dzielnicy Praga Południe w wieku 26-28 lat uśmiechał się adekwatnie!!!

Cala moja wiedza (z literatury i filmów) o przesłuchaniach odeszła ode mnie nagle.

Siedziałem na całym krześle, gdy wypowiadałem uwagę, że właśnie widzę pierwszy raz realnego prokuratora. Żywego – poprawił się i zaśmiał. Od zawsze poczucie humoru brałem za wyraz inteligencji! Około 40 minut układaliśmy opowieść o mojej sprawie. Głowa przy głowie. Czułem zapach jego wody kolońskiej. Szczególnie jak pisał. Zaczęliśmy od listopada 1980, to jest od dnia, kiedy to z Jerzym i Jarkiem z warsztatów szkolnych zakładaliśmy naszą szkolną „Solidarność”. O kilkakrotnych korowodach z bronią, z granatami itd. Broszury go nie interesowały. „Pański kolega-historyk przyjdzie jutro” – wyjaśnił bardzo zwyczajnie i wskazał ręką trzydziestocentymetrową stertę teczek. I podpisaliśmy się zgodnie. Już na stojąco zachęcił mnie do cierpliwości, wskazując palcem stertę. „Nie będzie źle” – rzucił mimochodem. To musi trochę potrwać. Zawiadomimy. Wkłada naszą opowieść do mojej teczki. Zbyt teatralnie. Tak to odbieram i wypowiadam – ,,czy nie sądzi pan, że to wszystko przywołuje na myśl sceny z Mrożka?” Przerwany półuśmiech i głos „chyba jednak nie wszystko!” Wyszedłem w półukłonie wściekły na siebie. Jakże to było niepotrzebne z tym Mrożkiem!!! [...]
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama