Zwyczajne duszpasterstwo w niezwyczajnym mieście

Zawsze starałem się stosować zasadę pomocniczości kurii wobec parafii. Tygodnik Powszechny, 3 grudnia 2007




– Jest chyba jeszcze problem kiepskich kazań, zbiurokratyzowanego duszpasterstwa, rutyny w sprawowaniu liturgii. Dlaczego u dominikanów na Freta czy na Służewcu, u jezuitów, na Piwnej spotykamy ludzi przychodzących aż z Saskiej Kępy? Parafia jako wspólnota w wielkim mieście zanika: katolik-parafianin zostaje zastąpiony przez katolika-pielgrzyma, który szuka dla siebie miejsca.

– Bardzo bym przestrzegał przed uogólnieniami i uproszczeniami, ale fakt: w miastach ludzie wybierają sobie miejsce praktyk religijnych. Ja się tej „konkurencji" nie obawiam. Na pewno domy zakonne i rektoraty mają większe możliwości duszpasterstwa specjalistycznego: tak było i tak powinno pozostać, choć podział nie idzie wcale między kościołami zakonnymi i diecezjalnymi. Chciałbym tylko, żeby ta swoista konkurencja wzbogaciła ofertę duszpasterską – będę o tym z warszawskimi księżmi rozmawiał – o wysokie minimum w każdej parafii. Trzeba, żeby oprócz robionych w sposób nadzwyczajny rzeczy zwyczajnych były w każdej parafii propozycje rozmaitych duszpasterstw niezwykłych. Mam na myśli np. propozycję dla studentów, których już dziś nie obsłuży nawet dwadzieścia tutejszych duszpasterstw akademickich.


Praca zastępcza


– No dobrze, ale kiedy ksiądz ma obok zwyczajnej pracy parafialnej jeszcze dwadzieścia godzin religii w szkole...

– Nie chciałbym zepsuć pracy w całej Polsce, ale zdradzę, że w zasadzie nie ma w Warszawie księży, którzy by uczyli w szkole na pełny etat. Jest tu bardzo rozwinięty system księży-rezydentów, a wikariusze najczęściej uczą 12-14 godzin, aby mieć czas na pracę z grupami w parafii. Jestem za tym, by młody ksiądz miał kontakt ze szkołą i by w każdej szkole, zwłaszcza ponadgimnazjalnej, byli księża, ale tak samo ważna jest katecheza przy parafii.

– Czy to znaczy, że pomagają świeccy? Czy są stali diakoni, świeccy ministrowie Eucharystii?

– Rozdających Komunię świętą, czyli ministrów Eucharystii jest wielu, jest też duże zaangażowanie świeckich w formację, np. w przygotowanie do bierzmowania. To właśnie miejsce dla ludzi z ruchów, zwłaszcza Odnowy w Duchu Świętym i neokatechumenatu. Dzięki temu księża mogą podzielić dużą grupę bierzmowanych na mniejsze i pracować z animatorami. Do czego zmierzam? Żeby w parafiach robić to, co się zawsze robi: głoszenie Słowa, posługę liturgiczną i pracę charytatywną, żeby prowadzić katechezę sakramentalną i przestać wierzyć, że wszystko się da zrobić w szkole. Ale chciałbym także, żeby wśród 210 warszawskich parafii było kilkadziesiąt takich, które w czymś się specjalizują. To się zresztą już dzieje, są np. proboszczowie, którzy potrafią otworzyć parafie na spotkania biblijne, katechetyczne dla dorosłych. Zastanawiam się też, czy propozycje dla ludzi, którzy chcą czegoś więcej, koniecznie muszą być dzielone na zawody? Czy muszą być osobne wykłady dla lekarzy, osobne dla prawników? Może Kościół już nie musi prowadzić zastępczej pracy, polegającej na dopowiadaniu im ich deontologii czy po prostu etyki? Wszystkim natomiast jest potrzebne wtajemniczenie w duchowość chrześcijańską.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama