Przebudzenie w Kościele

Niedziela 42/2012

Początki wyglądały całkiem niewinnie. I nic nie wskazywało, że będzie to największe wydarzenie w dziejach całego Kościoła

 

Mówiło się, że następca Piusa XII będzie przejściowym papieżem, tzn. zostanie wybrany na krótki czas. Kardynałowie wybrali zatem na konklawe „starego” i „brzydkiego” patriarchę Wenecji. Angelo Giuseppe Roncalli przyjął imię Jan XXIII. Celowo używam zwrotów „starego”, bowiem w chwili wyboru miał on 77 lat, i „brzydkiego”, bowiem jak głosi jedna z anegdot, dwie kobiety, rozmawiając ze sobą, nie mogły się nadziwić, że papieżem został taki gruby kardynał. Jan XXIII miał usłyszeć to narzekanie i odpowiedzieć ze swoistym poczuciem humoru, że konklawe nie jest konkursem piękności.

„Przewietrzenie Kościoła”

Angelo Giuseppe Roncalli w dniu wyboru wypowiedział słynne słowa: „drżę i lękam się (...), wybór przyjmuję i pochylam głowę i barki dla krzyża”. Mimo obaw szybko zaskarbił sobie sympatię i miłość wiernych. Przeszedł do historii jako „dobry papież” (papa buono). W dodatku ten „stary” papież pewnego dnia ogłosił w Bazylice św. Piotra w Rzymie zwołanie Soboru Watykańskiego II.

Wiadomość ta spadła na wszystkich niczym grom z jasnego nieba. Wszyscy osłupieli. Doradcy próbowali wyperswadować papieżowi, że na przygotowanie soboru potrzeba co najmniej kilku lat, a on nie ma przed sobą perspektywy długiego życia. Jan XXIII zdawał się tego nie rozumieć i mówił coś o „przewietrzeniu Kościoła”, o otwarciu drzwi i okien, aby wpuścić do niego świeże powietrze, aby dało się w nim odczuć nowy powiew Ducha Świętego.

Jan XXIII okazał się w zrządzeniach Boskich mężem ze wszech miar opatrznościowym. Gdy zwoływał sobór, chodziło mu przede wszystkim o tzw. aggiornamento (uwspółcześnienie), tj. otwarcie Kościoła na współczesne czasy, na zrewidowanie i dostosowanie jego teologii, metod pracy, instytucji i roli w świecie do nowych okoliczności, jakie pojawiły się po II wojnie światowej. Nazwał sobór pastoralnym, tj. duszpasterskim, który odważnie podejmuje wyzwania czasu i otwiera się na problemy świata, wchodząc z nim w dialog. Temu niezwykłemu i zarazem bardzo prostemu człowiekowi zawdzięczamy trwałą zmianę oblicza Kościoła.

Tak można by w skrócie określić okoliczności zwołania soboru, który okazał się największym wydarzeniem Kościoła minionego wieku i zgromadził dotychczas największą liczbę biskupów. Przybyli oni praktycznie z całego świata, brakowało tylko niektórych zza żelaznej kurtyny i z Chińskiej Republiki Ludowej.

Sobór Watykański II rozpoczął się 11 października 1962 r., trwał trzy lata i zakończył się 8 grudnia 1965 r., w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Kierowało nim dwóch papieży – Jan XXIII, który go zwołał, oraz Paweł VI, który kontynuował i zakończył obrady soboru.

Sobór wydał 21 dokumentów w postaci 4 konstytucji, 14 dekretów i 3 deklaracji. Kościół na nowo zdefiniował swoją naturę i misję, zajął się reformą biblijną i liturgiczną, sakramentami i duszpasterstwem, przepowiadaniem i katechezą, określił rolę papieża, kolegium biskupów, prezbiterów i diakonów, wyraził swój stosunek do świata, do religii chrześcijańskich i niechrześcijańskich, odniósł się do ideologii systemów totalitarnych, otworzył się na dialog z mediami i innymi kulturami, wskazał na rolę rodziny, wychowania i wykształcenia, formacji zakonnej i kapłańskiej. Sobór był też ogromnym wyzwaniem logistycznym. Takiego wielkiego i ważnego zgromadzenia w Watykanie wcześniej nie było i brakowało w tym względzie doświadczenia.

Wspólnota zamiast poddanych

W latach 1959-60 miało miejsce powstanie komisji przedprzygotowawczej. Przewodniczył jej sekretarz stanu kard. Domenico Tardini. Do biskupów, kurii oraz uniwersytetów i fakultetów teologicznych wysłano 2593 zapytania w sprawie propozycji soborowych. Powróciło 1998 odpowiedzi. W latach 1960-62 powstała centralna komisja przygotowawcza wraz z 10 specjalistycznymi komisjami, a efektem ich prac było 70 projektów. Do kierowania pracami powołano prezydium składające się z 12 kardynałów. Ogółem na soborze było obecnych 2540 biskupów (ojców soborowych), do tego zaproszeni goście, także przedstawiciele innych wyznań w charakterze obserwatorów. Z Europy przybyło 1041, z Ameryki 956, z Afryki 379, z Azji 300 osób.

Ojcowie soboru zajęli się kwestią Kościoła od wewnątrz (ad intra) i na zewnątrz (ad extra). Chodziło im o rozważenie natury wewnętrznej Kościoła, zarówno jego struktury, jak i misji, czyli działalności apostolskiej. Zdefiniowali na nowo eklezjologię, czyli naukę o Kościele. Została ona przedstawiona w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” (światło narodów). Kościół jest owym „światłem narodów”, posłanym, aby głosić im Dobrą Nowinę. Kościół jest przede wszystkim wspólnotą, czyli komunią (communio). Swój wzór czerpie z Trójcy Świętej.

Dla samookreślenia zostały wykorzystane inne obrazy biblijne, np. lud Boży, winny krzew, owczarnia. Wszystkie one podkreślają prawdę, że istnienie Kościoła, nas samych jako wiernych, ma sens wtedy, kiedy na wzór krzewu winnego stanowimy jedno z Chrystusem. To On jest Winnym Krzewem, a my jesteśmy Jego latoroślami. Rozumienie Kościoła polega na tym, że jesteśmy wspólnotą ludu Bożego, wszyscy jesteśmy sobie równi, różni nas tylko charakter zadań, jakie spełniamy w Kościele. To określenie było wręcz rewolucyjnym, kopernikańskim wydarzeniem, które zmieniło skostniały obraz Kościoła.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • ArturPiwkowski
    24.10.2012 14:48
    Autor w akapicie poświęconym liturgii posługuje się półprawdą. Tak bardzo pół-, że aż nieprawdą.

    "Ołtarz został odwrócony do wiernych, aby w ten sposób podkreślić wspólnotowy, biesiadny charakter mszy św."

    To jest tylko częściowa prawda. Podkreślenie wspólnotowości Mszy Świętej poprzez odwrócenie ołtarza do wiernych było w znacznej mierze uzasadnione rzekomymi "odkryciami" ekspertów liturgii, którzy uważali, że taki sposób celebracji Najświętszej Ofiary był obecny wśród pierwszych chrześcijan. Dziś już wiemy, że była to pomyłka. Proszę poczytać wstęp do Opera Omnia, t. XI "Teologia liturgii" Josepha Ratzingera (Benedykta XVI), a także dzieła, na które tam się powołuje.

    Słowa "biesiadny" nie skomentuję. Jestem zdziwiony, że pada ono w odniesieniu do Mszy Świętej od doktora teologii pastoralnej.

    "Warto przy różnego rodzaju dyskusjach przypominać sobie, że sakrament eucharystii nie został ustanowiony na krzyżu, ale w wieczerniku, kiedy wszyscy siedzieli za stołem."

    To też jest wyłącznie półprawda, która może być głoszona tylko przez kogoś, kto Katechizm Kościoła Katolickiego czyta wybiórczo (a szkoda, wszak mamy Rok Wiary). Punkt 1324 mówi (za Sacrosanctum Concilium):
    "Zbawiciel nasz podczas Ostatniej Wieczerzy, tej nocy, kiedy został wydany, ustanowił eucharystyczną Ofiarę Ciała i Krwi swojej, aby w niej na całe wieki, aż do swego przyjścia, utrwalić Ofiarę Krzyża i tak umiłowanej Oblubienicy - Kościołowi powierzyć pamiątkę swej Męki i Zmartwychwstania: (...)"
    Pozorna sprzeczność polega na tym, że sakrament Eucharystii (KKK podaje zawsze rzeczownik z dużej litery, a ksiądz pisze z małej - szkoda) wydaje się być ustanowiony przed Męką Pańską. Jednak w rzeczywistości Ostatnia Wieczerza niejako dokonała się RAZEM z ofiarą na krzyżu co dobitnie pokazuje fakt sprawowania jej po zachodzie słońca, a więc - w rozumieniu tradycji żydowskiej - W TYM SAMYM DNIU, JAKO JEDNOŚĆ. To nie były oddzielne wydarzenia! Argument, że "sakrament eucharystii nie został ustanowiony na krzyżu" w dyskusji o charakterze Najświętszej Ofiary (o której KKK wspomina w punkcie 1330) jest po prostu absurdem!

    Msza Święta NIE JEST biesiadą. Jest UCZTĄ i OFIARĄ jednocześnie!

    Z Katechizmu Kościoła Katolickiego:
    1382 "Msza święta jest równocześnie i nierozdzielnie pamiątką ofiarną, w której przedłuża się ofiara Krzyża, i świętą ucztą Komunii w Ciele i Krwi Pana. (...)"

    Z Tomasza z Akwinu:
    "O święta Uczto, na której przyjmujemy Chrystusa, odnawiamy pamięć Jego Męki, duszę napełniamy łaską i otrzymujemy zadatek przyszłej chwały."
  • misiu
    24.10.2012 16:16
    Naprawdę dobry artykuł. Dzięki :)
  • zavia46
    24.10.2012 18:04
    Popieram przedmówcę. Z tą biesiadą to przesada. Dziw bierze, że pada z ust doktora teologii, co prawda pastoralnej a nie liturgii, ale w końcu teologii! Ogólnie rzecz biorąc spojrzenie autora artykułu bardzo uproszczone i mało odkrywcze. Riposta ciekawsza.
  • maruda67
    24.10.2012 22:30
    Gdzieś czytałem (czy nie u Ratzingera?), że przez odwrócenie kapłana do wiernych w czasie mszy zatraca się poczucie jedności w dążeniu do Boga. W rycie trydenckim kapłan jest odwrócony plecami do ludu, ale wraz z ludem patrzy na Chrystusa; pełni też funkcję przewodnika, pasterza Chrystusowej owczarni (przewodnik nie idzie tyłem, lecz jest zwrócony twarzą do celu, a plecami do tych, którym przewodzi).
    Opisywanie II Soboru Watykańskiego jako "największego wydarzenia w dziejach całego Kościoła" też jest trochę dziwne. Znacznie większe znaczenie miały pierwsze sobory, gdy formułowano wyznanie wiary. Zaś największym wydarzeniem była oczywiście Pięćdziesiątnica - bez tego nie byłoby Kościoła!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...